Syria. Ludzie wołają do nas z piwnic. "Ciągle żyjemy!" - Magazyn Kaszuby
1
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Syria. Ludzie wołają do nas z piwnic. “Ciągle żyjemy!”

Wschodnia Ghouta, teren północno wschodnich przedmieść Damaszku. Od ponad tygodnia trwają naloty. 380 tysięcy ludzi kryje się w piwnicach. Zginęło już ponad 500 osób, liczba rannych sięga dwóch tysięcy. Wiele wskazuje, że to dopiero początek. „Ostateczne rozwiązanie” problemu Ghouty ma dopiero nastąpić.

Jak dzisiaj wygląda życie cywilów w ogarniętej wojną Syrii?

Dotychczas dziennikarze i aktywiści z Europy kontaktowali się z mieszkańcami Ghouty za pomocą internetu. Teraz już brakuje prądu, sieć przestaje działać. Coraz trudniej nawiązać kontakt z ludźmi ukrywającymi się w piwnicach. A oni coraz bardziej rozpaczliwie wołają o pomoc.

Wojna w Syrii. Źródło: internet

Amar, Birin, Mustafa

Amar ma siedem lat. Zginął jego ojciec i najlepszy kolega. Amar przestał mówić. Trafił do ośrodka dla straumatyzowanych dzieci. Całymi dniami, w ciszy malował dwa motywy: swojego tatę, jak biegnie i swojego kolegę, jak leży martwy na ziemi. Amar już niczego nigdy nie namaluje. Zginął w nalocie, gdy bomba zasypała piwnicę, w której się ukrywał.

Birin Hassoun jest pielęgniarką. Razem z 200 innymi Syryjczykami ukrywała się w piwnicy, przez wiele dni, bez jedzenia i ciepłej odzieży. Był przy niej jej trzyletni synek i sąsiadka, młoda kobieta z maleńkim Mohammedem. Kiedy sąsiadka na chwilę poszła na górę do swojego mieszkania, jedna z bomb trafiła w dom, który znajdował się nad nimi. Nic się nie stało Birin, ani jej trzyletniemu synkowi. Gdy samolot oddalił się wyszli z ukrycia, a trzylatek odbiegł na chwilę do innych dzieci. I wtedy uderzyła druga bomba. Wszystko przesłonił wszechobecny pył. Birin w panice, po omacku biegła przez chmurę pyłu wołając chłopca. Dopiero po chwili zorientowała się, że dziecko, które kurczowo się jej trzyma, to jej własny syn. Chwilę później podszedł do niej lekarz z niemowlęciem na ręku i zapytał, czy nie zgodziłaby się zaopiekować dzieckiem. To był synek sąsiadki, która kilka minut wcześniej poszła do swojego mieszkania i już nie wróciła. „Czy my jeszcze w ogóle żyjemy?”, „Czy świat wie o tym, że my tu jeszcze w tych piwnicach żyjemy?” – pytała Birin.

„Wujek Mustafa” ma 70 lat. Niegdyś, przed wybuchem wojny, dobrze mu się powodziło. Miał swój własny, dobrze prosperujący warsztat samochodowy, willę i sporo ziemi. Wycina ostatnie drzewa ze swojego ogrodu. Sprzeda je komuś na opał. Kupi trochę jedzenia, nie umrze z głodu [1].

Rodzina Hashem

Dorota Szelezińska, aktywistka z grupy Humans of Aleppo:

– Od ponad pół roku jestem w stałym kontakcie z rodziną mieszkającą w Douma. Jest to największe miasto regionu Ghouta, przez to też najczęściej pojawiające się w newsach z hasztagiem „breaking news”.

– Z rodziną Hashem mam kontakt niemalże codzienny, od dłuższego czasu. To była przed wojną dość zamożna rodzina. Region Ghouta to region ogrodów i gajów oliwnych. Mieli na własność 5 sporych działek z domkiem, dwa mieszkania w mieście, samochód. Piątka dzieci, najstarsza córka przeprowadziła się z mężem do Damaszku. Gdy wybuchła rewolucja, najstarszym synem w domu był Amin. Miał wtedy 16 lat. Dość szybko ojciec Amina został wtrącony do więzienia przez Assada, zatem Amin stał się głową rodziny w najbardziej burzliwym okresie. W czasie kiedy inne rodziny uciekały z Syrii tam, gdzie ich i tak nie chciano (wiemy przecież dokładnie co mówi się choćby w Polsce o uchodźcach) Amin nie był w stanie podjąć tej decyzji. Postanowili czekać na bieg wypadków i na ojca, który faktycznie wrócił po 4 latach spędzonych w więzieniu. Wrócił do okupowanej już Ghouty. Z więzienia do więzienia… Ale wrócił. Rodzina była w komplecie i mimo tego, że ich stary dom został zbombardowany, byli w stanie wynająć nowy, i zamieszkać wspólnie. Mąż drugiej siostry, tej która została przy rodzicach, stracił rękę w czasie jednego z bombardowań. Co chwila Amin tracił kolejnych przyjaciół w kolejnych nalotach, relacjonował okropności wojny swoim zagranicznym znajomym (jest dość aktywny w mediach społecznościowych) i czekał na lepszy czas.

– I się doczekał… Tego momentu gdy ponad tydzień temu Putin z Asadem zarządzili „ostateczne rozwiązanie sprawy Ghouty”. Bombardowania były tak silne, że wszyscy cywile musieli skryć się do piwnic. Dziś, gdy to piszę, kolejny, dziewiąty dzień, od kiedy z nich nie wychodzą.

Amin z rodziną w piwnicy. Trwa bombardowanie. Źródło: archiwum prywatne

Dzisiaj Amin opowiadał…

– Dzisiaj Amin mi opowiadał, że widział swoją zabitą sąsiadkę i jej mózg, który się wylał na posadzkę. W Doumie nie ma jedzenia, zaczyna też brakować wody, ludzie się nie przebierają od ponad tygodnia, siedzą w cuchnących piwnicach i dosłownie czekają na śmierć. Najmniejsze dzieci potrafią odróżnić po dźwięku z jakiej broni strzela do nich snajper, jaką bombę zaraz będą na nich spuszcza. 7 lat wojny dużo ich nauczyło. Potrafią czekać, ale to co się teraz dzieje, jest ponad ich siły. Bombardowania są tak intensywne, że ludzie wpadają w histerię. Nie mają chwili spokoju. Ani w dzień ani w nocy. Nie ufają nikomu. „Świat o nas zapomniał” – mówią. Kobiety zaczynają modlić się o atom. Szybka śmierć, bez bólu. Bez czekania. Dzieci też pragną śmierci, bo może po śmierci będą mogły się wreszcie bawić na słońcu zamiast siedzieć w stłoczonych piwnicach.

– Muzułmanie nie popełniają samobójstw. Walczą o życie do końca. Zatem zostało im tylko czekanie. Może wreszcie Putin z Asadem zakończą ich męki, bo szykuje się kolejny atak bronią chemiczną. To już swoista tradycja w tym regionie. A błękitne hełmy i cała reszta wojsk świata, wojsk, które mogłyby przerwać tę masakrę gdyby zaistniała taka wola polityczną – cała reszta świata kupuje właśnie popcorn i colę. I szykuje się kolejny spektakl. Inteligentni ludzie tacy jak Amin i jego rodzina, rozumieją, że zostali sami. Amin wrzucił ostatnio na Facebooka zdjęcie z podniesioną dłonią, w geście przywitania. I podpis: „I’m still alive”.

I’m still alive! Amin po kolejnym bombardowaniu. Źródło: archiwum prywatne

[1] Źródło: Christoph Reuter, Spiegel, https://magazin.spiegel.de/SP/2018/9/155965569/index.html

Syria. Ludzie wołają o pomoc. Czy o nich zapomnieliśmy?

3 marca, w najbliższą sobotę odbędzie się szereg manifestacji przeciwko działaniom Federacji Rosyjskiej w Syrii, pod konsulatami oraz ambasadą Rosji w Polsce.

W Gdańsku manifestacja będzie miała miejsce pod Konsulatem Federacji Rosyjskiej, Gdańsk Wrzeszcz ul. Batorego 15, w godz.12:00-13:00

W Warszawie manifestacja odbędzie się pod Ambasadą Federacji Rosyjskiej przy ul. Belwederskiej 49, o godz 12:00-13:00.

W pozostałych miastach – jak w informacji poniżej:
Poznań
Konslulat Generalny Rosji, ul.Bukowska 53a, sobota. 03.03.2018, godz 13-13:30

Bielsko-Biała
Most na Białej, ul. 11 listopada, sobota 03.03.2018, godz. 12:00-12:30

Kraków
Konsulat Generalny Federacji Rosyjskiej ul.. Biskupia 7, sobota 03.03.2018, godz. 12:00-13:00

Szczecin
Konsulat Generalny Rosji, al. Jana Pawła II, sobota. 03.03.2018, godz. 13-14

***

Możesz wspomóc finansowo Polską Akcję Humanitarną, która organizuje pomoc dla mieszkańców Wschodniej Ghoutywww.pah.org.pl.

 

 

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły