Rowerem z górki i pod górkę by utoczyć miskę [FILM] - Magazyn Kaszuby

Rowerem z górki i pod górkę by utoczyć miskę [FILM]

[Zdjęcia: Patrycja Momot]

Do tegorocznej pierwszej majówki przygotowywaliśmy się prawie dwa miesiące. To trochę nietypowo jak na nas, bo raczej planujemy nasze mikro wyprawy ewentualnie z dwudniowym wyprzedzeniem – inaczej się nie da przy małych dzieciach i często niepewnej pogodzie. W takim razie skąd ta zapobiegliwość? Ano wymarzyła się nam prawdziwie rowerowa rodzinna wyprawa po Kaszubach, więc szukaliśmy rozwiązania transportu roczniaka i pięciolatka, który zbyt szybko i zbyt blisko punktu wypadowego zaczyna marudzić na ból nóżek i zmęczenie. Poszperaliśmy więc trochę w sieci i znaleźliśmy fantastyczny pomysł, którym – mamy nadzieję, zarazimy innych, może trochę niepewnych rodziców.

patrycja trasa chmielno

Orientacyjny przebieg trasy. Źródło: www.eko-kapio.pl

Mianowicie, udało się nam znaleźć fantastyczną wypożyczalnię sprzętu turystycznego dla dzieci w Gdańsku Osowej. W największym skrócie można napisać – blisko od Kartuz, fachowo i na miarę średniozamożnych kieszeni. Wybraliśmy dwuosobową przyczepkę do roweru oraz hol, który w razie potrzeby mieliśmy zaczepiać o nasz drugi rower i ciągnąć pusty lub ze zmęczoną zawartością. Sprzęt sprawdził się fantastycznie, a dzieciaki w przyczepce urządziły sobie swój drugi „domek”, więc chyba nie trzeba nic więcej dodawać. A my, szczęśliwi, choć trochę zmęczeni rodzice, byliśmy zachwyceni, że spędzamy majówkę na dwóch kółkach (a właściwie na ośmiu) i z dziećmi – tak jak lubimy najbardziej. No, ale ciągle nie napisałam, dlaczego tak wcześnie zaczęliśmy plany. Odpowiedź jest dość prosta – trzeba szybko rezerwować sprzęt, bo chętnych w okresie wolnych dni jest dość dużo i można się nie załapać (tak się nam zdarzyło rok temu).

Trasa miała wieść dość przyzwoitymi szlakami – to znaczy w miarę równo albo z górki. Jak się okazało na Kaszubach trudno o takie drogi, bo jak z górki, to i pod górkę, czasem dość ostro… Nasza pierwszomajowa droga zaczęła się na Promenadzie w Kartuzach – lekko i przyjemnie udało się nam ją przejechać, a potem ul. Chmieleńską pod górę ruszyliśmy do Kos. Dość szybko dotarliśmy do przepięknej maleńkiej wsi, otoczonej lasem, gdzie rozpościera się widok na Zamkową Górę. Kosy to też miejsce, gdzie zobaczymy stare, tradycyjne 200 – letnie domy kaszubskie, niestety większość już po przeróbkach dachów i elewacji. A z ciekawostek – przez Kosy wiodła droga z Gdańska do Bytowa zwana „traktem królewskim”, aż do 1872 kiedy to wybudowano nową drogę Kartuzy – Bytów na obrzeżu wioski.

Dalej, przez wioskę niebieskim szlakiem ruszyliśmy w stronę Chmielna – grodziska wczesnośredniowiecznego, gdzie założyliśmy sobie dwie zasadnicze atrakcje dnia – zabawa w piasku nad jeziorem oraz odwiedzenie żywego, ponad 100-letniego Muzeum Ceramiki Neclów. Droga wiodła dość przyjemnie i łagodnie przez soczysto zielony las. Widziałam, że wszyscy napawamy się zapachem i wiosennymi kolorami. Ku naszej radości Filip samodzielnie radził sobie ochoczo z trudami podróży, a Hania spokojnie spała w swoim małym „domku” na kółkach, więc głowa odpoczywała od trosk. To naprawdę ważne, gdy na co dzień jest się w pędzie zawodowych i rodzinnych spraw… Mijało nas sporo rowerowych turystów – wszyscy uśmiechnięci, radośni pozdrawialiśmy się na szlaku – to naprawdę fajny i miły zwyczaj pozdrawiać się na wspólnej drodze. Czasem nawet ktoś się zatrzymał, podpytał o podróżowanie z przyczepką i pogratulował wspólnej wyprawy.

Niespostrzeżenie dojechaliśmy do Rekowa, które stało się dla nas bramą do Chmielna. Ale zanim przez nią przejechaliśmy, czekała na nas przeprawa – kamienista, dziurawa droga ostro w dół… Było ekstremalnie, ale daliśmy radę! Osobiście lubię takie momenty w podróży, kiedy trzeba się z czymś zmierzyć, pokonać swoje słabości, „ruszyć głową”, by wyjść z jakiejś opresji – to wszystko uczy nas czegoś ważnego o nas samych. A dodatkowo, jak podróżujemy z dziećmi, to i one zmagają się ze swoim zmęczeniem, może strachem czy bólem i uczą się jak sobie radzić w różnych sytuacjach. Uczą się też poprzez obserwację dorosłych  – w tym przypadku nas, rodziców. Może przede wszystkim właśnie uczą się przez obserwację… W każdym razie wspólne podróżowanie, nawet te mikro wyprawy, to zawsze świetna dawka doświadczeń i wspomnień (oby były pozytywne), które możemy sobie nawzajem podarować.

Szczęśliwie pokonaliśmy wymagającą końcówkę trasy i już asfaltem, leniwie w pięknych okolicznościach widokowych pomykaliśmy na obiecany odpoczynek na plaży. Mijamy wąski przesmyk między jeziorami Białe i Kłodno i już jesteśmy na miejscu. Zatrzymujemy się na gminnej plaży, która obecnie jest bardzo zadbana. Jest pomost, ławeczki, kosze na śmieci. Rozkładamy się na kocu, wyjmujemy prowiant oraz najważniejsze – zabawki do piasku! Tak, to był strzał w dziesiątkę – gdziekolwiek byśmy nie byli, to nieco piasku, łopatka i wiaderko, zastępuje milion kolorowych zabawek!

SONY DSC

Plaża gminna w Chmielnie. Piasek, wiaderko, łopatka.

Siedząc na ławeczce, zauważam wielki napis zamontowany jako brama nad jezdnią „Chmielno – Grodzisko Wczesnośredniowieczne”. Okazuje się, że niedaleko miejsca, w którym właśnie jesteśmy, widoczne są ślady grodziska z trzynastego wieku. Był to gród kasztelański podległy dworowi książęcemu w Gdańsku. Według archeologów początki osady sięgają okresu między VII a IX wiekiem. Od początku XIV wieku, aż do konfiskaty dóbr klasztornych przez Prusaków w 1772 roku, wieś należała do żukowskich norbertanek. Ależ kawał historii! Podobno niebawem mają ruszyć dalsze prace wykopaliskowe, zatem warto przyjechać do Chmielna nie tylko na plażę, ale też o to, żeby odkrywać ducha przeszłości.

Z Chmielnem związana jest również piękna legenda.

Nie byłoby Chmielna, gdyby nie miłość dwojga młodych ludzi. Nie mogli jednak wziąć ślubu, gdyż nie zgadzali się na to ich rodzice, żyjący w nieprzyjaźni. Tak więc miłość, zamiast upragnionego szczęścia przyniosła im cierpienie. Ze zmartwychwstania i tęsknoty za umiłowanym, pierwsza zmarła młoda dziewczyna. Pochowano ją w pobliżu kościoła, po jego lewej stronie. Niedługo potem, z powodu jej śmierci, zmarł również nieszczęśliwy młodzieniec. Pochowano go po drugiej stronie kościoła. Wkrótce po ich śmierci z obu grobów wyrosły dwa pędy chmielu i połączyły się ze sobą ponad kościołem. Ludzie widząc to, jak szybko wyrosły owe pędy chmielu i powodowani ciekawością dokopali się aż do ich korzeniu. Zobaczyli, że pędy chmielu wyrosły z serc obu zmarłych młodych ludzi. Przekonali się wtedy, że tych dwoje było dla siebie przeznaczonych. Od obu owych pędów chmielu miejscowość otrzymała nazwę “Chmielno”.

Pogoda zaczęła się zmieniać, zrobiło się dość nieprzyjemnie i wietrznie, więc postanowiliśmy nie czekać na deszcz, a zrealizować nasz drugi punkt programu. Ruszamy do żywego Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów!

– Żywego? To muzeum żyje? – pyta pięciolatek.

– Tak! Właśnie tak! To muzeum żyje! – odpowiada mama.

W Muzeum można zobaczyć nie tylko gotową ceramikę, wyróżniającą się charakterystycznymi kształtami i oryginalnymi wzorami, ale przede wszystkim zobaczyć i poznać cały proces jej powstawania (reportaż o Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów znajduje się TUTAJ).

Podczas naszego zwiedzania akurat dwóch panów toczyło na kole garncarskim glinę, z której powstawały świnki skarbonki! Atrakcji było co niemiara, bo sam Filip miał okazję zobaczyć jak to jest być garncarzem. Zobaczcie sami!

Mam nadzieję, że nikt nie ma już wątpliwości, dlaczego to muzeum nazywa się żywe. Tu po prostu każdym zmysłem można doświadczyć ceramicznej rzeczywistości! Koszty finansowe tej niesamowitej przygody to 5 zł za osobę dorosłą (dzieci nie płaciły) i 10 zł za glinę, a wspomnienia bezcenne!

Pełni wrażeń, z głową pełną pomysłów na malunki, które powstaną na wykonanej przez Filipa misce, wracamy powoli do domu. Jeszcze mały posiłek przed podróżą i toczymy się tą samą drogą do Rekowa, biegnącą między wzburzonymi dziś jeziorami. Tam czeka nas ta sama ekstremalna trasa, tyle że pod górę… Dajemy radę! Powolutku, bez pośpiechu, udaje się nam wprowadzić rowery z załadunkiem na szczyt. Zbaczamy jednak ze znanego nam niebieskiego szlaku i postanawiamy jechać do Kartuz czerwonym, a następnie zielonym szlakiem. Droga jest łatwa i przyjemna. Dzieciaki pełne różnorodnych doznań zasnęły w przyczepce. Pewnie mają chmieleńskie sny…

Chmielno – Położone pośród pięknych wzgórz i malowniczych jezior Szwajcarii Kaszubskiej, Chmielno od dawna przyciągało niezliczone grupy turystów. Tradycje wsi jako letniska sięgają bowiem końca XIX wieku. Odwiedzić Chmielno to znaczy przeżyć niezapomnianą turystyczną przygodę, ponieważ wszystkiego tu jest pod dostatkiem: pięknych krajobrazów, czystego powietrza, jezior, lasów i ryb.

O tej wsi napisano już niejedna książkę. To jedna z wizytówek Szwajcarii Kaszubskiej i Kaszub w ogóle.  Do Chmielna przyciąga przede wszystkim woda. Położone w sąsiedztwie 5 jezior stanowi wymarzony zakątek dla wszystkich wypoczywających tu turystów. Chwalą je także żeglarze, kajakarze oraz miłośnicy windsurfingu i wędkarze, a także nurkowie. Tu rozpoczyna się przepiękny szlak wodny zwany popularnie „Kółkiem Raduńskim”, który tworzy 10 połączonych ze sobą jezior. Ze względu na niezaprzeczalne walory i niepowtarzalny charakter środowiska przyrodniczego Chmielno i cały obszar gminy znajduje się na terenie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego.

Turystów i krajoznawców zwabia do Chmielna nie tylko piękny krajobraz i czysta woda jezior, ale także interesujący folklor, zabytki, tradycje garncarskie i inne atrakcje turystyczne. To jedna z tych miejscowości na Kaszubach, które są wyjątkowo bogate w baśnie i podania ludowe.

SONY DSC

Z powrotem do Kartuz. Pod górkę.

Korzystałam z: Stanisław Klimowicz, „Chmieleńska Dynasta”.

Sprawdź, jak aktywnie spędzić czas w Chmielnie – Chmielno. Słynna wieś przytulona do jezior

Patrycja Momot Patrycja Momot

p.momot@magazynkaszuby.pl

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły