Tajemnicze, złe i opiekuńcze. Ptaki w kaszubskich wierzeniach - Magazyn Kaszuby
Tajemnicze, złe i opiekuńcze. Ptaki w kaszubskich wierzeniach 2
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Tajemnicze, złe i opiekuńcze. Ptaki w kaszubskich wierzeniach

Łabędź, kania i bocian – trzy ptaki wydają się być dla Kaszubów najważniejsze. O ile pierwszy z nich bywa wykorzystywany do mistycznych, nieprawdopodobnych misji, drugi tak zalazł ludziom za skórę, że zasługuje na śmierć przez obcięcie głowy. Kto jednak chciałby zrobić krzywdę trzeciemu z wymienionych – bocianowi, ten narazi się na gniew całej wioski.

Fot. Pixabay. com

Fot. Pixabay. com

Zagadki z innego świata

Łabędzie. Z tym swoim milczącym, tajemniczym i pełnym wdzięku spojrzeniem, mają swoje miejsce w kaszubskiej literaturze. Remus, najsłynniejszy kaszubski parobek, zanim został słynnym sprzedawcą obwoźnym i wojownikiem kaszubskiej sprawy, jako pacholę jeszcze, miał widzenie. Ujrzał zapadły zamek i królewiankę, która poprosiła go, by przeniósł ją przez rzekę. W ten sposób chłopiec miał uratować lud kaszubski od biedy i poniżenia. Remus już się brał za przenoszenie pięknej królewianki, gdy ukazały się trzy demony – Trud, Strach i Niewarto.

A co z tym wszystkim mają wspólnego łabędzie? Oddajmy głos Aleksandrowi Majkowskiemu. Gdy młody Remus dojrzał zamek…

Kiedy dziwowałem się temu zjawisku, zaszumiało na rzece i podpłynęły, jak zagadki z innego świata, dwa wielkie łabędzie. Stanęły naprzeciw mnie i spoglądały dziwnymi oczami. W ich oczach było pytanie i była wiedza , jak skarby zatopione w głębokim stawie mrocznego lasu…

Jakiś czas później Remus wraca do magicznego miejsca, w którym ujrzał zamek i królewiankę.

Najpierw zobaczyłem z daleka dwie białe plamy, które wodą płynęły ku mnie. Z nich stopniowo wykształcały się dwie szyje, zagięte jak łodygi maku, lecz duże i piękne. Gdy przypłynęły blisko, zobaczyłem, że to łabędzie, te same, które widziałem pod koronowaną jarzębiną (w miejscu objawienia zamku i królewny – przyp. aut.).

Dalej Remus zdradza swoje podejrzenia, skąd się wzięły białe ptaki:

„Według mnie były to łabędzie królewianki zaklętego zamku. Podpłynęły tuż pod brzeg. Przyglądały mi się badawczo. Oczy miały jak ludzie, ale z obwódką wokoło, niby czarne okulary, jakie noszą mądrzy ludzie. I patrzyły na mnie, jakby chciały coś powiedzieć. A ja siedziałem cicho i czekałem.”

Remus nie doczekał się niczego…

Raptem przestały na mnie patrzyć, wzdęły skrzydła i poszły w górę rzeki, nie obróciwszy się ku mnie ani razu. Wreszcie zniknęły w stronie, z której przyszły.

Łabędzie – ptaki „które wiedzą”. Swoją tajemną wiedzą jednak się z człowiekiem nie dzielą. Ale są to też ptaki, które – w razie potrzeby, działają, i to w dramatycznych okolicznościach. Ratują życie.

Damroka – córka księcia Świętopełka, została porwana przez woja o imieniu Barnim, któremu odmawiała ręki. Słowiańskim i pogańskim obyczajem postanowił on najechać gród w Chmielnie i wziąć siłą księżniczkę. Jak postanowił, tak uczynił. Brankę uwięził w zamkowej wieży, w swoim grodzie oddalonym od Chmielna o kilka kilometrów. Ludzie powiadają, że było to na Zamkowej Górze k. Kartuz. To prawda, że znajdowało się tam średniowieczne grodzisko. Zresztą do dziś na miejscu widoczny jest zarys jego wałów.

Barnim jednak popełnił fatalny błąd – na wolności pozostawił służkę Damroki, Darosławę. Stara kobieta znała się na czarach, i trzy dni usilnie pracowała nad tym, żeby nad wzgórzem grodu Barnima, rozpętała się burza.

Piękna baśń, tylko gdzie w niej łabędzie? Zajrzyjmy do „Kaszubskich legend” Janusza Mamelskiego:

Burza trwała cały dzień. Szczególną trwogę budziła w mieszkance zamkowej wieży (Damroce – przyp. aut.). Nagle Damroka usłyszała wielki szum i z trzaskiem otworzyły się okna. Na środku komnaty stanęły dwa łabędzie. Księżniczka domyśliła się, kto je przysłał. Usiadła na jednym z nich, objęła za szyję i trzymała z całych sił. Ptaki uniosły się w powietrze. Szum zaniepokoił załogę zamku. Kilku wojowników wybiegło na podwórze. Gdy Barnim ujrzał ptaki, natychmiast rozkazał do nich strzelać

– Uważajcie na Damrokę! Nie zróbcie jej krzywdy! – próbował przekrzyczeć wichurę.

Ale ptaki mknęły jak zaczarowane i szybko znalazły się poza zasięgiem strzał. Niedługo potem burza ucichła. Pod wieczór Darosława ujrzała na niebie upragniony widok, nadlatywały dwa łabędzie, a z nimi Damroka.

Tajemnicza księżniczka kaszubska [FILM]

Ta, która sprowadza na manowce

Kania – rude, wredne ptaszysko. Tak mawiają. Ciągle spragnione, lata wo kółko i woła: „piiić”. Dobrze mu tak, niech ma za swoje. Bo kiedyś, przed laty, jak nastała susza, to leniwy ptak nie chciał pomóc. Poszły zwierzęta do Pana Boga, prosić o wodę. Dobry Bóg wskazał miejsce, gdzie należy kopać studnię. I kopały wszystkie zwierzęta, zgodnie… Wszystkie oprócz kani, której się nie chciało. Mówiła, że nie chce sobie nóg pobrudzić. I ukarał ją Bóg, skazał na wieczne pragnienie. Bo rudzielec może pić wodę, ale tylko tą, która po deszczu zbiera się w szczelinach kamieni. Żadnej innej. Cierpi więc ptaszysko, gdy nie pada przez dłuższy czas.

O kani – bohaterki kaszubskich wierzeń, szeroko pisze Piotr Schmandt w książce: „Sobótka, ścinanie kani, ogień i czary na Kaszubach”:

„W kaszubskich legendach, mitach i porzekadłach nazwa ptaka występuje najczęściej z wyrazami: pragnienie, deszcz, posucha, np. „pragnie jak kania dżdżu”, „wzdycha jak kania za deszczem”, ale również wtedy, gdy mówi się o człowieku, którego morzy sen – „kania go tłucze”. Prawdopodobnie takie porzekadła i sądy są efektem dźwięku, jaki ptak wydaje w locie, rozumianego przez Kaszubów jako „Pijc! Pijc!”. Dźwięk ten funkcjonuje więc jako tęskne zawołanie spragnionej nieustannie kani. Kiedy usłyszy się jej charakterystyczny głos, mówi się że ptak woła o deszcz.”

Jednak lenistwo z czasów wielkiej suszy nie jest jedyną przewiną rudego ptaszyska. Druga wina, to… fakt, że jest kobietą, i to złą kobietą. Bo jak Jezus ze św. Piotrem wędrowali po świecie, i akurat przechodzili koło Pucka, zaszli do zagrody i poprosili o wodę. Gospodyni zabroniła im korzystać ze studni. To za karę zamienili ją w kanię…

Była więc kania utożsamiana z czarownicą, która potrafiła zamienić się w ptaka. Zresztą – nie tylko czarownicą, czasem – dziewicą, która zamieniona w zwierzę, porywa dzieci… żywe albo martwe. W tym drugim przypadku, rzecz jasna, porywa nie tyle ciała dzieci, co ich dusze, które w ten sposób nie mogą się dostać do nieba.

Na Kaszubach […] funkcjonowała popularna rymowanka, która straszono niegrzeczne pociechy: ‘uciekajcie dzieci bo kania na was leci’ – pisze Piotr Schmandt.

I jeszcze jeden grzech, jeszcze jeden kamyczek do ogródka złego ptaka… Otóż kania, o zgrozo, namawiała dziewice do złego prowadzenia się. Kaszubskie dziewczyny musiały bezwzględnie unikać ptaszyska. Tylko jak to robić, jeśli rudzielec przeistaczał się w postać kobiety, mógł stać się starą czarownicą lub młodą pięknością?

Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu we wsi pojawiało się nieślubne dziecko.

Nie dziwi również to, że kani – „zasłużonej” jako czarownicy, ladacznicy i Bóg wie co jeszcze, wymierzano karę – w noc świętojańską, po mowie oskarżycielskiej, w ramach specjalnego obrzędu. Komisyjnie i publicznie, rytualnie wykonywano wyrok śmierci poprzez ścięcie.

Dzięki Bogu z czasem prawdziwe kanie (wykradane jako pisklęta z gniazda) zaczęto zastępować szmacianymi lalkami.

I tylko niektórzy, najmędrsi z mieszkańców kaszubskich wsi wiedzieli, że sam ptak Bogu ducha winien jest. Że bierze na siebie odpowiedzialność nie za ptasie, ale ludzkie winy. Oddaje siebie w ofierze. W ten sposób z istoty podłej staje się postacią heroiczną.

Noc Świętojańska: Zamiast puszczać wianki zetnijmy kani łeb.

Ten, co na skrzydłach ogień sprowadza

Jak czytamy w „Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” Bernarda Sychty, postaci ptaków przyjmują również dusze umierającego. W szczególności – dusza nieochrzczonego dziecka. Bo przecież lecące w powietrzu dusze takich dzieci wołają: Chrztu, chrztu! Inne ptaki – to nikt inny, jak dusze potępionych, pokutujących, zamienionych na skutek przekleństwa lub czarów…

Jednak największą estymą wśród ptaków cieszy się nie kto inny, jak bocian. Nie wolno go zabijać pod żadnym pozorem, zabicie go sprowadzi nieszczęście na całą wieś. Albo będzie pożar i spalą się chałupy albo grad zniszczy plony. Niewykluczone, że w takim przypadku same bociany polecą do słońca po ogień i na skrzydłach go sprowadzą na wieś, albo też grad i wytłuką zboże. O tym, że to ptak inny niż wszystkie, świadczy również i to, że jego mięsa nie jedzą żadne inne zwierzęta, nawet te „najbardziej mięsożerne”. Zresztą… Kto by zabijał bociana, wszak on odstrasza złe duchy od domostw, przegania demony. Przeczuwa pożar.

Wprowadza się tylko do zacnych gospodarzy. Wstyd dla wsi, która nie gości żadnego bociana. Może być, że przestaną się w niej rodzić dzieci, wszak to bocian je przynosi, jak powszechnie, nie tylko na Kaszubach, wiadomo.

Skąd tyle dobra u bociana, dlaczego on taki usłużny dla ludzi? Odpowiedź jest prosta. Pod jego postacią pokutują grzesznicy. Jezus w niebie patrzy na bociany, przygląda się…

Fot. Pixabay.com

Fot. Pixabay.com

Ta sama rzeczywistość

Łabędzie, kanie, bociany – wszystkie one dla naszych przodków były na pół magiczne. Jak cała otaczająca przyroda. Nie była ona – tak jak dziś, bytem osobnym, światem równoległym, rządzącym się innymi prawami niż świat ludzi. Wręcz przeciwnie. Wierzenia dotyczące – nie tylko ptaków, świadczą o tym, że dla naszych dziadków i babć, świat roślin i zwierząt był częścią tej samej rzeczywistości, w której żyli. Jeśli sąsiadka mogła być czarownicą, to czemu nie kania? Jeżeli sąsiad skrywał tajemnicę, to dlaczego nie mógł tego robić łabędź? Jeśli wśród ludzi byli tacy, którzy roztaczali nad bliźnimi opiekę, to czemuż nie mogły tego samego robić bociany? A że mogły mściwie sprowadzić pożar? A któż z nas nie zna uczucia złości, chęci zemsty? Wszak wszyscy wtedy żyliśmy pod tym samym niebem, na tej samej Ziemi. Ten sam Jezus z krzyża przydrożnego, obdarzał tym samym spojrzeniem ludzi, ptaki, cały świat.


 

Puchacz. Fot. Cezary Korkosz, archiwum Zaborskiego Parku Krajobrazowego

Puchacz. Fot. Cezary Korkosz, archiwum Zaborskiego Parku Krajobrazowego

Budziły strach i zwiastowały nieszczęście? Czy były symbolem wiedzy i mądrości? Opowiedz o kaszubskich sowach!

Sowy w wiedzy i kulturze

To ogólnoświatowy projekt, w którym w Polsce bierze udział Stowarzyszenie Ochrony Sów.
Projekt ten ma na celu zebranie informacji z różnych zakątków świata – dotyczących wiedzy i wierzeń dotyczących sów, a także stosunku człowieka do tej grupy ptaków. Stowarzyszenie zwraca się z prośbą o przyłączenie się do akcji i przeprowadzenie w swojej okolicy ankiety. Jak piszą organizatorzy: „Udział w ankiecie mogą wziąć oczywiście wszyscy, jednak niezwykle istotne jest przeprowadzenie rozmów z osobami starszymi, które mogą posiadać dużą wiedzę na temat wierzeń z różnych obszarów naszego kraju.

Ankietę i więcej informacji znajdziesz poniżej.

Projekt „Sowy w wiedzy i kulturze”

***

Przeczytaj również artykuł o największej sowie świata.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły