Z cyklu: "Spotkani po drodze". Marceli. Z dziennika wanożnika - Magazyn Kaszuby
Z cyklu: "Spotkani po drodze": Marceli. Z dziennika wanożnika 1
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Z cyklu: “Spotkani po drodze”. Marceli. Z dziennika wanożnika

[dzień kolejny wanogi, z Grzybowskiego Młyna do Ostrzyc, maj 2018]

Dostrzegam go, jak leży na peronie, wprost na betonowej kostce, zanurzony w dźwiękach jakiegoś etnofolkoszmeru rozprzestrzeniającego się podejrzanie z postawionego obok głośnika. Z miejsca zapachniało matką Ziemią i wyższą od mojej świadomością. Bez zastanowienia więc skręcam w stronę owego peronu decydując się na przejechanie pociągiem choćby jednego przystanku, do Krzesznej, byle tylko dowiedzieć się, kto zacz i co tu robi.

Zaczyna pierwszy, pytając czy z kijkami idzie się łatwiej.

Leżymy

Upewniwszy się, że za czterdzieści minut nadjedzie pociąg, zrzucam plecak, kije na bok, i kładę się obok niego na nagrzanych słońcem betonowych kostkach. Leżymy tak sobie niespiesznie, chociaż jego leżenie jest bardziej spokojne i leniwe niż moje. On cały jest tym leżeniem, a ja tylko część siebie kładę, nie mogąc położyć się cały. Nie potrafię nawet zbliżyć się do tej spokojności, którą on wyleguje. Moje milczenie jest natarczywe, jego zaś – jest milczeniem zwyczajnym.

Aż przechodząca obok kobieta zwraca nam (tak, już „nam”, bo kładąc się obok dołączyłem do niego, to był rodzaj deklaracji, manifestacji wobec innych oczekujących na pociąg) uwagę, że muzyka z głośnika jest za głośno, i że mamy sobie wziąć założyć słuchawki albo ściszyć. Mówi to na tyle stanowczo, że aż pretensjonalnie. I zapewne nie chodzi jej o samą muzykę, ale o to, że leżymy na peronie, a przecież do leżenia służą łóżka w sypialniach, gdzie okna są zasłonięte.

Mniejsza o nią, chłopak zaczyna opowiadać o sobie.

Jest z Poznania. Przyjechał do Kamiennych Kręgów w Węsiorach, tam spędził ostatnich kilka dni, śpiąc pod gołym niebem.

– I co, są duchy?

– Są – uśmiecha się po swojemu, flegmatycznie i delikatnie, zarazem bacznie mi się przypatrując zza ciemnych okularów.

Czakra

Swego czasu pisałem o ludziach, którzy regularnie spotykali się tam z duchami Gotów, jeden nawet zwykł radzić się spotykanego ducha w sprawach współczesnych, na przykład pytał się go, na jakie studia posłać córkę, na prawo, czy marketing. Duch mu doradził, że na marketing.

A tymczasem w Kamiennych Kręgach w Wesiorach, jak mówi mój nowy znajomy: trawa jest bardziej zielona, drzewa bujniejsze, ryb w jeziorach więcej niż gdzie indziej, przyroda jest piękniejsza, a wszystko dlatego, że tam jest czakra. W Kamiennych Kręgach uwalnia się energia planety, a czuć to wyraźnie.

Bo jest tak, że wyobrażanie sobie tego, czego pragniemy, myślenie o tym, przywoływanie obrazów, powoduje że może się to wydarzać naprawdę. A tam, w miejscu mocy, może się to stawać tym bardziej. Jeśli często będziemy o czymś myśleć, to przywołamy to do siebie. Szybciej i mocniej stanie się to w Kamiennych Kręgach.

Bo tam człowiek łatwej wchodzi w relacje z Matką Ziemią. Tak, w relacje, bo nasza planeta jest istotą świadomą. Czuje, myśli, można nawiązywać z nią bezpośredni kontakt.

Ziemia jest spowita siecią takich miejsc jak Węsiory – czakr właśnie, gdzie energia planety jest wyjątkowo mocno odczuwalna.

A opowieści o duchach, które tam się spotyka, to bajki. Moi rozmówcy pewnie się czegoś naćpali.

Poniosło go

Mówiąc to wszystko siedzi przede mną i nie ma nic przeciwko, że zrobię mu zdjęcie. Ma na imię Marceli. Chwyta się różnych zajęć, bierze co popadnie, to tu, to tam popracuje. Nic konkretnego. Dopiero co wyszedł z więzienia. Przesiedział rok. Za co?

– Poniosło mnie – mówi cicho, powoli, patrząc mi prosto w oczy z tym swoim delikatnym uśmiechem na twarzy, i bierze się za skręcanie papierosa z tytoniu, który zapali za chwilę nie zważając, że palenie, jak na każdym peronie, jest przecież zabronione.

Znowu leżymy pod słońcem, na powierzchni planety skutej w tym miejscu betonową kostką. Milczymy sobie. Dobrze się z Marcelim rozmawia, dobrze też się z nim milczy pospołu.

Marceli ma czasem wrażenie, jakby chodził głową w dół. Może brzmi to dziwacznie, ale chodzi mu o świadomość kosmiczną. Że czuje to, że jest mrówką na ogromnej kuli, która zawieszona jest w przestrzeni, której nie da się ogarnąć, tak Marceli to wszystko odczuwa. A także to, że jego ciało, jak ciało każdego człowieka, jak każde ciało na Ziemi, składa się głównie z pustki. Bo przestrzeń między jądrem atomu a jego satelitami jest jak… Na przykład stąd do tamtego słupa, dwadzieścia metrów dalej. A co jest między nimi? Nic nie ma. Czyli, jeśli my jesteśmy zbudowani z atomów, wokół których krążą w oddali satelity…

Marceli spogląda na swoją rękę jakby ze zdziwieniem – to znaczy, że jesteśmy zbudowani głównie z pustej przestrzeni.

Marceli uważa także, że Węsiory są jeszcze nie do końca odkryte. Zauważył, że w niektórych miejscach trawa rośnie inaczej, układa się w kręgi, choć samych kamieni tam nie ma. Ale trawa, przyroda wyraźnie wskazuje na to, że coś kiedyś tam było, tak, widział takie miejsca. Widział i czuł. Przyroda daje mu znaki.

W Węsiorach najlepiej w nocy położyć się na kamieniach i zasnąć.

Marceli uważa, że Kaszuby są piękne. Jest wprost zachwycony Kaszubami.

Jak duch

Podjeżdża pociąg, wsiadamy.

Marceli oznajmia konduktorowi, że chciałby kupić bilet, ten odpowiada, ze „zaraz”, musi wszak dopilnować, żeby wszyscy wsiedli, zamknąć drzwi, ruszyć dalej, potem zajmie się sprzedawaniem biletów. Marceli zaś, zamiast ustawić się w kolejce, która już się uformowała z przodu pociągu, idzie na sam koniec składu, siada i znika mi z pola widzenia.

Ja mam inną strategię żeby nie płacić. Ustawiam się na samym końcu długiego ogonka, przepuszczam wszystkich najuprzejmiej. Jadę tylko jeden przystanek, trzy kilometry. Trwa to zaledwie kilka minut, wyskakuję w Krzesznej nie zdążając zakupić biletu.

Odwracam się w stronę odjeżdżającego już z peronu pociągu, wpatruję w przemykające szyby, nie widzę Marcelego. Zniknął jak duch, jeden z tych, których przecież nie ma w Kamiennych Kręgach.

W Krzesznej ze zdziwieniem spostrzegam, że wokół nie ma już sosen. Same drzewa liściaste. Przegapiłem więc moment, w którym skończyły się Bory Tucholskie, zaczęły lasy bukowe.

Po prawej, na wzgórzach leży niewidoczny teraz Szymbark, przed sobą mam Kolano, po lewej, nad brzegiem jeziora – Ostrzyce.

***

[Fragment książki: “Pięćdziesiąt tysięcy prawd podręcznych. Wanoga znaczy po kaszubsku wędrówka” Tomasza Słomczyńskiego, która powstaje przy pomocy finansowej Województwa Pomorskiego]

W poszukiwaniu nagrzanej ulicy. Maria Dąbrowska w Kartuzach 1

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły