Noc Świętojańska na Kaszubach. Sabaty czarownic - Magazyn Kaszuby
Noc Świętojańska na Kaszubach. Sabaty czarownic 5
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Noc Świętojańska na Kaszubach. Sabaty czarownic

Noc Świętojańska na Kaszubach – w pierwszym odcinku cyklu o opisaliśmy rozpowszechniony niegdyś, a dziś będący w zaniku, obrzęd ścinania kani. Rytuał ten stanowił tylko preludium do zasadniczej części sobótkowej zabawy, która odbywała się przy ognisku.

Same ogniska zaś palono między innymi po to, żeby odstraszyć złe moce i czarownice. Bo Noc Świętojańska to ten moment, w którym zło idzie w szranki z dobrem. To przesilenie nocy i dnia, również w sensie przenośnym, wskazującym na ciemne i jasne moce rządzące światem Kaszubów.

Zanim jednak opowiemy o tym, jak broniono się przed złymi nocami gdy zbliżała się Noc Świętojańska na Kaszubach, musimy wspomnieć o czarownicach, które – niejako w opozycji do „świętych” sobótkowych ogni, paliły własne…

CZEKA NA NIE SMĘTEK

Gdy nadchodzi Noc Świętojańska na Kaszubach Czarownice, jak ogólnie wiadomo, spotykają się na swoich sejmikach. Kilka razy do roku w każdą pełnię księżyca lecą na Łyse Góry; główny sejmik odbywa się w Noc Świętojańską. Przed taką „imprezą” czarownica smaruje się dziegciem i wsiada na miotłę, na której leci na miejsce spotkania. Na jednej z „Łysek” czeka na nie Smętek – najważniejszy z diabłów, w otoczeniu czarciej świty. Podczas owych sejmików czarownice składają pierwszej z czarownic zwanej „diablą ciotką” sprawozdanie z swej miesięcznej względnie rocznej działalności, mianowicie m.in.: kogo zaklęły, komu zadały diabła, czyim krowom masło i mleko odebrały. Następnie czarownice odbierają rozkazy, co mają czynić na przyszłość. Zloty kończą się wspólną ucztą i tańcami czarownic z diabłem, któremu spowiadają się ze swej miłości. Noc Świętojańska na Kaszubach została opisana w kilku publikacjach, między innymi w książce Piotra Schmandta:

ŁYSE GÓRY NA KASZUBACH

Sabat to święto tak znane i głęboko zakorzenione w świadomości ludowej, że stało się, obok czarnej magii, symbolem świata czarownic.

Obrzęd ów funkcjonuje w świadomości ludzkiej jako zjawisko z innego, wyłączonego poza nawias społeczności i potępionego świata, który właśnie wtedy uzewnętrznia się w najbardziej wyzywającej formie. Manifestuje swą inność i jest w rzeczywistości czynnością magiczną, rzucającą rękawicę Bogu (i ustanowionym przez jego kult tradycyjnym normom, opartym na chrześcijańskich zasadach dogmatycznych, moralnych i obyczajowych).

Sabat był świętem hermetycznie zamkniętym, a wtajemniczenie uprawniające do uczestnictwa w nim poprzedzone zostało opowiedzeniem się po stronie sił nieczystych.

93

Noc Świętojańska na Kaszubach. Pojmanie czarownicy – widowisko obrzędowe w Muzeum – Skansenie im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich, Źródło: skansen we Wdzydzach Kiszewskich

Zwykła kobieta, zaprzątnięta codziennymi sprawami i nie myśląca o praktykach czarnej magii nie miała wstępu na górę, gdzie odbywały się tajemne uroczystości. Trzeba bowiem zaznaczyć, że miejscem sabatu zawsze było wzniesienie, wzgórze, najlepiej zaś, gdy mógł się on odbywać na najwyższej w okolicy górze, pozbawionej na dodatek roślinności.

Nie wiadomo, ile było na Kaszubach Łysych Gór. Często od wierzeń poszczególnych społeczności zależało zlokalizowanie miejsca zlotu czarownic. Prawdopodobnie najbliższe wzniesienie o imponującym i zagadkowym wyglądzie cieszyło się złą sławą, narastały wokół niego nastrojowe podania, szeptane później młodszym przez starszych, doświadczonych ludzi, którzy odbyli już w swoim życiu niejedną potyczkę ze złymi mocami.

CZARCI SEJM

O wzgórzach takich mówiło się z lękiem, odwiedzano je niechętnie i z konieczności. Czy można się temu dziwić, skoro były niedostępnym podczas sabatu królestwem diabłów i czarownic?

W sąsiedztwie owych gór często znajdowały się ślady starych grodzisk, tajemnicze kręgi z kamieni polnych i ciosane głazy, przypominające stoły ofiarne lub biesiadne.

Wierzono, iż były to ślady pradawnych zamczysk, zapadłych głęboko pod ziemię wskutek przekleństwa wypowiedzianego w złą godzinę. Wszelkie wydarzenia związane z takimi wzgórzami musiały mieć miejsce w odległej przeszłości, co podnosiło w znacznej mierze wymiar tajemniczości zakazanej przestrzeni.

W środku góry mogli czekać cierpliwie śpiący rycerze (motyw obecny w ludowej mitologii praktycznie na terenie całej Polski), gotowi w każdej chwili do przebudzenia i wymarszu na ostateczny bój, świętą wojnę z wszelkim złem.

Natomiast wierzchołek wzniesienia upatrzyły sobie na siedzibę złe duchy. Smętek w noc świętojańską przewodniczył czarciemu sejmowi, zwoławszy uprzednio z całej okolicy wiedźmy na ponury i huczny sabat.

Na górach takich odbywały się przed setkami lat obrzędy przedchrześcijańskie, co potęgowało ich sławę miejsc nieczystych. Być może, z pokolenia na pokolenie przekazywano dalekie reminiscencje praktyk związanych z wierzeniami pogańskimi, w których uczestniczyli przodkowie obecnych mieszkańców Kaszub. (…)

Najbardziej chyba znaną górą czarownic była Łysa pod Gostomiem w powiecie kościerskim, dokąd wiedźmy na kijach od mioteł i ożogach udawały się na swoje rozpustne i huczne świętowanie związku z siłami nieczystymi.

Noc Świętojańska na Kaszubach. Pojmanie czarownicy – widowisko obrzędowe w Muzeum – Skansenie im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich, Źródło: skansen we Wdzydzach Kiszewskich

SWAWOLE Z DIABŁAMI

Innym miejscem znanym z diabelskich praktyk była Łysa Góra niedaleko Kożyczkowa pod Kartuzami. W tychże okolicach znajduje się również góra mieszcząca się obok Wieżycy leżącej w pasmie Wzgórz Szymbarskich, dokąd czarownice wyruszały na łopatach. Podróż zaczynały tradycyjnie, wylatywaniem przez komin, co nadawało bezecnym wyprawom jeszcze bardziej dziwaczną i groteskową formę. (…)

Nieznana siła popychała śmiałków do sekretnego przypatrywania się igrcom, jakim oddawały się w zapamiętaniu wiedźmy. Ciekawość, stara jak świat i silniejsza od rozsądku, powodowała dążenie do uchylenia rąbka tajemnicy. (…)

Być może niektóre kobiety nie mogły się oprzeć fascynującym opowieściom o sabatach, skoro nawet za cenę zaprzedania duszy Szatanowi gotowe były do wzięcia udziału w rzeczywistych lub domniemanych czarcich swawolach, pod których naciskiem wszelkie zahamowania etyczne ulegały zagłuszeniu.

Żądza użycia i doznania intrygującego wtajemniczenia powodowała utratę wolnej woli. Hipnotyczny trans piekielnego święta  prowokował trwałe zmiany osobowości. Mechanizm oddania, już na zawsze, nieszczęsnej kobiety siłom nieczystym, zostawał wprawiony w ruch.

Z pewnością pragnienie uczestnictwa w sabacie stanowiło przeogromną pokusę, popychającą kobiety w ramiona diabłów.

NA STOS ZA OBCOWANIE Z CZARTEM

W takich oto orgiastycznych uroczystościach uczestniczyła Anna Parchont, skazana 16 czerwca 1600 roku przez sąd w Pucku na karę śmierci przez spalenie na stosie. (…)

Czarownica oświadczyła przed sądem, że miała cielesny i duchowy związek z diabłem. Zeznała również, iż w noc świętojańską udała się ze swoimi towarzyszkami – wiedźmami z Redy, Orłowa i Szwarcenowa (Swarzewa) – na pagórek między Szwarcenowem a Wielka Wsią, gdzie miał odbyć się sabat.

