Komu służy znak Polski Walczącej? [FELIETON] - Magazyn Kaszuby
1
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Komu służy znak Polski Walczącej? [FELIETON]

Kiedyś, było to pewnie z dziesięć lat temu, chciałem kupić sobie koszulkę, która dumnie prezentowałaby znak Polski Walczącej. Albo chociaż taki niewielki metalowy znaczek, by móc go nosić, dyskretnie wpięty w ubranie. Naiwnie myślałem o renesansie uczuć patriotycznych, uczuć, które przenikają do popkultury, do mody, są więc ważne dla młodzieży. Coś nowego. Gdy sam miałem naście lat, na przełomie lat ’80 i ’90 cała Polska żyła dziejącą się na naszych oczach historią, ale nikt nie nosił się w tym stylu. A teraz… Proszę bardzo! Tylko się cieszyć.

Dobrze, że wtedy nie kupiłem sobie takiego modnego gadżetu albo ubrania. Dziś leżałby głęboko schowany w szafie. Stałoby się tak mimo, że znak Polski Walczącej jest mi bliski, jest dla mnie ważny nie mniej niż wtedy.

“J…ać uchodźców. Podpisano: Polska Walcząca”

Ostatnio Express Kaszubski doniósł o napisie na murze, jaki pojawił się w kaszubskim Gowidlinie. Opublikowano zdjęcie.

Źródło: Express Kaszubski

Na kolegów dziennikarzy z Expressu wylała się fala hejtu. Że rozdmuchują aferę tam, gdzie jej nie ma. Że nie warto zajmować się jednym kretynem. Że to przecież margines.

Według ostatnich doniesień sprawca został szybko przez policję  zidentyfikowany i zostanie ukarany – ma odpracować 6 miesięcy prac społecznych. Brawo funkcjonariusze, dobra robota. Brawo Express Kaszubski. Dobra robota.

Margines

A propos marginesu. To mój “ulubiony” argument pojawiający się zawsze w dyskusjach o naszej ksenofobii. Bo wszystko jest margines. Marginesem są rasistowskie flagi, hasła, obchodzenie urodzin Hitlera. Margines dotarł do niewielkiej kaszubskiej wsi, położonej wśród lasów i jezior, do Gowidlina. Nasuwa mi się takie pytanie: Czy ktoś kiedyś zdefiniował ten moment, w którym margines przestawał być marginesem? Można jakoś taki moment bezbłędnie wskazać, obliczyć, jest na to jakiś algorytm?

Komu służy znak Polski Walczącej?

Zastanawiam się: Co stało się z modą na bycie patriotą w ciągu ostatnich dziesięciu lat? W porządku, patriotyzm ma różne ma oblicza, jestem w stanie to zaakceptować. Ale – dlaczego stało się tak, że tylko jedno oblicze, to, z którym zdecydowanej większości Polaków  jest nie po drodze, zawłaszczyło sobie święte dla wszystkich Polaków symbole?

Bo dzisiaj tzw. odzież patriotyczną noszą narodowcy i kibice piłkarscy. I wszystko byłoby w porządku, narodowcy też mają prawo do współistnienia w Kraju nad Wisłą – oczywiście w ramach ustalonych i przestrzeganych reguł. Ale – niektórzy z nich, ubrani w takie właśnie bluzy z kapturami, ze znakami Polski Walczącej na piersi, z zasłoniętymi twarzami, rzucają kamieniami i obelgami. Palą kukły Żydów i wieszają [symbolicznie] polityków, którzy się im nie podobają. Robią to w ubraniach z białym orłem, z wizerunkami Żołnierzy Wyklętych i Powstańców Warszawskich.

Parszywy chichot

Wydaje im się, że “PW” to ich znak. Wydaje im się, że napis: “Je…ć uchodźców” jest napisem patriotycznym, więc można i trzeba opatrzyć go symbolem – już nie klubu piłkarskiego, ale Polski Walczącej.

Niestety, ogromnie nad tym ubolewam, ale znak Polski Walczącej niebezpiecznie zbliżył się do brunatnej koszuli. Cóż za okropna, parszywa ironia, cóż za potworny chichot historii.

Myślę sobie, że większość – łącznie z niżej podpisanym, popełniła błąd. Oddaliśmy im te symbole bez walki.

Robota dla prokuratorów IPN?

Nie rozumiem tych, którzy chcą “je…ć uchodźców”. Ale w tym przypadku brak mojego zrozumienia to mało. Bo jeśli ktoś posługuje się przy tym znakiem Polski Walczącej, to ogarnia mnie jeszcze inne uczucie. W zasadzie dwa uczucia: wściekłość i niepokój.

Tyle w ostatnich dniach mówimy o szarganiu polskiej pamięci, o tym, że trzeba dbać o dobre imię Polaków – tych, którzy mieli nieszczęście doświadczyć strasznej wojny. IPN przygotował specjalną ustawę żeby nikt – ani w Polsce, ani za granicą, nie śmiał źle mówić o polskim narodzie.

A co z tymi, którzy malują znak Polski Walczącej na murach – tak, jak powyżej na zdjęciu? Czy oni nie szargają pamięci Polskiego Państwa Podziemnego? Nie tylko żołnierzy, ale rzeszy obywateli: nauczycieli tajnych kompletów, uczniów, sanitariuszek, kurierów, konspiratorów – czy oni nie szargają dobrego imienia Narodu?

Proponuję specustawę, w myśl której IPN będzie ścigał każdego, kto rzuci kamieniem albo obelgą, a posługuje się przy tym znakiem odwołującym się do symboli narodowych. Za “zwykłe” rzucenie kamieniem – dwa lata bez zawieszenia. Za rzucenie kamieniem w bluzie prezentującej znak Polski Walczącej – cztery lata za kratkami. Za nawoływanie do nienawiści napisem na murze – 6 miesięcy robót. Za znak Polski Walczącej umieszczony obok nienawistnego hasła – drugie 6 miesięcy.


Tak tylko dla przypomnienia…

Polskie Państwo Podziemne nie miało barw politycznych. Członkami ruchu oporu byli przedwojenni endecy, ludowcy i socjaliści, zwolennicy Piłsudskiego, Dmowskiego i Witosa.

Symbol Polski Walczącej po raz pierwszy pojawił się na ulicach Warszawy w 1942 r. po tym, jak Komenda Główna AK rozstrzygnęła konkurs na znak, który miał zachęcać Polaków do oporu przeciwko okupantom niemieckim. Autorką zwycięskiego projektu była najprawdopodobniej harcerka Anna Smoleńska, która studiowała historię sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim.

Spuścizna

W czerwcu 2014 Sejm uchwalił ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej, który – w myśl przepisów ustawy. stanowi dobro ogólnonarodowe i “podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej”. Publiczne znieważanie znaku PW podlega karze grzywny.

– Każdy ma prawo do używania tych symboli, oprócz symbolu AK, który jest przez nas zastrzeżony – mówi Maria Dmochowska, rzecznik Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. – Co nas boli, to łączenie Kotwicy np. z falangą czy wyciągniętą prawą ręką, a także z symbolami obscenicznymi czy prześmiewczymi. To ewidentne nadużywanie tych znaków. Amerykanie umieszczają swoją flagę nawet na spodenkach, ale my się na to nie godzimy. Nie mamy wyłącznego prawa do tych symboli, ale mamy obowiązek ich bronić. To bardzo trudny temat, bo zabronić całkowicie nie wolno, ale godzić się na wszystko też nie można – dodaje.

To nie są kobiece piersi

2 tys. zł grzywny zapłacić ma organizatorka “czarnego protestu” w Kielcach Alina B., za dopuszczenie do publicznego znieważenia podczas tej demonstracji znaku Polski Walczącej – orzekł Sąd Rejonowy w Kielcach i nakazał pokrycie kosztów postępowania. Wyrok jest nieprawomocny. Chodzi o wydarzenia z 3 października 2016 r., kiedy to na kieleckim Rynku odbył się “Czarny protest” kobiet przeciwko projektowi ustawy bezwzględnie zakazującej aborcji. Cześć protestujących miała na ubraniach naklejki z symbolem Polski Walczącej – kotwicy z połączonych liter P i W z dorysowanymi znakami, przypominającymi kobiece piersi.
(Źródło: Rzeczpospolita, rp.pl).

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły