Kryzys klimatyczny - imigranci już tu są. Przyroda zmienia się na naszych oczach - Magazyn Kaszuby
Zmiany klimatyczne - imigranci już tu są. Przyroda zmienia się na naszych oczach 6
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Kryzys klimatyczny – imigranci już tu są. Przyroda zmienia się na naszych oczach

Kryzys klimatyczny niejedno ma oblicze. Wczoraj opublikowaliśmy artykuł, w którym opisaliśmy pięć gatunków roślin i zwierząt borykających się z dużymi problemami w związku z globalnymi zmianami klimatu. Dorsz, jeż, ropucha szara, pszczoła i świerk – dla tych gatunków, w różnym stopniu i na różne sposoby, globalne ocieplenie stanowi realne, i często śmiertelne zagrożenie.

Globalne ocieplenie wokół nas. 5 przyrodniczych zwiastunów zbliżającej się katastrofy

Dzisiaj patrzymy na kryzys klimatyczny od innej strony. Powodują one, że procesy zachodzące w przyrodzie – same w sobie naturalne i “zwyczajne”, które zwykle trwają znacznie dłużej, nagle przyspieszają. Najlepiej widać to “gołym okiem” przyglądając się migracjom zwierząt.

W Polsce mamy już – nie od dzisiaj, pierwszych klimatycznych imigrantów. To nie jest tak, że przybyli oni do nas w ciągu jednego sezonu. Ich obecność odnotowujemy w niektórych przypadkach od wielu lat, w innych – od kilku. Te zwierzęta, które przybyły z południa Europy – jak na przykład żołna czy czapla biała, zwiększają liczebność swojej populacji na terenie Polski, odnajdując tutaj dogodne warunki do życia w ostatnich latach. Inne – jak na przykład szakal, pojawiają się u nas jako pierwsze osobniki, jako forpoczty – tak należy sądzić – dla wielu kolejnych osobników, które przybędą za nimi.

Kryzys klimatyczny i jego wpływ na funkcjonowanie gatunków widać wyraźnie przyglądając się migracjom ptaków. Mamy w Polsce gatunki, które zmieniając swoje zwyczaje reagują na fakt, że zimy są coraz łagodniejsze, i na przykład nie podejmują trudu podróży. Albo skracają trasy swoich przelotów, zmieniają terminarz odlotów i przylotów. To wszystko wywiera określony wpływ na kondycje osobników, a co za tym idzie – liczebność samych populacji.

Dwie ważne uwagi

Jeszcze dwie ważne uwagi na koniec wstępu: po pierwsze – wielu przyrodników powie, nie bez racji – że przyroda jest procesem, i zawsze obserwowaliśmy ją w procesie zmiany. Migracje zwierząt to procesy naturalne (w odróżnieniu od sytuacji, w których człowiek sprowadza obce gatunki i wprowadza je do środowiska – ale to zupełnie inny temat). Oczywiście że tak – przyroda jest procesem, jednak zmiany klimatyczne – wywołane przez człowieka, stanowią tu dodatkowy (może nawet decydujący) czynnik stymulujący owe – jak dotąd, naturalne procesy. Czy więc są one wciąż “naturalne”? To pytanie pozostawimy bez odpowiedzi.

Po drugie zaś – w wymienionych przypadkach może być tak, że zmiany klimatu stanowią tylko jeden – ale nie jedyny, czynnik wpływający np. na wzrost liczebności populacji lub zmianę zasięgu jej występowania. Zwierzęta podejmują migracje również w poszukiwaniu dostępnego pożywienia czy na skutek utraty dotychczasowych siedlisk. Kryzys klimatyczny nie jest jedyną okolicznością, którą należy brać pod uwagę w poszczególnych przypadkach. Nie zmienia to faktu, że również i w tych przypadkach globalne ocieplenie wyraźnie i znacząco wpływa na opisywane zmiany, i jego znaczenia nie sposób pominąć.

Żurawie

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ich populację w Polsce szacowano na 700 – 900 par lęgowych. Wówczas, żeby sfotografować tego pięknego ptaka, trzeba było zwykle przedzierać się przez bagniste ostępy.

Szacunki z początku lat dziewięćdziesiątych wskazują na liczbę 2300 – 2600 par lęgowych.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ich populacja liczyła już 5000 – 6000 par lęgowych. Obecnie mówi się, że do Polski przylatuje nawet 20 000 par lęgowych żurawi. Wzrost liczebności populacji tego gatunku to ok. 7 proc. rocznie.

Są dwa zasadnicze powody wzrostu liczby żurawi w Polsce i zmiany ich zachowania.

Jeden jest związany z rolnictwem. Ptaki “przekonały się”, że w obecności człowieka pokarmu mają pod dostatkiem. Obecnie, gdy postępuje mechanizacja rolnictwa, na polu pozostaje sporo ziarna – jest to ilość, która zapewnia tym ptakom “dostatni byt”, przy czym samo pozyskiwanie pożywienia jest stosunkowo łatwe. Po przejechaniu maszyny rolniczej, ptaki te korzystają ze “szwedzkiego stołu”.

Drugi powód jest związany z globalnym ociepleniem. Żurawie nie odlatują już do krajów północnej Afryki, jak kiedyś. Ciepłe zimy powodują, że w zupełności “wystarczają im” wycieczki na południe Europy, albo nawet do południowych Niemiec. Tam zimują. To oznacza, że mniej ich ginie po drodze. Wracają mniej wyczerpane podróżą, silniejsze. To przekłada się na tzw. sukces lęgowy. Coraz częściej wyprowadzają dwa lęgi w ciągu roku. Ciepła zima im służy.

Żuraw, bocian biały, łabędź niemy

Ostatnio obserwujemy także, że niektóre osobniki w ogóle nie podejmują trudu podró niemyży. Pozostają u nas na zimę. Kalkulują: czy przelot będzie bardziej energochłonny, czy lepiej zostać na zimę, oszczędzając energię i czyniąc zapasy, które można zużyć podczas (nie trwających zbyt długo) okresów braku dostępności pokarmu, gdy ziemię pokrywa śnieg. Rzecz jasna, taka kalkulacja nie miałaby sensu, gdyby śnieg leżał bez przerwy przez dwa miesiące.

To dotyczy takich gatunków, jak np. żurawie, łabędzie czy bociany.

Nie sposób w tym momencie nie wspomnieć o innym czynniku, który wpływa na ptasie decyzje o pozostaniu na zimę na terenie naszego kraju. Dotyczy to głównie łabędzi, ale też coraz częściej bocianów.

Chodzi o dokarmianie ptaków. Wychodząc na plażę z workiem suchego, często spleśniałego chleba, a czynimy to przecież masowo w słoneczne zimowe niedziele, dokarmiając łabędzie uczymy je, że nie warto odlatywać z miejsca, w którym przecież tyle jest pokarmu. Gdy nadejdą przymrozki, a na naszym dachu zostanie bocian, z litości i dobrego serca, zostawimy na podwórzu resztki z obiadu, by mógł się biedak posilić.

W ten sposób  zaburzamy naturalne procesy, jakimi są migracje ptaków. Dodatkowo – nie sposób o tym nie wspomnieć, podając ptakom chleb i resztki naszego “ludzkiego” jedzenia, trujemy zwierzęta. Nie powinniśmy ich karmić tym, co sami zjadamy. Często nieświadomie skazujemy zwierzęta na śmierć. Taka jest brutalna prawda. Zatrucie pokarmowe, spowodowane spożywaniem chleba, pełnego soli i konserwantów, może być powodem cierpień i w efekcie – śmierci bociana czy łabędzia, któremu chcieliśmy pomóc.

Zanim zdecydujemy się na zimowe dokarmianie, sprawdźmy, chociażby w internecie, co podawać, żeby nie zaszkodzić. Chleb i gotowane posolone ziemniaki nie występują w przyrodzie, więc z pewnością nie mogą być składnikiem diety dzikich zwierząt. Z drugiej strony – nie brakuje głosów, że w ogóle nie powinniśmy dokarmiać ptaków, szczególnie tych, które zwykle odlatywały na zimę do tzw. ciepłych krajów.

“Przyroda to nie pluszowy miś” – mawiają przyrodnicy. Zima ma być eliminatorem osobników słabszych. Naturalne jest, że część populacji musi stracić życie, przetrwać mają najsilniejsi. Tak było od wieków, i tak jest dobrze. Wspierając słabszych, umożliwiając im tym samym wydanie potomstwa, osłabiamy całą populację. To kolejny argument przeciwko dokarmianiu ptaków, szczególnie dzisiaj – gdy zmiany klimatu powodują, że nawet zimą pokarm w środowisku bywa dostępny.

Zresztą… Powyższe nie dotyczy tylko ptaków, ale też na przykład ssaków, pospolicie występujących w naszych lasach – dzików, jeleni, saren, które zimą są regularnie dokarmiane przez koła łowieckie. W lesie ciągle widuje się sterty warzyw i siano w paśnikach, a sami  myśliwi są dumni z tego, że w ramach misji, jaką pełnią, dokarmiają “biedne sarenki”.

Żołna, sierpówka, czapla biała

Są gatunki “ciepłolubne”, dotychczas zamieszkujące południe Europy, które były dotychczas nieliczne, jednak na skutek zmian klimatycznych rozprzestrzeniają się w naszym kraju. To przykłady “klimatycznych imigrantów”.

Żołna – ten niezwykle ubarwiony ptak spotykany jest w południowej Europie (Półwysep Iberyjski, Półwysep Bałkański), północnej Afryce, a ostatnio – od kilkunastu lat, również w Polsce. Jej stanowiska lęgowe znajdują się głównie na Ziemi Przemyskiej, Zamojszczyźnie i Kielecczyźnie, gdzie żyje w koloniach, budując nory w skarpach. W 2001 r. doliczono się zaledwie sześciu par tych kolorowych ptaków, w pierwszych latach XXI jego liczebność szacowano na ok 20-50 par lęgowych, obecnie szacuje się, że w Polsce bytuje około stu par lęgowych tego gatunku.

Sierpówka jest ptakiem podobnym nieco do gołębia domowego, bo rzeczywiście jest to gatunek gołębia. Swoją nazwę zawdzięcza czarnemu “sierpowi”, odznaczającemu się na tle szarych piór, znajdującemu się na tylnej części szyi, jakby “na karku”. Ma również inna nazwę – synogarlica turecka, gdyż przybyła do Europy z terenu Azji i Turcji. Pierwotnie – jeszcze w początkach ubiegłego wieku, gatunek ten zamieszkiwał Bałkany i nie wykazywał tendencji do ekspansji. W następnych dekadach zasiedlała kolejne tereny, rozprzestrzeniła się w całej Polsce. Pierwszy lęg tego gatunku odnotowano u nas w 1943 roku.

Jest to gatunek synatropijny, to znaczy że bytuje w pobliżu siedzib ludzkich. Często w miastach słyszymy jej śpiew – charakterystyczne gardłowe gu-guu-gu.

Do 2012 roku jej populacja w Polsce określana była jako “stabilna” – to znaczy, że znacząco się nie zwiększała ani nie zmniejszała. W latach 2012 – 2016 liczebność sierpówki wzrosła o 70 proc.

Czapla biała – kuzynka naszej, powszechnie znanej czapli siwej, najczęściej spotykana jest w południowo-wschodniej, zachodniej i centralnej Europie. Na zimę odlatuje w rejony Basenu Morza Czarnego i Śródziemnego.

W latach dziewięćdziesiątych były w Polsce (na Śląsku) widywane pojedyncze osobniki tego gatunku. W 2001 roku za ornitologiczną sensację uznano obecność pod Przemyślem stada liczącego 36 osobników.

Dzisiaj bytowanie takiego stada nikogo nie może zdziwić ani zaskoczyć. Polska stała się miejscem zimowania tego gatunku. Dla przykładu: W Parku Narodowym Ujście Warty w roku 2014 zimowało 767 osobników czapli białej, a w Dolinie Dolnej Odry w 2012 roku zaobserwowano ponad 521 osobników. Obecnie liczebność populacji czapli białej w naszym kraju określa się na ok. 2150 osobników. Po nagłym wzroście, który miał miejsce do roku 2011, w latach późniejszych – jak piszą naukowcy “wskaźniki liczebności znacznie fluktuowały” a “trend dla tego krótkiego okresu pozostaje nieokreślony”.

Nie zmienia to jednak faktu, że gatunek ten przybył do naszego kraju z południowych i zachodnich części Europy. Dziś czaplę białą spotyka się nad wielu jeziorami (m.in.  w Kartuzach). Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ocieplanie się naszego klimatu.

