Na granicy [FELIETON] - Magazyn Kaszuby

Na granicy [FELIETON]

Katarzynę poznałem w grudniu ubiegłego roku „na granicy”. Jakże adekwatne to słowo. Nic więcej nie trzeba tłumaczyć. Rzecz jasna, chodzi o granicę polsko-białoruską. Jednak nie każdy niestety zdaje sobie sprawę z wieloznaczności owego pojęcia – w odniesieniu do konkretnej sytuacji, która ma miejsce na Podlasiu. Bo tam są przekraczane różne granice.  Oprócz tych fizycznych, określonych płotami z żyletek, również granice przyzwoitości, czy nawet człowieczeństwa, jak twierdzą niektórzy.

Szydera

Kilka dni wcześniej Katarzynę poznała cała Polska, gdy wystąpiła w reportażu wyemitowanym w TVN-ie, na temat pomocy uchodźcom.  W materiale pokazano, jak zaopiekowała się migrantem, który – jak Kasia stwierdziła przed kamerą, sześć dni „płynął w rzece”. To był oczywiście skrót myślowy, w rzeczywistości starał się przetrwać, wędrował wzdłuż brzegu rzeki, niejednokrotnie będąc zmuszonym wchodzić do wody. Ale tak to „wyszło” po montażu, że „pływał”, i to wystarczyło. Macherzy od szyderstwa, drwiny i pogardy w TVP Info zwietrzyli krew. Najpierw rozpętała się afera, że Katarzyna kłamie, bo nikt by nie wytrzymał w rzece w takich warunkach sześciu dni, zresztą nikt przez sześć dni nie zdołałby płynąć bez przerwy, i tak dalej… Drwina goniła drwinę, szyderstwo lało się strumieniem na postać Kasi – drobnej szatynki, nauczycielki w szkole w Hajnówce. Synonimem głupoty, braku mózgu, naiwności, była w tym przekazie zarówno ona sama, jak i wszyscy widzowie tej lewackiej stacji, czyli jakieś osiem milionów komuchów i zdrajców narodu.

Na granicy 1

Źródło: Pixabay/opracowanie własne

Ale tego wszystkiego było jeszcze mało. Co innego być głupim, a co innego zdradzić ojczyznę. Macherzy w publicznej telewizji poczynili krok dalej.

“Ruska”

Wyeksponowali w internecie jedną sprawę, związaną z Katarzyną. Otóż Kasia jest przedstawicielką mniejszości białoruskiej. W jednym ze spotów – na długo przed kryzysem migracyjnym, zachęcała do udziału w Spisie Powszechnym i zaznaczeniu „opcji białoruskiej”.

Katarzynę poznałem w momencie, gdy białoruskofobiczna kampania była już rozkręcona na dobre. Pokazała mi kartkę pocztową, którą jakiś Polak przysłał z Norwegii. Zadał sobie tyle trudu, zakupił tę kartkę, wypisał, nabazgrał, wrzucił do skrzynki pocztowej nie znając nawet adresu – wszystko po to, żeby zwyzywać nauczycielkę z Hajnówki od białoruskich k… i szmat na usługach Łukaszenki.

Katarzyna mogłaby próbować tłumaczyć, że białoruskość w Narewce czy Hajnówce jest inna niż ta w Mińsku, że na dobrą sprawę ona sama nie ma zbyt wiele wspólnego z Białorusinami w głębi kraju, że jej specyficzna tożsamość to jest rodzaj pewnej „tutejszości”, nawet język jest tutaj inny niż oficjalny białoruski. Że dla Polaków wszystko, co niepolskie na tym pograniczu jest – ogólnie rzecz biorąc, „ruskie”, zawsze tak było, chociaż w tej „ruskości”, od Gołdapi po  Ustrzyki Górne jest wiele odmian, kolorów, tożsamościowych dylematów i pytań, na które niełatwo znaleźć odpowiedzi. Jest w niej to, co tutejsze, prawosławne, grekokatolickie, ukraińskie, białoruskie, litewskie, i wszystko co pomiędzy. Tak, Katarzyna mogłaby starać się to wytłumaczyć, ale to tak, jakby miała przemawiać do pędzącego wprost na nią pociągu.

Katarzyna pochodzi z rodziny, której niezłomny „Bury” spalił dom, podobnie jak wszystkim sąsiadom we wsi. Wielu z nich wymordował, dlatego, że byli „ruskie”, obce, złe, komunistyczne. „Śmierć wrogom ojczyzny!” Znamy wszyscy ten okrzyk, nie tylko z podręczników do historii.

Kwadrans nienawiści

Jeśli Kaszubi uważają, że ich – jako mniejszości, to nie dotyczy, to się mylą. Karta z „dziadkiem z Wehrmachtu” jest na stole. Do jej użycia potrzebny jest jeden wpis na Facebooku, jeden tweet na Twitterze. Można to zrobić w kwadrans. Zacznie się szukanie wrogów ojczyzny. Wszystko po to, żeby opłaceni przez polityków młodzi chłopcy wiedzieli kogo trzeba mieć na myśli wykrzykując słowa wieszczące śmierć. Przesadzam? Nie. Na własne oczy mogłem się przekonać jak to działa, jak szybko i skutecznie. Widziałem to „na granicy” i powiem szczerze – byłem przerażony.

Dziś wszyscy, pięknie zjednoczeni dmuchamy w balon o nazwie: “Pomoc Ukrainie”. To wspaniale, że to robimy. Żeby było jasne – sam, na ile mogę angażuję się w tę pomoc i jestem dumny – tak, dumny z naszego obywatelskiego (jak się okazało) społeczeństwa.

Balony dwa

Ale widzę nadmuchiwany balon i przeczuwam, że w środku, jeszcze niewidoczny, jest drugi balon. Balon nienawiści, złości, szowinizmu. On też rośnie – niestety. I kiedy pęknie ten pierwszy, ten drugi nagle objawi się nam, będzie już całkiem okazały. I dalej będzie rósł. I znajdą się tacy, którzy – jak w przypadku nagonki na Katarzynę, poczują krew.

Antyruskość, antyukraińskość, antyuchodźczość – to jest paliwo dla części naszej tak zwanej sceny politycznej. Właśnie premier ogłasza embargo na paliwa kopalne z Rosji. I bardzo dobrze. Proponuję również inne embargo – na paliwo polityczne, to które płynie z Kremla i ma nas skłócać, judzić, siać nienawiść. Nie wpuszczajmy go do tego kraju.

***

Tekst (z drobnymi zmianami) został opublikowany w miesięczniku Pomerania.

 

Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły