Babcia Rozalia. Kaszubka z Gdyni - Magazyn Kaszuby
Babcia Rozalia. Kaszubka z Gdyni 4

Babcia Rozalia. Kaszubka z Gdyni

Autor: Karolina Kułaga

Babcia Róża, sędziwa kobieta, mieszkanka gdyńskiej dzielnicy Grabówek, właścicielka dumnych dwóch pokoi z kuchnią w betonowym bloku, aktywistka, działkowiec. Zajmuje się haftem krzyżykowym odkąd pamiętam. Tony muliny w babcinej sypialni plączą się pod nogami, upchane po kątach wystają nieśmiało pojedyncze nici.

Babcia Róża. Wyhaftowała tysiące obrazów, wydziergała kilogramy ciepłych wełnianych skarpet, przemaszerowała tysiące kilometrów w poszukiwaniu bursztynu po dzikim sztormie i zaparzyła hektolitry herbaty z pigwą.

Powoli zapomina o codziennych sprawach. Nastawia wodę na czajnik, gdzie po godzinie przypomina sobie o bulgoczącej wodzie, która już dawno przecież wyparowała. Dziadek Zbyszek śmieje się, że Babka wodę na twardo gotuje, ale jest w tym coś smutnego. Pamięć Babcię zawodzi. Co ciekawe, o swoim dzieciństwie i młodości mogłaby opowiadać godzinami.

W skrawkach babcinych wspomnień wyłania się obraz młodej, szczupłej dziewczyny z charakterkiem.

Babcia Róża, mama mojego Taty, córka rybaka.

Urodziła się na Piaskach na Żeromskiego w Gdyni. Kolonia rybacka na Waszyngtona, która powstała w latach 1927-1929 należała do Związku Polskich Rybaków. Babcia Marysia, mama Babci Róży, zajęła mieszkanie należące do jednego z członków tego Związku. Sprzątała tam, prała, a po jakimś czasie mieszkanie rodzinie odstąpiono. Babcia miała dwóch braci i trzy siostry. Mieszkanie dwupokojowe. Kuchnia, salonik z przybudówką zwaną furbau i strychem, na który każdego wieczora wspinała się mała Rozalka z nadzieją na spokojny sen. W kuchni, z kolei, spała Ciotka, która do dyspozycji miała pompę wodną stojącą na środku pomieszczenia.

Za domem dziadkowie mieli niewielkie pole, które nawozili glonami przyniesionymi z plaży. Najpierw sadzili łubin, a dopiero potem kartofle. Babcia jeszcze cichaczem wspomina, że rybacy swój tytoń hodowali, co by do tabaki mieli co włożyć.

Kolonia rybacka była osadzona przy plaży. Dzisiaj, w tym miejscu stoi port i Sea Towers. Wcześniej był to piaszczysty brzeg, na który rybacy wciągali swoje łodzie i wieszali sieci.

Zdjęcie rodzinne Dziadka Feliksa i Babci Marysi (rodziców babci Róży). Fot. Karola Kułaga.

Zdjęcie dziadków Babci Róży, rodziny Konkol. Ta mała dziewczynka to babcia Marysia, mama babci Róży. Fot. Karola Kułaga.

Dziadek Feliks, ojciec Babci Róży, wraz z innymi rybakami wypływał wczesnym rankiem w morze. W kolonii panowało kilka zasad. Pierwszy rybak, który przypłynął na ląd powiadamiał dzieci bawiące się przy brzegu, by te z radosnym okrzykiem na ustach pobiegły ogłosić, że szczęśliwie dopłynęli. Gosposie wtenczas gotowały ziemniaki i czekały na kolejnych rybaków.

Zdarzało się jednak, że nie wszyscy z połowu wracali, niestety…

Złowione ryby dzieci niosły handlarkom na halę targową, a z tego co pozostało, przygotowywano posiłek. Część ryb wędzono w specjalnie przygotowanych beczkach. Hand made pełną parą!

Dziadek Zbyszek, mąż Babci Róży, opowiadał jak to beczkę kładł na cegły, a na żelazne pręty nadziewał wypatroszone ryby, które zahaczał na haki. Samą beczkę przykrywał wilgotnym workiem po kartoflach. Wcześniej pod beczką rozpalił ogień i czekał aż zgaśnie i zacznie dymić. W całej kolonii unosił się aromat dymu z domowej wędzarni.

Babcia Rozalia próbuje odtworzyć rodzinne drzewo genealogiczne... Fot. Karola Kułaga

Babcia Rozalia próbuje odtworzyć rodzinne drzewo genealogiczne… Fot. Karola Kułaga

Próbuję dowiedzieć się czegoś o kolonii rybackiej z mądrych książek. W ręce wpadła mi pozycja “Gawędy o starej Gdyni” Edwarda Obertyńskiego, którą podrzuciła mi moja Mama. Książka wydana w 1987 roku z okazji 60-lecia miasta. Stara rybacka Gdynia – czytam – to były dwa obszary. Oksywskie Piaski zaczynały się tam, gdzie dzisiaj jest ulica Świętego Wojciecha i ciągnęły się w kierunku Oksywia. Druga od ulicy Świętego Wojciecha do dzisiejszego placu Kaszubskiego. Jeszcze przed pierwszą wojną światową na Oksywskich Piaskach było zarejestrowanych 36 łodzi rybackich, a na terenie Gdyni 26. Po wojnie w całej Gdyni było zarejestrowanych 36 jednostek rybackich. Dzisiaj kutry cumują przy nabrzeżach w porcie rybackim, należą do spółdzielni lub zrzeszenia. Mało jest indywidualnych rybaków (…) Budowa portu odebrała rybakom pracę.

Rok. 1933. Ul. Waszyngtona, po lewej budynek Dowództwa Marynarki Wojennej i dalej w prawo Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Fot. fotopolska.eu W tle wzgórza Oksywia.

Rok. 1933. Ul. Waszyngtona, po lewej budynek Dowództwa Marynarki Wojennej i dalej w prawo Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. W tle wzgórza Oksywia. Fot. fotopolska.eu

Wybuchła wojna.

Administrator budynków pozwolił na zburzenie ścian w piwnicy. W przypadku zawalenia się jednej, można było chować się do kolejnych. Babcia z rodziną uciekła z kolonii rybackiej w dniu, kiedy została zbombardowana.

Bomba wpadła do domu, zawisła na stropie dachu, ale nie wybuchła – wspomina babcia – musieliśmy uciekać. Przyjechało wojsko i zdetonowali jakoś tą bombę, ale do domu już nie wróciliśmy na kilka dobrych lat. Uciekliśmy najpierw do Domu Bawełny. Tam były takie miłe, eleganckie panie. Częstowały Nas wodą, z której mogliśmy ugotować zupę. Potem mieszkalimy w Chwaszczynie u takiego kowala. Miał kuźnię i podkuwał konie. Po wielu latach, odwiedzilimy go już z dziadkiem i wielce się zdziwilimy, kiedy weszliśmy do salonu, a tam na kanapie leżał prosiak smacznie pochrapując!

Babcia mówiła po kaszubsku. Tylko w szkole trzeba było mówić po niemiecku, ale między sobą w rodzinie mówiono po kaszubsku. Dziadek, kiedy poznał Babcię, nie do końca rozumiał, co tam Babcia w złości do Niego mówi. A Babcia charakterna kobieta, kiedy irytacja sięga zenitu, potrafi soczystym kaszubskim strzelać na prawo i lewo. Tak twierdzi Dziadek. Podczas jednej biesiady, wspomina, Babcia rozmawiała ze swoimi dobrymi znajomymi po kaszubsku. Dziadek delikatnie zasugerował, że może mogłaby mówić normalnie, po polsku, bo On nic z tego nie rozumi. Babcia spojrzała na Niego srogim wzrokiem i powiedziała: Kto Kaszuba wywołuje, niech go w dupę pocałuje! Dziadek zrozumiał wtedy, że z Kaszubami nie ma żartów.

***

Czując się zobowiązana do pisania na blogu, gdzie prowadzę cykl Kaszuby dla dzieci, zabieram młodą dziatwę na spacer szlakiem dawnej kolonii rybackiej. Opowiadam Pierworodnemu o rybakach, kutrach rybackich i łowieniu ryb. Na dzień dzisiejszy żywo reaguje na hasło: ryby. Ulica Waszyngtona nie należy do urokliwych miejsc, chociaż kryje w sobie tajemniczość i nostalgię. Małe klimatyczne szeregowe domki otoczone wysokimi murami, które zbudowało Miasto zasłaniając słońce i morze.

Jednak można dostrzec ciekawy przejaw artyzmu w postaci kolorowych murali, które również zainteresowały młodych potomków.

***

Pytam się na koniec rozmowy z Babcią o zabawy, które cieszyły się popularnością w dzieciństwie. Odpowiada, ku memu zaskoczeniu, że uwielbiała dwa ognie.

Serio? To jest tak stara zabawa?!

 


Karola Kułaga jest Redzianką, kiedyś Wejherowianką, „jakieś szlaki” prowadzą jej ród w stronę Gochów. Tak czy inaczej jest Kaszubką, choć nie cierpi tabaki, co czasem każe jej się zastanawiać nad prawdziwością jej kaszubskich korzeni. Jest mamą dwójki dzieci (Karol lat 2, Dorota lat 1,5), rysuje pomoce logopedyczne i dydaktyczne, jest trenerem sensoplastyki. Fotografuje, rysuje, tworzy zabawki z recyklingu i jest „na bieżąco z nowinkami muzycznymi”.

Polecamy jej bloga namaluj-mi, a w szczególności cykl: „Kaszuby dla dzieci”, w którym opisuje tam różne kaszubskie miejsca przyjazne dzieciom.

kaszuby dla dzieci

 

 

 

 

 

Tekst Andrzej Busler, fragment artykułu opublikowanego na stronie www.kaszubi.pl:

Na początku lat dwudziestych XX wieku Oksywie (głównie obszary łąkowe) stało się placem wielkiej budowy portu. Tereny okalające wieś zostały przeznaczone na cele wojskowe dla rodzącej się Marynarki Wojennej. Wschodnią część miejscowości podzielono na działki pod budownictwo mieszkaniowe. Od 1925 roku w wyniku budowy kanału tzw. portu wewnętrznego, Oksywie utraciło tradycyjne połączenie z Gdynią. W 1928 roku wybudowano nową drogę, nazwaną ul. Okrężną (dzisiejsza ul. Śmidowicza). Krótko przed powstaniem miasta Gdyni, Oksywie obejmowało obszar 825 ha, który zamieszkiwało około tysiąc mieszkańców. 9 stycznia 1926 Oksywie zostało włączone do Gdyni, a 10 lutego 1926 obie gminy otrzymały prawa miejskie. Wśród oksywian wzbudziło to liczne protesty. Jeszcze w latach trzydziestych XX wieku mieszkańcy Oksywia przesyłali do Urzędu Wojewódzkiego w Toruniu protesty związane z nazwą nowo powstałego miasta. Zgodnie z ich intencją młode miasto powinno nosić nazwę Oksywie, a nie Gdynia. Mimo, że Oksywie było częścią miasta to większa część jego dawnych mieszkańców utrzymywała się do 1939 roku z rolnictwa.

Filtruj wg

 

Artykuły