Nie chcę dwóch mniejszych Puszcz, chcę jedną dużą [FELIETON] - Magazyn Kaszuby
W jaskini i w puszczy. Słoma z buta 1
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Nie chcę dwóch mniejszych Puszcz, chcę jedną dużą [FELIETON]

Była druga w nocy, gdy w świetle latarki zaświeciły dwa ognie, jakieś dziesięć metrów od miejsca, które wybrałem na nocleg.

Wilk, ryś, żbik, marzenie

Przez moment przemknęło mi przez głowę, że oto spełniają się marzenia. Że po raz pierwszy doświadczę tak bliskiego spotkania z wilkiem. Natychmiast zwiększyłem moc latarki. Jednak zamiast wilka ujrzałem siedzącego sobie spokojnie… rysia? Nie, za mały ten zwierz, no i nie ma pędzli na uszach. Może żbik… To już  raczej rozpaczliwe poszukiwanie rzadkiego zwierzęcia w zwyczajnym kocie domowym, który postanowił złożyć mi nocną wizytę w Puszczy Darżlubskiej.

Czy nadzieja na spotkanie wilka w tym miejscu miała jakiekolwiek podstawy? Jak najbardziej. Już dobrych kilka lat temu, w puszczy między Puckiem a Wejherowem urządziła się wataha. I ma się tu dobrze, jak wynika z relacji mieszkańców okolicznych wsi, którzy od czasu do czasu ją widują.

Wilki mają się dobrze, ale może się to wkrótce zmienić. Człowiek szykuje im śmiertelną pułapkę w samym środku lasu, który wybrały sobie na miejsce do życia.

Kawał lasu

Przejażdżka z Mirkiem, o której pisałem w artykule Ekolodzy wygrywają bitwę o Puszczę Darżlubską. To jednak nie koniec sporu rozbudziła apetyt, ale z pewnością nie zaspokoiła głodu. Wracam więc do Puszczy na odrobinę dłużej. Lasy Państwowe w zeszłym roku w całej Polsce udostępniły tzw. obszary pilotażowe do uprawiania buschcraftu. To miejsca wyznaczone do legalnego biwakowania w małych grupach, po uprzednim wysłaniu zgłoszenia do odpowiedniego nadleśnictwa. Na biwaku nie wolno rozpalać ogniska (poza specjalnie wyznaczonymi do tego miejscami), hałasować czy śmiecić. Bushcrafetrzy kierują się zasadą „leave no trace” – po zwinięciu takiego biwaku ma być tak, żeby nikt nawet nie pomyślał, że ktoś tu nocował.

Nadleśnictwo Wejherowo miało gest. Udostępniono bushcrafterom naprawdę spory kawał lasu – północną część Puszczy Darżlubskiej.

 

Zobacz film z bushcraftowej mikrowyprawy do Puszczy Darżlubskiej:

 

Hajda w mrok

Zapadł zmrok. Wyraźnie słyszę głos puszczyka, gdzieś tu blisko. A tymczasem z oddali… Tak, nie mam wątpliwości. Włochatka. Głosu samca tej sowy z żadnym innym nie sposób pomylić. Taki jakby śmiech, ale bardzo nerwowy, urwany w pół, zupełnie nieśmieszny. A teraz sowie odpowiada koziołek chrapliwym szczekaniem. Koziołkowi natomiast – jakieś wrzask z oddali. Ptak jakiś? A może demon kaszubski, Maniewid jakiś albo
Borówc? Trzask palących się gałązek, uśmiechnięty, pyzaty księżyc.

Oto, proszę państwa, Puszcza Darżlubska po zmroku.

Na skraju terenu dopuszczonego do biwakowania znajduje się miejsce, w którym można rozpalać ognisko. Teraz, po zagotowaniu w menażce wrzątku, po zjedzeniu posiłku i wypiciu kawy, dochodzi północ i czas zgasić ogień. Majdan na plecy i hajda, w ciemny las, pełen rozmów w niezrozumiałym dla człowieka języku.

Filharmonia o poranku

Dźwięki powoli przedostają się do świadomości, razem z natarczywym słońcem, które teraz zajrzało do śpiwora. Rano filharmonia: przede wszystkim zięby, ale też: pokrzewka zwana kapturką, kos, drozd śpiewak, strzyżyk, sikory i mysikróliki. Cała puszczańska, rozwrzeszczana o poranku, menażeria. Od wschodu słońca nie daje spać, a przecież głowa taka ciężka. Po nocnej wizycie Mruczka trudno było zasnąć. Podnoszę głowę i słyszę rumor w gęstwinie po drugiej stronie polany. Stado jeleni niewidoczne jest, ale doskonale słyszalne. Taki rumor w gęstwinie tylko jelenie mogą zrobić.

Słysząc odgłos łamanych racicami gałęzi zając wystawił uszy ponad trawę i udaje, że jest niewidzialny.

Siedzę na karimacie marząc o kawie. Trzeba będzie się kopnąć do miejsca ogniskowego, zagrzać wrzątek i się ostatecznie obudzić.

Oto, proszę państwa, Puszcza Darżlubska o poranku.

„No trace”. Jakby mnie tu nie było. Tarp (poręczna lekka plandeka rozpinana między drzewami), śpiwór i karimata spakowane. Jeszcze raz sprawdzam, czy niczego po sobie nie zostawiłem. Uśmiecham się do zająca, który uporczywie mniema, że go nie widać. Zostawiam mu jego puszczę nienaruszoną i dziękuję za gościnę.

On dalej tkwi nieruchomo, jakby wmontowany w fotkę za pomocą fotoszopa. Ja sobie przysiądę jeszcze na moment.

Tort na pół

Żeby docenić to miejsce, najlepiej jest spędzić tu noc. Nie chodzi o to, co widać, słychać, ale o to, co można tu poczuć. Wszystko jest jakby na swoim miejscu. Człowiek czuje się intruzem w świecie, którego do końca nie rozumie, a który otacza go wysyłając raz po raz sygnały. Sowa, sarna, jeleń, zając. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo gdzieś u podstaw tworu zwanego Puszczą są mniejsze organizmy – rośliny, grzyby, owady. Bez nich pewnie nie byłoby samej Puszczy. Byłby tylko las, jak każdy inny. Teren wyznaczony do uprawiania gospodarki drewnem, do upraw leśnych.

I teraz ktoś chce rozciąć ten tort na pół. Z jednej dużej Puszczy zrobić dwie mniejsze. Zastawić pułapkę w samym jej środku – bo rozpędzony samochód to dla zwierząt pułapka, bez dwóch zdań, śmiertelne zagrożenie. Zresztą nie tylko o te samochody tu chodzi. O człowieka w ogóle.

Ktoś chce wprowadzić do Puszczy hałas, spaliny, śmieci. Człowieka, z całym syfem (przepraszam za wyrażenie), który zazwyczaj ze sobą przynosi. A wszystko po to, żeby skrócić drogę między Puckiem a Wejherowem o trzy kilometry.

Oglądamy w telewizji doniesienia naukowców o dewastowaniu Amazonii – i jesteśmy oburzeni. Z niedowierzaniem i lękiem słuchamy doniesień naukowców o wymieraniu roślin i zwierząt, i o katastrofie klimatycznej. Słyszymy, że poszczególne gatunki wymierają na skutek „utraty siedlisk”. A potem cieszymy się, że dojedziemy bez korków do sąsiedniego miasteczka trasą o trzy kilometry krótszą. Bo przecież dewastują przyrodę inni, nie my… My cenimy sobie komfort i wygodę, wszak żyjemy w środku Europy, w cywilizowanym kraju i segregujemy odpady.

Znikający zwierz

Czas na śniadanie. Wstaję bezszelestnie nie odrywając wzroku od zająca na polanie. Staram się go nie spłoszyć. Jest cierpliwy. Odchodzę, najciszej jak umiem, z miejsca noclegu, a on dalej tkwi nieruchomo z tymi swoimi wielkimi uszami. Obserwuje mnie bacznie.

A jednak… Drobny szelest liści pod butem, i już go nie ma.

Zniknął.

O KONTROWERSYJNEJ INWESTYCJI – ROZBUDOWIE DROGI PRZEZ PUSZCZĘ DARŻLUBSKĄ – CZYTAJ PONIŻEJ:

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły