Osada Sławutowo. Spotkanie z wiedźmami - Magazyn Kaszuby
Osada Słowiańska Sławutowo. Fot. Tomasz Słomczyński/Magazyn Kaszuby
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Osada Sławutowo. Spotkanie z wiedźmami

Osada Sławutowo – co przychodzi na myśl, gdy przywołuję wspomnienia z wczorajszego dnia?

W Magazynie Kaszuby polecamy różne miejsca i wydarzenia, bo tak trzeba. Są sztandarowe kaszubskie tak zwane atrakcje, które należy zobaczyć, i kropka. Zdarza się jednak, że na uboczu głównych tras turystycznych znajdują się prawdziwe perełki. Miejsca, w których energia jest autentyczna, pasja gospodarzy widoczna gołym okiem, gdzie poznajemy nie tylko program przygotowany „pod turystów”, ale też spotykamy się z ludźmi, którzy chętnie i można rzec – zaraźliwie, dzielą się swoją wiedzą i fascynacjami.

Osada Słowiańska w Sławutowie funkcjonuje od trzech lat.

Niewielki parking, przechodzimy przez bramę z wieżyczką strażniczą. Wchodzimy do grodu z IX-X wieku. Minąwszy widzimy osiem chat skupionych wokół kamiennego kręgu. Wszystko otoczone jest drewnianym ostrokołem. Na myśl przychodzą komiksy z Kajkiem i Kokoszem.

W grodzie gospodarują trzy Słowianki. Oprowadzają kolejno – wymieniając się.

Rybka czy niedźwiedź?

Rozwieszone sieci wskazują, że trudnił się on rybołówstwem.

Nie był rybakiem, tak jak dziś moglibyśmy to rozumieć. Po prostu starał się przetrwać, pozyskiwać pożywienie, a ryby były stosunkowo łatwym do pozyskania źródłem białka. Również polował, jednak pozyskanie mięsa stanowiło większy problem i wiązało się z ryzykiem. Szczupak nie jest tak niebezpieczny jak niedźwiedź.

Reumatyzm? Problemu nie było

Jak używało się krosna? Jak powstawały ubrania i krajki?

Krajka to przepaska, bardzo popularny element stroju Słowian.

Zakładanie domostwa rozpoczynało się od budowy paleniska. Palenisko zbudowane jest z gliny, słomy z dodatkiem krowiego i końskiego łajna. Nad paleniskiem znajduje się łóżko – ciepło unosiło się do góry. Chodziło o to, żeby wygrzać się… Ludzie wówczas nie cierpieli na reumatyzm. Z prostego powodu – najczęściej nie dożywali wieku, w którym występuje ta dolegliwość. Jeśli zaś chodzi o dom, w którym się znajdujemy – jak myślicie, dlaczego są tu tak wysokie progi? (Rzeczywiście, progi w domu wystawały ponad ziemie na ok. pół metra – dop. aut.).

Cały taki dom, dokładniej rzecz biorąc – podłoga, to jeden wielki kojec. Chodziło o to, żeby małe dzieci samodzielnie nie opuszczały domostwa, gdzie były względnie bezpieczne. Poruszały się po domu swobodnie.

Dom, w którym stoimy, jest nieco wyższy od tych, które powstawały na przełomie IX i X wieku. Ten tutaj jest dostosowany do potrzeb turystów. Ludzie byli niżsi, niską chałupę łatwiej jest ogrzać. Wchodząc do domu trzeba się było pochylić, ukłonić. To był również gest szacunku okazywanego gospodarzom.

Mądra, piękna i samotna

Czy wolałyby panie, żeby mężczyźni mówili na ws: „niewiasty” czy „wiedźmy”? Niewiasty, tak? Otóż muszę wam powiedzieć, że słowo „wiedźma” oznaczało kobietę,”która wie”, o dużej wiedzy. Niewiasta – to przeciwieństwo wiedźmy. Ja bym wolała być nazywana „wiedźmą”, nie „niewiastą”.

Wiedźmy były kimś w rodzaju dzisiejszej służby zdrowia. Leczyły z chorób ziołami. A jeśli chodzi o znieczulenia… Były dwie metody: zbutapiryna i piąchapirazol…

Wiedźmy kojarzą nam się ze starymi, brzydkimi kobietami, z krzywym nosem i obowiązkowym pryszczem na twarzy. Tymczasem były to panie, które potrafiły wykorzystywać zioła, również do dbania o urodę. Możemy sobie wyobrazić młode, piękne Słowianki, które trudnią się zielarstwem. Jednak – samotne. Ich profesja wymagała, by nie wchodziły w związki z mężczyznami.

Wiedźmy nie mogły się mylić. Za pomyłkę, powiedzielibyśmy dzisiaj – błąd lekarski, groziło wygnanie z osady. W tamtych czasach to było gorsze niż śmierć. Człowiek mógł przetrwać tylko w grupie, z innymi.

Włócznia z włosiem i „ciupaga”

To jest zwykła krótka dzida. A to jest długa włócznia. Jak państwo myślicie, dlaczego ma doczepione włosy tuż za ostrzem? Nie, nie jest to pozostałość po ostatnim użyciu. Gdy wymachujemy włócznią przed nosem przeciwnika, o właśnie tak, jak ja teraz robię, to proszę zobaczyć, włosy dekoncentrują, nie wiadomo gdzie jest grot. O to właśnie chodziło.

Widzieli państwo zapewne różne filmy, na których wojownicy okładają się wielkimi toporami. To są bajki. Tu mam topór ciesielski, proszę zobaczyć, jaki jest ciężki. Żeby kogoś trafić takim toporem, trzeba wziąć potężny zamach – i odsłonić się, wystawić na ciosy przeciwnika. Można trafić, kogoś, kto byłby nieruchomy… Kompletnie niepraktyczny na polu bitwy. Walczono takimi jak ten, lekkimi toporkami. Tak, przypominają góralskie ciupagi. To właśnie były toporki wojenne.

Bajki o Wikingach

Mam w dłoniach hełm. Proszę zobaczyć, jaki jest ciężki. Wyobrażacie sobie państwo bieganie po lesie z takim żelastwem na głowie? Taki hełm kosztował tyle, ile dwie takie osady. Rzadko był stosowany. Generalnie, słowiańscy wojownicy byli lekko ubrani, bo najważniejsza w walce była szybkość i sprawność.

A jeśli chodzi o hełmy – Wikingowie, którzy żyli w tych samych czasach, co nasi Słowianie, często są przedstawiani w hełmach z rogami. To oczywiście bzdura… Wyobrażacie sobie, jak biegają po krzakach z tymi rogami? Albo jak na swoich łodziach zaplątują się w linki? „Sven, możesz mnie rozplątać bo mi się rogi zaplątały? Nie, nie mogę bo mój hełm też się zaplątał”.

A to najprostsze bronie tamtych czasów – proce. Proszę sobie wyobrazić, że kamień wypuszczony z takiej procy mógł przeszyć ciało na wylot. Ktoś, kto nim oberwał, nawet jeśli nie został zabity, to z pewnością nie miał już ochoty do walki ze zmiażdżonymi kośćmi.

Osada Sławutowo to przede wszystkim miejsce, w którym przed oczami turystów dzieją się fascynujące opowieści

I wiele jeszcze podobnych historii… O kuchni i jedzeniu, o bursztynie, o wykopaliskach, o pozyskiwaniu potrzebnych substancji z ziół, z lasu. O tym, jak pachniał dziegieć, i jak zinterpretować fakt, że ponoć niektórzy władcy mieli purpurowe żagle…

Na koniec warsztaty: garncarski, robienia bransoletek z filcu i na krośnie, zdobienia skóry. Wybieramy ten ostatni. Dzieciaki wracają do samochodu z kawałkami skóry z wyciśniętymi runami i tajemniczymi słowiańskimi znakami.

Napisałem, że Osada Słowiańska Sławutowo to jest perełka. Teraz postaram się wytłumaczyć, skąd u mnie taki entuzjazm.

Jadąc do niej, a potem wracając na główną szosę z Redy do Pucka, mija się świeżo założony park rozrywki, z widocznymi z drogi plastikowymi Flinstonami i pojazdem o napędzie elektrycznym, z wagonikami (żeby dzieci nie musiały chodzić, bo jak wiadomo, chodzenie szkodzi zdrowiu).

Osada Słowiańska Sławutowo. Fot. Tomasz Słomczyński/Magazyn Kaszuby

Osada Słowiańska Sławutowo. Fot. Tomasz Słomczyński/Magazyn Kaszuby

Nawet moje dzieci, które początkowo chciały wynegocjować wejście do owego parku, z powrotem mijając Flinstonów, nie mówiły już o niczym innym, jak tylko o tych paniach, które były takie fajne, tak fajnie opowiadały takie ciekawe rzeczy.

Osada Sławutowo – słowiańska perełka w plastikowym świecie

Nie byliśmy w Parku Ewolucji w Sławutówku, być może również i tam pracują pasjonaci, a program dla turystów jest fascynujący. W swoim czasie tam pojedziemy, sprawdzimy. Nie zmienia to jednak faktu, że wszechobecne plastikowe dinozaury zawojowały północne Kaszuby. Są w Łebie, Gniewinie, Sławutówku. Oprócz nich zjeżdżalnie, minigolfy i automaty z gadżetami piłkarskimi po dwa złote. Czasem trafi się wielgachna figura Stolema. W większości takich miejsc wszystko jest zorganizowane, w cenie biletu to, za dopłatą tamto… Zdystansowana, profesjonalna uprzejmość obsługi.

Piszę, że Osada Sławutowo to jest perełka. To jakby biały kruk, rzadkość niepospolita. Spotkanie z historią – w porządku, było, ale było też spotkanie z paniami Słowiankami, które – było to widać, słychać i czuć, nie czerpały swojej wiedzy z korposzkoleń, tylko z doświadczenia… Z własnych prób odkrywania przeszłości, codzienności z przełomu IX i X wieku. I w ten sposób zarażały swoją słowiańską pasją. I Edytę, i mnie, i nasze dzieci.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły