Ułańska fantazja czyli batem w Kaszubę. Jak Polska zaślubiała Pomorze [Cz.1]

Od polskiego oficera Kaszuba dostawał batów dwadzieścia pięć. Jeśli jednak oficer był w złym humorze, batów wymierzano pięćdziesiąt.

Rok 1920 kojarzy się przede wszystkim z odparciem bolszewickiej nawałnicy. Jest co świętować – polska armia zwyciężyła armię rosyjską i uratowała Europę. Ale dla Kaszubów rok 1920 to również tzw. „powrót Pomorza do macierzy”. W lutym wkroczyło tu wojsko i – zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego, zajęło tereny od Torunia po Hel. W wielu kaszubskich miejscowościach do dziś odbywają się uroczystości związane z tym wydarzeniem, ze składaniem kwiatów, trzymaniem warty przez zmarzniętych harcerzy i przebranych w stroje ludowe miejscowych kaszubskich aktywistów.

I nikt nie chce psuć podniosłego nastroju. Nikt nie chce głośno powiedzieć, jak było naprawdę wiosną 1920 roku. Polityka historyczna i poprawność polityczna bierze górę.

Krótka radość powitalna

Prawda jest taka, że rzeczywiście, w styczniu i lutym 1920 roku Kaszubi entuzjastycznie witali wkraczających na Pomorze żołnierzy gen. Józefa Hallera ze słynnej „Błękitnej Armii”, wsławionej w bojach we Francji i wojnie polsko-ukraińskiej. Kartuzy zajęli Ułani Krechowieccy. 8 lutego byli pozdrawiani na ulicach, powszechna była radość w najbardziej kaszubskim miasteczku (w zasadzie: wsi) na Pomorzu. Witał ich starosta Emil Sobecki. Jak napisano w Gazecie Gdańskiej, wieczorem uczczono wkraczające wojska iluminacją i przedstawieniem w Karthauzer Hof.” Kilka dni później w Kartuzach zatrzymał się sam gen. Józef Haller. I znowu Kaszubi wiwatowali na jego cześć i hucznie świętowali to wydarzenie.

haller-w-kartu0002-1024x640
Generał Haller w Kartuzach, luty 1920 roku

Tyle było radości. Tylko tyle. Rozczarowanie przyszło tuż po tym, jak umilkły radosne głosy powitania.

O rozmiarach nadużyć, których wiosną i wczesnym latem 1920 roku dopuściła się polska armia stacjonująca na Kaszubach, dowiadujemy się dziś między innymi z niezbyt obszernych wspomnień ówczesnych kaszubskich regionalistów, takich, jak np. Jan Karnowski, który pisał: Wiemy, że rządy wojskowe były haniebne, równające się rządom soldateski w podbitym kraju. Wiemy, że nie tylko żołnierze, ale także oficerowie o instynktach zupełnie prymitywnych upatrzyli rozwój kultury polskiej na Pomorzu w szerzeniu publicznego nierządu (…).

Te słowa mogłyby być mało wiarygodne dla sceptyków, którzy skłonni byliby przypisywać skłonność do przesady kaszubskiego intelektualiście, ówczesnego wysokiego rangą urzędnika. Jednak o tym, co działo się na Pomorzu po wkroczeniu wojsk gen. Józefa Hallera świadczy również „Sprawozdanie Sejmowej Komisji Pomorskiej z 1920 roku”. Z tym dokumentem trudno dyskutować. Choć został on opublikowany w 1985 roku, jest jednak pomijany – jako źródło wiedzy historycznej, przez wielu badaczy chcących zachować dla potomnych jednostronny obraz dzielnych ułanów niosących wolność Kaszubom w odrodzonej Polsce.

Kaszubi – naród podbity

W lipcu 1920 roku w polskim sejmie odbyła się dyskusja na temat tego, w jaki sposób polska „macierz” przygarnęła swe „pomorskie dziecię”. Dość powiedzieć, że po sporej awanturze, w której posłowie dawali wyraz oburzeniu tym, co dzieje się na Kaszubach, powołano specjalną komisję, która miała za zadanie wyruszyć na miejsce i sprawdzić, co w istocie się wydarzyło na Pomorzu wiosną 1920 roku. W skład tej komisji weszło dziesięciu posłów z różnych partii i różnych dzielnic Polski, którzy w dniach od 26 lipca do 1 sierpnia 1920 roku spotykali się z przedstawicielami lokalnych władz cywilnych i wojskowych, delegacjami „rozmaitych towarzystw” i obywatelami, w miejscowościach: Toruniu, Grudziądzu, Tczewie Pucku, Wejherowie, Kartuzach i Kościerzynie.

Prace komisji zaowocowały sprawozdaniem. To w nim czytamy, co posłowie zastali na Pomorzu. Poszczególne fragmenty tego dokumentu w zasadzie nie wymagają szerszego komentarza. Posłowie pisali bez ogródek.

Poruszając stosunek wojska do ludności pomorskiej dotykamy najboleśniejszej sprawy na Pomorzu. To wojsko, witane z nieopisanym uwielbieniem jako oswobodziciele z jarzma pruskiego, zaczęło tę skromną, cichą, pracowitą ludność traktować jak naród podbity, zachowywało się jak w okupowanym kraju. Zdawało mu się, że jest na pograniczu Rosji lub Azji i stosowało odpowiednie metody niekulturalne, jeśli nie wprost barbarzyńskie.

Gospodarze błagali

Zarzuty dotyczą m.in. postawy oficerów względem mieszkających na tym terenie Niemców: przestawają z Niemcami hakatystami na przyjaznej stopie”, „prowadzą romanse z Niemkami, całują je publicznie po rękach, urządzają z nimi przechadzki, wycieczki i przesiadują godzinami w pierwszorzędnych restauracjach i kawiarniach.

Jeśli chodzi o inne nadużycia wojskowe, to – jak twierdzą posłowie, trzeba by pisać tomy. Autorzy sprawozdania zastrzegają, że w dokumencie tym mogą dać tylko pobieżny pogląd.

kossak zaślubiny
Obraz Wojciecha Kossaka „Zaślubiny Polski z morzem” (1931)

Dalej czytamy, jak to oficerowie służbowymi automobilami wywożą co się tylko da w głąb Polski. Pułkownik Jagoda, kiedy wywiózł już wszystko z Kościerzyny, pojechał do Chojnic, tam jednak spotkał się z protestem ze strony starosty. Oburzony tym faktem mówił, że on by ze swoim starostą inaczej wyjechał. Wojsko stale zajmowało się rabunkiem, co w sprawozdaniu określa się nieprawnymi rekwizycjami, za które Kaszubi nie otrzymywali żadnych pokwitowań ani tym bardziej pieniędzy. W powiecie kartuskim żołnierze (…) udali się z bronią w ręku w nocy o 12-tej do gospodarzy i gwałtem zabierali im siano, słomę, owies, jęczmień, żyto bez zapłaty. (…) Gospodarze błagali, klękali przed najeźdźcami prosząc, że potrzebują zboże do siewu, lecz to nic nie pomogło. Inną okazją do rabunku były brutalne rewizje: Zdarzało się że młodzicy (młodzi żołnierze – red.) poturbowali spokojnych obywateli. Bili ich nawet po twarzy. Przy rewizjach dokonywano najrozmaitszych kradzieży. Urządzano rewizje często z zemsty osobistej.

Kaszubi, odcięci od dostaw z Prus i możliwości handlu z np. Bytowem, który znalazł się po niemieckiej stronie, próbowali zaopatrywać się nielegalnie. Pewien oficer straży granicznej zwykł karać przemytników – jak czytamy w sprawozdaniu – chłostą. Za przeniesienie przez granicę piętnastu (jednego mendla) jaj wymierzał 25 batów, a jeśli żołnierz akurat był w złym humorze, przenoszący jedzenie Kaszuba otrzymywał batów 50.

Kaszuba patrzy na nagie tancerki

Czytamy w sprawozdaniu: Rekwirowano rzekomo nawet kwatery dla personelu biurowego żeńskiego. Skonstatowano, że były to często kobiety z półświatka. Do kwater prywatnych sprowadzali oficerowie prostytutki z Warszawy pod mianem sióstr, kuzynek. Inny fragment:  W hotelach i kwaterach urządzają oficerzy orgie pijackie z podejrzanymi kobietami, które rozbierają się do naga, tańczą, śpiewają. Autorzy sprawozdania starają się wykazać odrobinę tolerancji dla obyczajności żołnierskiej, usprawiedliwiając w pewnym stopniu zamiłowanie wojskowych do tego typu rozrywek. Ale: proste poczucie przyzwoitości wymaga przynajmniej, by w takich przypadkach zaciągano firanki, zasłony, by uniknąć zgorszenia dla mieszkańców z domów naprzeciw – piszą posłowie Rzeczpospolitej.

Zgorszenie zbierało swoje żniwo na samych Kaszubach. Nie zawsze konieczne było sprowadzanie prostytutek z Kongresówki czy Galicji. Żołnierze zatrudniali „stenotypistki”, nawet jeśli nie umiały pisać po polsku, i płacili im bardzo wysokie pensje – 2000 marek miesięcznie. Kupiectwo skarży się, że tej konkurencji sprostać nie może i traci potrzebny personel żeński.

Wyjątkowego pecha do wojskowych mieli mieszkańcy Pucka. Pierwszy komendant urządzał orgie pijackie. Zastąpił go kapitan Szmyt. Ten zaś szkaluje Kaszubów, dopuszcza się samowoli, aresztuje ze zemsty. (…) Urządza z Niemcami wspólne polowania, nawet w niedzielę, co pobożny lud kaszubski uważa za świętokradztwo. Najwidoczniej podwładni kapitana Szmyta czuli się bezkarni, skoro: Rzeźnikowi Belau w Pucku wykradł pewien sierżant córkę. Kapelan wojskowy udzielił w kościele ślubu bez poprzedniego obowiązkowego ślubu cywilnego. Żołnierze wartowali przed bramą kościelną, by nie dopuścić ojca do kościoła.

Ciąg dalszy nastąpi…

Źródło:

Uważam Rze, „Ułańska okupacja Pomorza”, Nr3 (173)/2016

Józef Borzyszkowski, Przemysław Hauser (oprac.), Sejm Rzeczypospolitej o Pomorzu w 1920 roku. Sprawozdanie Komisji Pomorskiej, Gdańsk 1985.

Jan Karnowski, Moja droga kaszubska, Gdańsk 1981.