Żyd, koza, nienawiść. Kościerzyna 1894 - Magazyn Kaszuby
Żyd, koza, nienawiść. Kościerzyna 1894 4

Żyd, koza, nienawiść. Kościerzyna 1894

Autor: Izolda Wysiecka

Kobieta krzyczała, że Żydzi poćwiartowali jej dziecko. Pod domem żydowskiego rzeźnika zebrał się tłum. Niewiele brakowało, żeby doszło do linczu.

Pewne historie lubią się powtarzać. Czy to w Kościerzynie w 1894 roku, czy w Chojnicach w 1900 roku, czy w Ełku w roku 2017. Zbrodnia może być rzekoma lub prawdziwa. Mniejsza o to… W tych przypadkach winien jest nie tyle jeden człowiek, co cała zbiorowość.

***

W pewien styczniowy wtorek 1872 r. w Kościerzynie – małym miasteczku w ówczesnych Prusach Zachodnich – swe losy połączyli: młody kościerski rzeźnik Louis Werner i córka miejscowego kupca Rahel Rabow. Louis pochodził z Sępólna Krajeńskiego, Rahel zaś była tutejsza, jej rodzina zdążyła już w Kościerzynie zapuścić korzenie. Sprowadził się tu jej dziadek – Abraham Rabow. Abrahamowi i jego żonie Rebece około 1824 r. urodził się w Kościerzynie syn – Aron. Aron ożenił się z Ernestine Gabbe, urodziło się im przynajmniej pięcioro dzieci, wśród nich właśnie – Rahel.

Ceremonia zaślubin Louisa i Rahel zapewne odbyła się w niewielkiej synagodze przy ul. Psiej (Hundegasse). Oboje należeli do społeczności żydowskiej.

Społeczność ta w tym czasie osiągnęła w Kościerzynie najwyższą liczebność w historii miasta. W 1865 roku w mieście żyło 423 Żydów, stanowili oni wówczas 11,5 % ogólnej liczby mieszkańców.

***

Jakie są najpiękniejsze chwile w życiu człowieka? Każdy ma swoją odpowiedź, ale można założyć, że dla większości ludzi będą to narodziny ich dzieci. Louisowi i Rahel Wernerom takie chwile przydarzyły się cztery razy. W latach 1872-1882 urodziły się im dwie córki (Paulina i Rebecca) oraz dwóch synów (Salli i Fabian). Starsza trójka przyszła na świat przy ul. Psiej (dzisiejsza ulica Tkaczyka), a najmłodszy Fabian w domu przy ul. Długiej 23.

A jakie są najgorsze chwile w życiu człowieka? Zapewne śmierć najbliższych. Również i takie doświadczenia nie zostały oszczędzone Louisowi i Rahel Wernerom…

Ale zdarzyło się coś w ich życiu jeszcze, co sprawiło, że w kwietniu 1894 r. o rzeźniku Louisie Werner z miejscowości Berent [niemiecka nazwa Kościerzyny] w Prusach Zachodnich mogli przeczytać Żydzi w całych Niemczech.Wychodzące w Berlinie pismo „Der Gemeindebote. Beilage zur Allgemeinen Zeitung des Judenthums” w numerze 15 z 13.04.1894 r. przedrukowało relację z Kościerzyny gazety “Danziger Zeitung”:

Wczoraj o godzinie 7 rano mieszkańców naszego miasta ogarnęło wzburzenie, które jeszcze dziś nie wyciszyło się całkowicie wśród niższych kręgów społecznych. Lotem błyskawicy mianowicie rozeszły się w mieście pogłoski, iż dziewięcioletnia dziewczynka, pochodząca z chrześcijańskiej rodziny, została zamordowana dla celów rytualnych przez Żyda. W związku z tym tłumy ludzi obległy dom, w którym dziewczynka miała rzekomo zginąć. Zwrócono się nawet do policji, aby włączyła się do poszukiwań dziecka. W rzeczywistości sytuacja wyglądała następująco: żydowski rzeźnik Werner nabył w mieszkaniu wdowy wyznania katolickiego, Hermannowej, małą kozę. Dziewięcioletnia córka wdowy miała za zadanie zaprowadzić zakupione zwierzę do Wernera i odebrać tym samym resztę ustalonej kwoty. Pod drodze jednak dziewczynka sprzedała kozę komuś innemu i nie dostarczyła jej do rzeźnika Wernera, co z kolei skłoniło go do ponownych odwiedzin wdowy Hermannowej w celu ustalenia miejsca pobytu zakupionej kozy. Hermannowa z kolei popadła w rozwścieczenie, wykrzykując: „moje dziecko zniknęło, poćwiartowali je Żydzi”. Natychmiast pobiegła do mieszkania rzeźnika Wernera, po czym waląc w drzwi i okna, żądała wydania dziecka. Wokół domu Żyda błyskawicznie zgromadził się tłum liczący blisko 100 ludzi, którzy grożąc, żądali uwolnienia rzekomo pojmanej dziewczynki. Tym bardziej, iż znaleźli się naoczni świadkowie, którzy „widzieli ponoć”, jak dziecko Hermannowej wczesnym rankiem wchodziło do domu rzeźnika […] W końcu Hermannowa pobiegła do ratusza. […] Gdy tutaj uznano jej postępowanie za zupełnie pozbawione podstaw, Hermannowa uspokoiła się, zwłaszcza, że w tym samym momencie zjawiło się jej dziecko, które dotychczas znajdowało się na innej ulicy i sprzedało kozę [1] .

Autor, kończąc relację z tego osobliwego zdarzenia zastanawiał się, do czego mogło dojść, gdyby dziecko Hermannowej w odpowiednim czasie się nie pojawiło.

Odpowiedź na to pytanie przyszła kilka lat później w pobliskich Chojnicach, kiedy doszło do faktycznego zabójstwa Ernsta Wintera, o które opinia publiczna posądziła miejscowych Żydów. Przez kilka miesięcy 1900 r. trwały tam antysemickie demonstracje, wobec Żydów dokonywano aktów przemocy, demolowano ich domy i miejsca pracy, próbowano też podpalić synagogę. Porządek w mieście i okolicy udało się zaprowadzić dopiero 500-osobowemu oddziałowi wojska [2] .

Można się tylko domyślać, że zdarzenia takie, jak w Kościerzynie w 1894 r. czy zwłaszcza w Chojnicach w 1900 r., miały wpływ na decyzje żydowskich mieszkańców mniejszych ośrodków miejskich w Prusach Zachodnich o wyjeździe na stałe. Jeszcze w 1886 r. społeczność żydowska w Kościerzynie liczyła 468 osób, ale już 19 lat później mieszkało tu tylko 226 osób wyznania mojżeszowego.

A co dalej się działo z naszym rzeźnikiem Louisem?

Louis nie wyprowadził się z Kościerzyny. Doczekał się ślubu córki Pauliny z Pinkusem Scherlinskim w 1892 r., przyjścia na świat ich dzieci: Else, Walthera, Rosy i Elli. W lutym 1900 r. zmarła w wieku 23 lat córka Louisa – Rebecca. Być może to smutne wydarzenie podkopało zdrowie Louisa, gdyż sam dołączył do córki już w czerwcu, przeżywając 53 lata, 2 miesiące i 14 dni, jak skrupulatnie zanotował miejski urzędnik, sporządzający akt zgonu Louisa.

Wkrótce potem rodziny Wernerów i Scherlinskich opuściły na zawsze Kościerzynę udając się w większości do Berlina. Los nie był łaskawy dla potomków Louisa i Rahel Wernerów. Paulina Scherlinski i jej brat Sally Werner zamieszkali z rodzinami w Berlinie. Zostali deportowani w tym samym transporcie w dniu 02.04.1942 r. do getta w Warszawie lub do Trawnik.

Pozostali potomkowie kościerskiego rzeźnika kończyli żywoty w podobnych okolicznościach. Getto w Bełżycach, Majdanek albo Sobibór, Auschwitz. Śledzący ich losy trafia na takie właśnie nazwy geograficzne – to stacje końcowe w podróży tych ludzi przez Historię.

Jedyną osobą z całej rodziny, której udało się ocalić z Zagłady był syn Pauliny i Pinkusa – Walther, ur. w 1894 r. W 1939 r. został wraz z żoną Irmą zmuszony do zmiany imienia na żydowskie. Walther został przemianowany na Israela, a Irma na Sarę. Nie wiadomo, jak i gdzie przeżyli wojnę. Udało im się wyjechać do Szanghaju, skąd w 1947 r. na pokładzie S.S. Gen. W. H. Gordon udali się do San Francisco. Ostatecznie Walter i Irma zamieszkali w Portland w stanie Oregon, gdzie w 1954 r. wystąpili o obywatelstwo amerykańskie.

Źródło: archiwum autora

Źródło: archiwum autora

Oto krótka historia rodziny Wernerów, spleciona z historią małego pomorskiego miasta. Dziś nikt już nie pamięta rzeźnika Louisa, jego córki Rebeki, pochowanych na nieistniejącym już cmentarzu przy ul. Strzeleckiej. Nie zachowały się ich zdjęcia czy nagrobki. „Żyją” dziś tylko na pożółkłych stronach aktów stanu cywilnego, zachowanych w archiwach oraz (cóż za ironia losu) w opisie niedoszłego domniemanego mordu rytualnego w gazecie z 1894 r.

[1] Tłumaczenie artykułu zaŚladami żydowskimi po Kaszubach. Przewodnik pod red. M. Borzyszkowskiej-Szewczyk i Ch.Pletzinga, Gdańsk 2010, s. 156.

[2] Więcej na temat wydarzeń w Chojnicach w 1900 r. w: M.Kulka,Pogrom chojnicki i jego echa w świetle doniesień „Gazety Grudziądzkiej”, Nowy Słupnik, nr 1, Słupsk 2014, s. 153-178; Śladami żydowskimi…, op.cit., s. 188-192.

To również cię zainteresuje...