Szakal złocisty

Był w Polsce widziany już kilkukrotnie. Przywędrował do nas z południa Europy, jego ojczyzną były najpierw Bałkany, potem zasiedlił tereny na Węgrzech, na Ukrainie. Przez lata sądzono, że nie zdoła sforsować pasma Karpat, ale – jak widać, góry nie stanowiły dla niego większego problemu. Jest mniejszy od wilka, większy od lisa. Żywi się głównie drobnymi ssakami. Najpierw, w 2015 roku został sfotografowany w dolinie Biebrzy, później potwierdzono jego obecność pod Lublinem i w województwie zachodniopomorskim. To oznacza, że poszczególne osobniki wędrują do nas niezależnie od siebie.

W ostatnich dniach szakal (prawdopodobnie, zdjęcie jest dość niewyraźne) został sfotografowany w okolicach Zgierza. Wzbudził sensację, którą podchwyciły lokalne media. Znamienne są tytuły artykułów, np.: “Szakal terroryzuje mieszkańców. Widziało go kilka osób”. Niebawem ludzi ogarnie nowa zbiorowa histeria, tak jak ma to miejsce w rejonach, które zasiedlają wilki.

Najprawdopodobniej będziemy go widywać coraz częściej.

Kwestia dyskusyjna

Bajecznie kolorowa żołna, pełna elegancji czapla siwa i tajemniczy szakal – to nowi mieszkańcy naszych łąk i lasów. Czy powinniśmy się cieszyć z ich obecności?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Z pewnością obserwowanie tych zwierząt daje sporo satysfakcji. Cieszą oko, po prostu. Jednak należy pamiętać, że zasiedlają one tereny, które nie są opustoszałe. Wybierając nowe miejsce do życia zaczynają stanowić konkurencję dla tych gatunków, które zastają na miejscu. Mogą być dla nich obojętne, ale też mogą je wypierać.

Takie migracje w przyrodzie nie są niczym nowym, są naturalne, bo – tak, jak napisaliśmy we wstępie, przyroda jest procesem. Jednak, powtórzmy – czy migracje wywołane zmianami klimatycznymi, są jeszcze “naturalne”? Z jednej strony tak – nikt żołny cy czapli białej nie przywozi do Polski w klatce i nie wypuszcza na wolność. Z drugiej jednak – trudno jest pominąć fakt, że zakres jej siedliska zmienia się na skutek coraz łagodniejszych zim i wiosen, które nadchodzą wcześniej i są znacznie cieplejsze niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Naturalność tych migracji jest więc kwestią dyskusyjną. A efekt, jaki wywołają, dopiero zostanie zbadany.

Kryzys klimatyczny – za zwierzętami przyjdą ludzie

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Pierwsi klimatyczni imigranci do Polski już przybyli. Na zmiany klimatyczne pierwsza reaguje przyroda. Za zwierzętami przyjdą ludzie.

Trzydzieści pięć procent globalnej powierzchni lądu oraz około 55% światowej populacji będzie przez 20 dni w roku narażone na śmiercionośne warunki, poza progiem ludzkiej przeżywalności – czytamy w publikacji National Geographic. Wszystko to może się wydarzyć w ciągu najbliższych trzydziestu lat.

Świat przyrody zna mechanizmy, które – w ostatecznym rachunku, pozwolą organizmom – roślinom i zwierzętom, na dostosowanie się do nowych warunków klimatycznych, jakie wystąpią na Ziemi. Ale czy świat ludzi – nasza cywilizacja, jest gotowa na innych, dwunożnych imigrantów, którzy również zawitają do Europy i Polski?

To już zupełnie inna opowieść. Mało związana z przyrodą. Opowieść o wielkiej polityce. Miejmy nadzieję, że jej treścią nie będą konflikty zbrojne.

***

Korzystałem m.in. z:

Chylarecki P., Chodkiewicz T., Neubauer G., Sikora A., Meissner W., Woźniak B., Wylegała P., Ławicki Ł., Marchowski D., Betleja J., Bzoma S., Cenian Z., Górski A., Korniluk M., Moczarska J., Ochocińska D., Rubacha S., Wieloch M., Zielińska M., Zieliński P., Kuczyński L. 2018. Trendy liczebności ptaków w Polsce. GIOŚ, Warszawa.

http://www.national-geographic.pl/national-geographic/ludzie/raport-cywilizacja-ludzi-upadnie-do-2050-chyba-ze-zatrzymamy-zmiany-klimatyczne

***

Dziękujemy Kasi Iwan-Malawskiej za udostępnienie wspaniałych zdjęć. Podobają ci się publikowane fotografie? Więcej znajdziesz na stronie kimpictures.pl.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły