Kaszubska Wielkanoc. Zaskakujące zwyczaje i obrzędy - Magazyn Kaszuby
Kaszubska Wielkanoc. Zaskakujące zwyczaje i obrzędy 1
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Kaszubska Wielkanoc. Zaskakujące zwyczaje i obrzędy

Kaszubska Wielkanoc. Longin Malicki, „Rok obrzędowy na Kaszubach” – fragmenty.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Wielki Czwartek. Bożé ranë

Przedświąteczny tydzień wielkanocny, a już szczególnie wielki czwartek uchodzi w wierzeniach Kaszubów za najodpowiedniejszą porę do siania i sadzenia kwiatów oraz młodych drzewek; kwiaty maja wówczas rzekomo wyrosnąć dorodne i długo kwitnąć. Tego też dnia gospodynie zwykle gotują i barwią tradycyjne jajka, przeznaczone na stół wielkanocny i jako podarki dyngusowe. Jajka krasi się wyłącznie jednobarwnie. Ulubionymi korami są czerwony i niebieski oraz zielony i brązowy. Dawniej barwiono te kraszanki środkami roślinnymi: cykorią, łupinami cebuli, źdźbłami oziminy, korą dębową, olchową i brzozową, a także łatwo farbującymi opakowaniami papierowymi (czerwonymi i niebieskimi) z mieszanek kaw zbożowych.

Miejscami, na przykład w Bytowskiem, przynoszą z lasu obrzędowe gałązki jałowca i smagają nimi napotkanych przechodniów, a później domowników. Gdzie indziej gospodyni rózgą kolącego agrestu smaga po południu wszystkich członków rodziny, nie wyłączając niemowląt. Obrządek ten nazywają bożé ranë. Swego czasu obchodzili tego dnia pasterze gminni zagrody gospodarskie, trąbiąc na drewnianych trąbitach (bazunach); otrzymywali za to od gospodyń kęs chleba i mięsiwa (Kaszuby Północne).

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Wielki Piątek. Płaczëbóg

W niektórych okolicach biczowanie agrestową lub jałowcową rózgą wykonuje gospodyni wczesnym rankiem w Wielgi Piątk, nazywany dawniej na Kaszubach Płaczëbóg. Tego dnia przestrzega się bardzo ścisłego postu, spożywając tylko suchy chleb i nieomaszczone ziemniaki. Dawniej zarówno mężczyźni jak i kobiety obmywali się wieczorem w najbliższym jeziorze, co miało uwalniać od wszelkich chorób skórnych.

Zwyczajowo robi się w okresie przedświątecznym wielkie porządki: bieli chałupy, czyści izby, myje sprzęty. Ongiś właśnie w Płaczëboga przed wchodem słońca zamiatano obrzędowo izby, a śmieci wyrzucano ukradkiem na podwórze, grunt lub granicę sąsiada. W ten sposób uwalniano magicznie własne domostwo od pcheł i robactwa, które przeniosło się do obejścia sąsiedniego (zwyczaj znany na całym Pomorzu i gdzie indziej).

Od wielkiego piątku milkną dzwony kościelne, a w użycie wchodzą hałaśliwe klekotki młoteczkowe. Tego dnia wieczorem, jak też w wielką sobotę, chłopcy chodzą z owymi klekotkami lub jeszcze głośniejszymi terkotkami, sznarami po wsi i czyniąc sporą wrzawę, oznajmiają żałobę.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

 

Wielka Sobota. Wronë w grôpę

W wielka sobotę (Wielgô Sobota) rozpala się i święci nowy ogień, używając na podpałkę drewno cierni (szakłak ciernisty) i tarniny. Żarzące się węgliki zabierają do chałup i rozniecają nimi nowe ognisko domowe, uprzednio wygaszone. W ten sposób dokonuje się prastarego obrzędu magicznego oczyszczenia ogniska. Przepalone węgliki służą tez ludowi do kreślenia magicznych krzyży na drzwiach chat i stajen, broniąc do nich przystępu złym demonom. W tym samym celu przybija się do drzwi kolące ciernie.

W przedświąteczny ranek palono ongiś w Bytowskiem ognisko na cmentarzu, a popiół z niego rozrzucano na okolicznych polach w przekonaniu, że zabezpieczy to przyszłe plony przed gradobiciem. Również Słowińcy rozpalali tego dnia ogniska, ale w porze wieczornej. Wiadomo, że od zarania dziejów ludzkich ogień odpędza wszelkie zło i zapewnia także dobre urodzaje.

W Kartuskiem odbywano dawniej w Wielkim Tygodniu obrzędowe chowanie żuru. Gromada chłopców z garnkiem żuru obchodziła domostwa recytując układankę o kończącym się panowaniu żuru, który do ziemi się dostanie; na koniec rozbijano ów garnek z żurem na plecach jednego z uczestników obrządku.

Zresztą i gdzie indziej stosowano ów zwyczaj tracenia żuru, skoro powszechny jest dawny kaszubski zwrot gwarowy: Wnet będą Jastrë, wëlëjemë żur! Tymczasem we wsiach rybackich półwyspu helskiego chodzili chłopcy z klekotkami wieczorem w sobotę przedwielkanocną, wołając: Wëganiojta post, a kładzeta wronë w grôpę, tzn. w garnek.

O tym, oryginalnym bardzo zwyczaju czytamy również w wydanej w 1892 roku książeczce „Kaszuby i Kociewie” autorstwa niejakiego „dr. Nadmorskiego” (w rzeczywistości – Józefa Łęgowskiego). Pisze on: „We Wielką Sobotę odrębny zwyczaj zachował się, a raczej powstał w nowszych czasach na Helu, o czem tak pisze ks. Gołębiowski w Obrazkach Rybackich:

„’Któżby w kraju zjadał wrony! a tu na Helu są specyałem’. Na wiosnę w wielkiej liczbie i przez kilka tygodni przelatują wzdłuż półwyspy od Wielkiej Wsi doi Hela i ztamtąd na mierzeję fryską i kuryjską. Wtenczas ulubioną zabawą jest chłopców stawiać tak zwane klepce, tj. w piasku dunowym ukryte sidła tak ułożone, że skoro wrona ułakomi się na breitlinga lub śledzia dla ponęty wyłożonego, natychmiast się noga usidli. Takim sposobem łowią na wiosnę nieraz 30-40 wron…”

Jednym z ważniejszych elementów obrzędowości wiosennej była dawniej rytualna kąpiel względnie obmywanie się w orzeźwiającej wodzie źródlanej, rzecznej lub jeziornej. Ablucje te stosowano jeszcze gdzieniegdzie na Kaszubach w latach międzywojennych. Wierzono bowiem w życiodajną siłę, jak też w oczyszczającą moc wody (zwłaszcza bieżącej) chroniącej nade wszystko przed chorobami skóry i oczu.

Najwięcej mocy magicznej nabiera woda jastrowô (wielkanocna) o północy, a traci ją ze wschodem słońca. To też obrzęd ten odbywano albo północą w wielką sobotę albo wczesnym rankiem w samą Wielkanoc, zachowując przy tym całkowitą ciszę i powagę. Ową wodę magiczną, której przypisywano nieprzemijającą świeżość, przynoszono także do domu, gdzie służyła kobietom do celów kosmetycznych. Bywało, że nawet konie i bydło pędzono nocą w Jastrë do wody dla rzekomej ochrony przed chorobami.

Kaszubi nazywają gwarowo Wielkanoc Jastra lub Jastrë. Obrzędowość wielkanocna stanowi typowy przykład mieszaniny przeżytków wiosennych zwyczajów pogańskich splecionych z obrzędami chrześcijańskimi.

Było ongiś w zwyczaju, że w jastrową noc chodził po wsi bębnista, budząc mieszkańców by śpieszyli na jutrznię, czyli nabożeństwo nocne. Rankiem w niektórych okolicach składali sobie sąsiedzi życzenia świąteczne i obdarowywali się barwionymi jajkami.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Niedzela. Jastrowa jôda na stole. Zmówinë

Jeżeli chodzi o jadło, to w licznych domach przestrzega się jeszcze postu w pierwsze święto przed południem, podając na stół ryby prażone i śliwki z kluskami. Gdzie indziej jada się na śniadanie prażnicę, czyli jajecznicę na słoninie, ulubione dane świąteczne Kaszubów.

U biedniejszych chłopów potrawy świąteczne były raczej proste i składały się z jajek, kiełbasy lub szynki i ciasta drożdżowego. Tylko u zamożniejszych gburów i drobnej szlachty przyjął się zwyczaj święcenia potraw, szczególnie jajek, kiełbasy, mięsa i chleba. Święconkę, czyli jastrową jô stawia się na stole z barankiem uformowanym z masła w środku. Po podzieleniu się gospodarza z rodziną jajkiem, wszyscy posilają się obficie jadłem świątecznym.

W Jastrową Niedzelę odbywają się dość często pod wieczór tzw. zmówinë inaczej zrękowinë (wzajemna ugoda rodziców dotycząca posagu panny młodej), związana z poczęstunkiem; niekiedy też w dniu tym wyprawia się huczne wesela.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Poniedziałek. Dëgu, dëgu, po dwa jaja

Jastrowi Poniedzôłk (poniedziałek wielkanocny) jest zwyczajowo podporządkowany smaganemu dingusowi, zwanemu też dëgusem. Ów pradawny obrządek polega na tym, ze młodzież męska chłoszcze zazielenionymi rózgami brzeziny lub jałowca kobiety, przede wszystkim zaś dziewczęta i młódki.

Już na kilka tygodni przed dëgusem wkłada się przygotowane zawczasu gałązki brzozowe do wody i odstawia w ciepłe miejsce, by się zazieleniły. Z nadejściem dëgusa parobczaki lub wyrostki nachodzą wczesnym rankiem chałupy, by wśród okrzyków Dëgu, dëgu, po dwa jaja, a chto nie dô, tego prają wychłostać leżące jeszcze w łóżkach dziewczyny i młode mężatki. Chlaszcze się je głównie po nogach, a niekiedy i po rękach. W niektórych okolicach używa się do chłosty gałązek jałowcowych, a tu i ówdzie nawet cierniowych. Mimo bólu – wśród krzyków i pisków, dziewczęta na ogół chętnie znoszą dëgawki, bo im więcej zostaną posiniaczone, tym większe rzekomo powodzenie osiągną u chłopców.

Dëgownice używali dawniej różnych podstępów, by zaskoczyć w domach kobiety jeszcze śpiące . W tym celu zakradał się częstokroć jeden z nich na poddasze chałupy, nocował w przestronnej podstawie komina, w komorze lub innej kryjówce, inni dostawali się do izby przez umyślnie niedomknięte okna i cicho podkradali się do śpiących. Istniało też szczególne prawo obronne przed dëgownikami. Jeżeli dziewczynie udało się wydostać z izby do chlewa i wypuścić z niego świnię, wówczas natychmiast przestawano dëgowanie, gdyż zagroda stawała się nietykalna!

Gdzieniegdzie składają dynguśnicy zieloną gałązkę u stóp gospodyni i gospodarza, wygłaszając stosowne powinszowania, pozostałych zaś domowników smaga się lekko rózgami. Za sprawiony dyngus otrzymuję dëgownicëzazwyczaj kraszone jednobarwnie jajka i placek, czasem po kawałku kiełbasy albo słoniny i nieco grosza. Ten okup, zbierany do koszyka, wręczają im wëdëgówané mężatki i dziewczęta. Bywało, że obciążony prowiantami kosz niosło dwóch podrostków na drążku.

Forma zielonego, wiosennego dyngusa charakterystyczna dla całego obszaru Pomorza Gdańskiego, spotykana jest także w Wielkopolsce i na Mazowszu. Geneza tego pradawnego obrzędu tkwi w tajemnicy wiecznego odradzania się sił przyrody. Wedle pierwotnych wierzeń w smaganiu gałązkami zazielenionej brzeziny, wierzby, czy jałowca, wyraża się chęć przekazania ludziom cudownej siły żywotnej zawartej w świeżych pędach drzew. Kolący jałowiec i ciernie zabezpieczają dodatkowo od wszelkiego zła.

Drugi rodzaj dyngusa, polegający na oblewaniu kobiet wodą, nie jest w zasadzie na Kaszubach praktykowany.

***

Nota redakcyjna: Powyżej Wielkanocne obrzędy przywołaliśmy głównie za książką ojca pomorskiej etnografii, Longina Malickiego, pt. „Rok obrzędowy na Kaszubach”. Opublikowaliśmy fragmenty tej, wydanej w 1986 roku, publikacji.

W jednym miejscu – dla uzupełnienia wyjątkowo – naszym zdaniem ciekawych informacji, wtrąciliśmy fragment innej książki, „Kaszuby i Kociewie” Józefa Łęgowskiego, która ukazała się w 1892 roku.

Zachowaliśmy oryginalną pisownię – tak, jak zostało opublikowane w ww. wydawnictwach. Śródtytuły oraz wyróżnienia pochodzą od redakcji.

Malicki L., Rok obrzędowy na Kaszubach, Gdańsk 1986. Cytaty ze stron: 35-40.

Łęgowski J. (Dr Nadmorski), Kaszuby i Kociewie. Język, zwyczaje, przesądy, podania, zagadki i pieśni ludowe, Poznań 1892. Cytat ze stron: 78-79.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

Jastre, kaszubska Wielkanoc. Fot: Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich.

LONGIN MALICKI (12 I 1908 Sławno koło Gniezna – 19 XI 1986 Gdańsk), etnograf, muzealnik, uważany za twórcę współczesnej gdańsko-pomorskiej etnografii. Maturę zdał w 1927 roku w gimnazjum w Chodzieży, w latach 1927–1933 studiował antropologię i etnografię na Uniwersytecie Poznańskim. Na przełomie 1933 i 1934 roku pracował jako wolontariusz w Muzeum Śląskim w Katowicach, w okresie 1934–1939 asystent, zajmował się kompletowaniem eksponatów etnograficznych z terenu Polski. Podczas II wojny światowej w Krakowie. Od kwietnia 1945 dyrektor wielodziałowego Muzeum Okręgowego w Bytomiu. Od 1952 roku doktor, w tym roku zwolniony bez prawa pracy w swoim zawodzie. Od roku 1958 z rodziną w Gdańsku, został kierownikiem działu etnograficznego Muzeum Pomorskiego. Rozpoczął zbieranie zabytków głównie z terenu Kaszub, Kociewia i Powiśla, z których w 1961 powstała pierwsza ekspozycja, otwarta w budynku przy ul. Toruńskiej. Pod jego nadzorem merytorycznym rozpoczęto odbudowę spalonego w marcu 1945 roku dawnego pałacu opatów w Oliwie, przeznaczonego na docelową siedzibę działu etnograficznego. Działalność w nowej siedzibie zainaugurował otwarciem 29 IX 1965 w części parterowej odbudowanego gmachu pierwszej stałej ekspozycji Sztuka Ludowa Pomorza od XVIII do XX wieku. Wraz z zespołem pozyskał tysiące eksponatów obrazujących kulturę materialną ludności Pomorza. Od roku 1973 na emeryturze. Publikował z zakresu pomorskiej etnografii w pismach branżowych oraz czasopismach „Litery”, „Pomerania”,  „Jantarowe Szlaki”. Źródło: Gedanopedia.

To również cię zainteresuje...