Po przybyciu kobiet (zapewne na kijach od mioteł i ożogach) na miejsce nieczystego obrzędu, ukazał im się diabeł. Wywlókłszy uprzednio z piwnicy zacnych kupców puckich beczkę piwa, zmienił trunek w szumiący i odurzający napój, którym uraczył spragnione służebnice. (…)

Wreszcie jakiś muzykant, zapewne służka diabelski, począł grać na końskiej czaszce, co podnosiło nastrój dziwaczności i grozy obrzędu, a także stanowiło zaczątek rozpustnej zabawy.

Przy dźwiękach osobliwego instrumentu, podobnych do brzmienia harfy, czarownice puściły się w dziki, szalony taniec. Centralną postacią igraszek był oczywiście diabeł, pan wiedźm. Rozpalone harcami czarownice otoczyły go zwartym kołem i kłaniały mu się rytualnie na znak poddaństwa.

Noc Świętojańska na Kaszubach. Pojmanie czarownicy – widowisko obrzędowe w Muzeum – Skansenie im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich, Źródło: skansen we Wdzydzach Kiszewskich

Dalsze części sabatu zostały w relacji taktownie przemilczane, niemniej można śmiało dopowiedzieć, że finał stanowiły swawole o charakterze orgiastycznym, afirmujące swoistą „komunię ciał”. Końcowe, niecenzuralne momenty sabatu obecne są w zeznaniach innej czarownicy, Doroty Leczkowskiej (…).

PODNIECONA DZIKIM TAŃCEM

Czarownica owa opisywała, że na jednym z sabatów została przekazana we władane diabła imieniem Marcin. Władanie to obejmowało duszę i ciało Doroty. Marcin miał, nie da się ukryć, męskie imię i takiż wygląd, co dla podnieconej dzikim tańcem i tajemniczym rytuałem, a także poczuciem anarchicznie pojętej wolności, czarownicy stanowić musiało olbrzymią zmysłową pokusę.

Oddanie się osobie, którą się czci, było powinnością posłusznej adeptki czarnej magii. Z powinności tej wynikały rozliczne doznania zmysłowe, będące w odczuciu opętanej chwilami szczęścia, wydartymi monotonnemu żywotowi. (…)

PRZYLECIELI NA MIOTŁACH

Kiedyś pewien odważny młodzieniec wziął kij ze specjalnego ziela, takiż wieniec na głowę w celu ochrony przed złymi mocami, a przede wszystkim dla ujrzenia wiedźm i wybrał się na rozstajne drogi. Dwóch przyjaciół prowadziło śmiałka, trzymając pod ręce, ponieważ w miarę zbliżania się do skrzyżowania dróg, coraz bardziej wyrywał się, chcąc uciec. Tak więc kij i wianek rzeczywiście pozwalały na przeczuwanie i oglądanie dziwów niewidzialnych na co dzień.

Młodzieniec opowiadał potem, że widział czarownice uczestniczące w zlocie, a nawet mężczyzn – czarowników. Poznał wśród świętujących obojga płci wielu swoich znajomych, którzy wylecieli z domostw na miotłach i po przybyciu na sabat tańczyli, owładnięci szaleńcza zabawą z biesem. (…)

Z jednej więc strony starano się poznać tajniki diabelskich praktyk, z drugiej natomiast unikano efektów owych działań. Tkwiła w takim zachowaniu mądrość ludowa; poznać zło, dotknąć jego istoty i tajemnicy aby zachować czystość oraz ostrość widzenia dobra i zła. A gdy dokonało się już poznanie sił nieczystych, wszelkie ich praktyki, z sabatem na czele, nie przedstawiały się tak zatrważająco, jak chciałyby tego zapewne same czarownice.

[śródtytuły pochodzą od redakcji]

[Fragmenty książki Sobótka, ścinanie kani, ogień i czary na Kaszubach, autorstwa Piotra Schmandta. Książka została wydana w koedycji Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie oraz Wydawnictwa Region]

Książka do nabycia TUTAJ

O tym, jak Kaszubi podczas Nocy Świętojańskiej zabezpieczali się przed złymi mocami, o tym jakie znaczenie pełniły palące się ognie i jakie niebezpieczeństwa wiązały się z poszukiwaniem kwiatu paproci – napiszemy wkrótce w Magazynie Kaszuby.

 

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły