Na stoku narciarskim - relacja z zeszłego weekendu - Magazyn Kaszuby
Na stoku narciarskim - relacja z zeszłego weekendu
Patrycja Momot Patrycja Momot

p.momot@magazynkaszuby.pl

Na stoku narciarskim – relacja z zeszłego weekendu

Już się wydawało, że zima rozgościła się w końcu na dobre, a tu nagle: wzrost temperatury i odwilż.

To dziś, a jeszcze kilka dni temu… Zeszły, wydłużony weekend z pewnością sprzyjał białemu szaleństwu. Nam niestety nie udało się w pełnym składzie ruszyć na narty (najmłodszy członek rodziny – dwuletnia Hania, rozchorowała się), ale męska część rodziny – sześcioletni Filip z tatą Damianem, stanęła na wysokości zadania i otworzyła sezon sportów zimowych. Co prawda w sobotni wieczór oblężenie narciarskich stacji, jakie widzieliśmy w internetowych kamerach wymusiło zmianę planów… Bo przecież miało być miło i przyjemnie, a w tłumie różnie bywa.

Tak czy inaczej, dla Czytelników Magazynu Kaszuby przygotowaliśmy relację z minionego weekendu z trzech miejsc w różnym czasie, co możliwe było dzięki zaangażowaniu kilku osób (za co im serdecznie dziękuję). Staraliśmy się być obiektywni w naszych ocenach, ale pewnie nie do końca nam to się udało.

Mamy jednak nadzieję, że przekazane tu informacje pomogą w zaplanowaniu najbliższego narciarskiego wypadu na Kaszuby.

Ośrodki narciarskie na Kaszubach – na mapce poniżej:

Filtruj wg

Paczoskowo, sobotnie przedpołudnie

Stacja została otwarta w sobotę rano. Warunki bardzo dobre, śnieg częściowo naturalny, częściowo sztuczny. Do południa spory czas oczekiwania na wyciąg (choć już na samym stoku nie ma tłumu), po południu nieco lepiej, choć najprzyjemniej wieczorem. Wiadomo – w weekend oblężenie, ale w ciągu tygodnia całkiem przyjemnie (na pewno dużo swobodniej niż we Wieżycy). Zjazd niezbyt długi, 270m, ale całkiem przyjazny. Fajna górka dla średniozaawansowanych, oraz uczących się (choć na pewno minusem jest brak małego wyciągu i osobnego miejsca do nauki). Parking bardzo blisko, choć w sytuacji oblężenia jest czasami problem z miejscem. Na miejscu jest wypożyczalnia sprzętu i chata grillowa, w weekendy można kupić gotowe posiłki. Nie ma atrakcji w stylu zjazdy na oponkach. Cenny wyższe niż rok temu – w weekend za wjazd wyciągiem płaci się 2 zł, a w powszedni dzień 1,5 zł (nie ma ulg dla dzieci).

Paczoskowo nie różni się radykalnie od Wieżycy (choć fani Wieżycy twierdzą inaczej), a jest taniej, ludzi jest tu dużo mniej i można się najeździć, a nie tylko postać w kolejce do wyciągu czy wypożyczalni.

Szymbark – Kotlinka, niedzielne przedpołudnie

Kotlinka została otwarta w sobotni poranek. Warunki do szusowania bardzo dobre. Przygotowane są też sąsiednie górki do zjazdów na oponkach oraz do nauki jazdy na nartach dla początkujących. Jeździ się dużo lepiej, niż w ubiegłym roku. Trasy są coraz lepiej przygotowane. Niestety podrożały przejazdy – w weekend dorosły płaci 2,5 zł, a dziecko 2 zł. W powszedni dzień: dorosły  2zł, dziecko 1,6 zł. Nie odstrasza to jednak amatorów zimowych sportów – już przed południem było tłoczno, a z upływem dnia zjeżdżało się coraz więcej narciarzy i snowbordzistów. Przed stacją można swobodnie zaparkować na obszernym polu. Na terenie obiektu jest chata grillowa, z której swobodnie korzystają ci, którzy mają własny prowiant (na środku jest grill, można upiec kiełbaski, zrobić grzanki z chleba lub bułek, napić się gorącej herbaty z termosu (swojego) i ogrzać przy ogniu. Klimatycznie, ciepło, miło. Natomiast fani zamawianych posiłków mogą posilić się w karczmie obok. Na miejscu wypożyczyć można sprzęt narciarski.

Szymbark – Kotlinka, niedzielne popołudnie, ok. 15.00

Dojazd na Kotlinkę w godzinach popołudniowych okazał się dla nas niemożliwy. Stanęliśmy w połowie drogi podjeżdżając pod górę do stacji od strony Ostrzyc. Stał tak sznur kilkunastu aut, które nie mogły podjechać pod oblodzoną górkę. Zdecydowaliśmy zawrócić i pojechać do Koszałkowa, łudząc się, że może uda się nam zaparkować.

Wieżyca – Koszałkowo, niedziela 15.30

Dojazd na parking w Koszałkowie, który z resztą robi ogromne wrażenie pod względem ilości aut, zajął nam 10 minut, ale przez kolejne 30 minut szukaliśmy wolnego miejsca. Udało się! Ale to chwilowa euforia, ponieważ długość oczekiwania w kolejce do kasy, a następnie do zjazdów na oponkach przekroczyłaby 1,5 godziny. Jesteśmy zrezygnowani. Nie bardzo chce nam się czekać tak długo na siarczystym mrozie. Gdzie by nie spojrzeć – tłumy. Oprócz tego zdążyłam zerknąć na cennik zjazdów na oponkach: weekend 3,5 zł, a w dni powszednie 2,5 zł. Widać, że ośrodek jest bardzo dobrze zorganizowany – jest restauracja, pizzeria, wypożyczalnia, kilka wyciągów (dla zaawansowanych oraz poczatkujących – wszystkie działają), jest też tor saneczkowy, zimowy plac zabaw dla dzieci. Gołym okiem widać, że to kaszubskie zimowe El Dorado. My jednak postanowiliśmy raz jeszcze podjechać na Kotlinkę.

Szymbark – Kotlinka, niedziela 16.15

Niestety i tym razem nie udało się podjechać. Można oczywiście dojechać do Kotlinki od strony Szymbarka – kwestia wyboru i uporu ;). Postanowiliśmy dołączyć do znacznej ilości aut porzuconych na poboczu i ruszyć do stacji pieszo (desperacja sześciolatka do zjazdów na oponkach była wielka). Zajęło nam to ok 15 minut. Brnąc w śniegu po kolana doszliśmy do Kotlinki. Na samym początku przywitała nas kasa (mała budka do sprzedawania biletów na zjazdy na oponkach), a przy niej dwie osoby. Nie ma kolejki! A na samym torze do snowtubingu właściwie puściutko. Swobodnie i miło można było skorzystać z oponek i nieco taniej – 2 zł za zjazd. Dość luźno było również na parkingu samochodowym (co nie znaczy, że było pusto) oraz na wyciągach i w wypożyczalni. Było to dla mnie zdumiewające, gdyż zaledwie 20 minut wcześniej, nieco niżej w Koszałkowie nie widziałam szans, by przez najbliższe dwie godziny korzystać z uroków tego miejsca. Na pewno stacja Kotlinka nie jest tak obszerna jak Koszałkowo, ale stok ma nieco dłuższy. No i zdecydowanie mniejsze kolejki.

***

Planując wyjazd na kaszubskie stoki na pewno warto wziąć pod uwagę dni tygodnia i porę dnia (oblężenie jest zawsze w weekendy, trochę luźniej w dni powszednie rano i wieczorami). Warto też pomyśleć nad dojazdem, bo można zmienić nastrój, gdy trzeba wlec się pod górę z całym sprzętem na plecach. Kwestia finansowa, żywieniowa oraz dodatkowych atrakcji na stokach (typu oponki) też może mieć kluczowe znaczenie.

Nie zmienia to jednak faktu, ze w Magazynie Kaszuby zawsze będziemy zachęcać do aktywnego wypoczynku. Niech będą i narty!

Artykuły