Być wiernym. Opowieść o siostrze Alicji Kotowskiej - Magazyn Kaszuby
Siostra Alicja Kotowska. Źródło: Archiwum Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Być wiernym. Opowieść o siostrze Alicji Kotowskiej

W Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko – Pomorskiej w Wejherowie prezentowana jest wystawa jubileuszowa poświęcona Siostrom Zmartwychwstania Pańskiego oraz Siostrom działającym na terenie Wejherowa.

Poświęcona jest również siostrze Alicji Kotowskiej, beatyfikowanej w 1999 roku.

Błogosławiona Alicja Kotowska została zamordowana w Piaśnicy w listopadzie 1939 roku.

W wejherowskim muzeum można zapoznać się z dokumentami dotyczącymi siostry Alicji, między innymi przeczytać relacje dotyczące jej postawy wobec niemieckiego najeźdźcy, jak również stosunku błogosławionej zakonnicy do uczennic. Ponadto wystawa prezentuje działalność sióstr zakonnych w Wejherowie w latach pięćdziesiątych, gdy prowadziły tu przedszkole.

Wystawa jest czynna  do 31 października.

Oglądamy na niej m.in. zdjęcia siostry Alicji Kotowskiej. Na pierwszym z nich widzimy młodą kobietę w zakonnym habicie, z delikatnymi rysami twarzy i surowym, skupionym obliczem. Te dwie cechy – ta łagodność i surowość, jakby ze sobą kontrastowały. Na drugim siostra jest starsza. Rysy są znacznie wyostrzone. Niezmienny jest surowy wyraz, silne, nie uznające sprzeciwu oblicze. Chociaż… Może to tylko złudzenie? Dostrzegalna jest jakaś miękkość, gdzieś w głębi, ukryta za maską surowości, zapewne nałożoną z racji pełnionej funkcji, i samej sytuacji fotografowania. Tak, usta siostry złożą się zaraz do uśmiechu, choć pozornie nic na to nie wskazuje.

Trzecie zdjęcie jest inne. Siostra – w towarzystwie jakiegoś dziecka, uśmiecha się. Jest przyjazna, miła, nie ma już śladu po tamtym groźnym spojrzeniu.

Jaka naprawdę była siostra Alicja Kotowska?

Siostra Alicja Kotowska. Źródło: Archiwum Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu

Siostra Alicja Kotowska. Źródło: Archiwum Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu

***

O bohaterce wystawy opowiada Zuzanna Szwedek – Kwiecińska, adiunkt w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie.

Siostra Alicja Kotowska, właściwie – Maria Kotowska, przyszła na świat w 1899 jako drugie dziecko w rodzinie Jana Kotowskiego i Zofii z domu Barskiej. Urodziła się w Karsińcu – niewielkiej miejscowości na Mazowszu. Wychowywała się w rodzinie inteligenckiej. Jan Kotowski skończył konserwatorium muzyczne, był nauczycielem muzyki i organistą. Oczywiście, była to rodzina katolicka, pobożna. Przyszła zakonnica miała czwórkę rodzeństwa, z którego Hania była najstarsza, to z nią Maria miała najbliższy kontakt, dziewczęta chodziły do gimnazjum, co nie było tak oczywiste, jako że wówczas często dzieci były uczone w domu. Jednak Maria i jej starsza siostra Hania zostały oddane na pewien czas na pensję do Warszawy.

Źródło: Archiwum Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu

Rodzina Kotowskich. Maria stoi pierwsza z lewej. Obok niej stoi siostra Hanna. Źródło: Archiwum Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu

Trzeba wspomnieć, że imię Alicja było imieniem zakonnym, przyjętym w momencie święceń. Przed wstąpieniem do zakonu Maria przez bliskich i przyjaciół nazywana była Marylą.

Tam też – na pensji w Warszawie, Maryla poznała swoją przyjaciółkę Marię Przybyłowicz, również późniejszą Zmartwychwstankę. Dziewczyny były wówczas na takim etapie życia, w którym młodzi ludzie się zastanawiają – co dalej robić? Czy pójść na studia? Może zdecydować się na coś innego? Coraz częściej pojawiały się rozmowy, czy nie wstąpić do zakonu, a jeżeli już – to do jakiego?

W 1918 roku Maria Kotowska miała 19 lat. Wstąpiła wówczas w szeregi Polskiej Organizacji Wojskowej, niosła pomoc rannym żołnierzom. Od marca do listopada 1920 roku działała w szpitalach wojskowych jako siostra Czerwonego Krzyża. Za tą działalność została odznaczona Krzyżem Polonia Restituta. W tym czasie zapewne kształtowała się jej przyszła patriotyczna postawa. Jej zaangażowanie w pomoc rannym można łączyć z faktem, że później rozpoczęła studia medyczne. Stwierdziła wówczas, że będzie to użyteczne, przydatne, że będzie mogła pomagać rannym, leczyć ludzi. Była osobą trzeźwo myślącą i praktyczną, stąd też taki wybór studiów.

Jednak coraz częściej odzywał się w niej głos wskazujący, że jej drogą życiową powinno być powołanie do życia zakonnego. Co ciekawe, jeśli chodzi o rodziców, to ojciec nie miał nic przeciwko, natomiast mama trochę się zastanawiała, czy aby to jest właściwa droga, tym bardziej, że Maria nie wstąpiła do zakonu od razu po maturze. Stało się to dopiero dwa lata później, kiedy już studiowała.

I w 1922 roku napisała list do Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek do Kęt gdzie znajdował się nowicjat. Prosiła w nim o przyjęcie do zakonu.

Dlaczego wybrała właśnie ten zakon? Jest to zgromadzenie kontemplacyjno – czynne. Czyli, że obok modlitwy, obok praktyk religijnych, oddania Bogu, bardzo ważny jest wymiar oddania się ludziom, pracowania z ludźmi i dla ludzi. Fakt, że wybrała Zgromadzenie Zmartwychwstanek, w dużej mierze wynikało także z umiłowania ojczyzny, chęci służenia jej.

W liście do zgromadzenia, który wysłała w 1922 roku, napisała pokrótce kim jest i opisała swoje wielkie pragnienie zostania siostrą zakonną. Napisała też, że niestety nie jest z rodziny zbyt majętnej. Wówczas wymagano posagu od nowicjuszek, aby móc wstąpić do Zgromadzenia. Okazało się, że ojciec zdobył środki, żeby jego ukochana córka mogła wstąpić do Zmartwychwstanek.

Dwa lata później, w 1924 roku Maria Kotowska, już jako siostra Alicja, przyjmuje śluby czasowe, po kolejnych 4 latach, w 1928 roku przyjmuje śluby wieczyste. Te cztery lata to czas, w którym przebywa w nowicjacie , przechodzi ścieżkę przygotowującą do ślubów wieczystych. Kształtuje się jako zakonnica. To, co w jej przypadku od początku zwracało uwagę przełożonych, to była skłonność do kontemplacji siostry Alicji, i do szczególnego umiłowania modlitwy, ale też do „wychodzenia na zewnątrz”, do służenia pomocą. Miała szczególne cechy – była niezwykle wymagająca i krytyczna wobec siebie, twierdziła że brakuje jej cierpliwości, ofiarności wobec współsióstr, i uczennic (które miała nauczać w przyszłości). Ta samokrytyka i surowe traktowanie siebie – to były jej bardzo charakterystyczne cechy, zauważalne już od momentu wstąpienia do zgromadzenia.

Wtedy też zmieniła kierunek studiów – przełożeni stwierdzili, że jest potrzeba żeby była nauczycielką chemii. Rozpoczęła więc studia chemiczne porzucając medycynę, podporządkowała się w ten sposób woli przełożonych.

Ze wspomnień współsióstr wynika, że w tym czasie Alicja odczuwała pragnienie zjednoczenia się z Chrystusem cierpiącym. Sama powiedziała – w 1926 roku, jako bardzo młoda siostra, że „kocha cierpienie z daleka”. Miała w sobie pragnienie cierpienia z miłości do Boga. To był taki rys przyszłej męczennicy, która czuła, że Bóg oczekuje od niej przyszłej ofiary, ale jeszcze nie daje jej tego cierpienia, bo nie jest jeszcze na to gotowa. I pragnienie cierpienia, nie do końca dla nas, zwyczajnych ludzi, zrozumiałe, spełniło się w 1939 roku, dokładnie 11 listopada, kiedy poniosła męczeńską śmierć…

Do Wejherowa trafiła trochę z przypadku. Stwierdzono, że to nie jest najlepszy pomysł, żeby powierzać placówkę siostrze bez doświadczenia w kierowaniu takim obiektem. Jednak ze względu na charakter – no to, że była bardzo wymagająca wobec siebie i bardzo poważnie traktowała powierzane jej zadania, zdecydowano się na to. Do Wejherowa przyjechała w lipcu 1934 roku. Miała wówczas 35 lat. Została dyrektorką tutejszej placówki – Prywatnego Żeńskiego Gimnazjum Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Wejherowie (w październiku 1938 roku zmieniło nazwę na: Prywatne Gimnazjum Żeńskie pw. Królowej Polskiego Morza w Wejherowie).

Tu, na Kaszubach, na początku siostry nie miały łatwo. Kilka z nich spało w klasach urządzając sobie posłanie każdego wieczoru, inne w lokalach prywatnych. Tak, czy inaczej – rozpoczęły pracę. Prowadziły szkołę, przedszkole, internat, rekolekcje.

Nadszedł 1939 rok. Okazało się, że na siostrę donosił na gestapo woźny, nazywał się Franciszek Pranga.

W połowie września, razem z siostrą Kotowską zakopał paramenty w ogrodzie. A potem doniósł Niemcom o fakcie ich ukrycia. Jednak nie tylko sprawa ukrycia paramentów spowodowała aresztowanie przez Gestapo.

Siostra Alicja Kotowska, w ciągu pięciu przewodzenia szkołą, internatem, dała się poznać w Wejherowie jako żarliwa patriotka, przedstawicielka lokalnej inteligencji. Bardzo dbała o język polski, angażowała się w akcje społeczne, na przykład; 14 października 1937 odbyło się przekazanie sztandaru i sprzętu wojskowego 1 Batalionowi Morskiemu. Zakup odbył się ze zbiórek dokonanych przez społeczeństwo powiatu morskiego. Siostra Alicja Kotowska brała czynny udział w gromadzeniu funduszy na ten cel. Angażowała się w działalność patriotyczną, wszelkie święta narodowe były czczone akademiami. Razem z uczennicami była u prezydenta Mościckiego. Dbała o to, żeby dziewczęta miały kontakt ze stronami rodzinnymi. Wychodziła z założenia, że poprzez wycieczki edukacyjne wzbudzi w swoich uczennicach umiłowanie do stron rodzinnych a przez to do całego kraju. Dziś powiedzielibyśmy, że była osobą nowoczesną, nie bała się na przykład zabrać swoich uczennic na wycieczkę motorówką, na zwiedzanie portu handlowego i wojennego w Gdyni. Nie bała się nowinek i działania niekonwencjonalnego… Wychowywała dziewczęta na przyszłą inteligencję, na osoby otwarte i pełne patriotyzmu zarazem.

A egzekucje w Piaśnicy, jak wiemy z historii, miały na celu likwidację polskiej inteligencji na Kaszubach i Pomorzu.

Siostra Alicja Kotowska przed aresztowaniem przez gestapo została ostrzeżona. Przyszła do niej jedna z matek jej uczennic, powiedziała, że prawdopodobnie zostanie ona w najbliższych dniach aresztowana. Siostra stwierdziła, że zdaje sobie sprawę z tego, że takie zagrożenie istnieje, ale pozostanie na swoim posterunku, pozostanie wierna swemu powołaniu i obowiązkom. I nie chce – poprzez ewentualne swoje zniknięcie, narażać pozostałych sióstr na represje.

Gestapo przyszło po nią 24 października. Siostry modliły się wówczas. Z relacji świadków wiemy, że gdy wychodziła w asyście gestapowców, krzyknęła że wybacza wszystko woźnemu Franciszkowi.

W wejherowskim więzieniu w celi była sama. Z relacji świadka, który znalazł się wówczas w więzieniu, a po wojnie zgłosił do sióstr i opowiedział o pobycie tam siostry Alicji, wiemy, co działo się po jej aresztowaniu. Cieszyła się, że nie musiała rezygnować ze swojego stroju zakonnego. Nie skarżyła się. Nie była torturowana fizycznie, chociaż Niemcy np. włączali jej światło w nocy, zrywali z łóżka, żeby nie mogła spać. Zajmowała się cerowaniem, naprawą ubrań innych więźniów, dużo modliła się.

Jedna z uczennic, która przebywała wówczas w pobliżu więzienia widziała moment, w którym siostrę wyprowadzano do transportu do Piaśnicy. Alicja Kotowska wyszła z budynku, podeszła do grupy dzieci żydowskich, które tam stały, wzięła je za ręce próbując dodać im otuchy. Razem z nimi wsiadła do ciężarówki, która pojechała do lasów piaśnickich. To ostatnia relacja dotycząca siostry Alicji Kotowskiej. Był 11 listopada 1939 roku.

Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Po wojnie – w 1946 roku, kolejna uczennica siostry Alicji Kotowskiej prowadziła ekshumacje grobów piaśnickich. W grobie nr 7 odnaleziono różaniec, dość charakterystyczny – taki, które zazwyczaj miały przy sobie Siostry Zmartwychwstanki. To jest jedyna oznaka, że być może jej ciało znajdowało się w tym grobie, choć najpewniej zostało spalone, tak, jak wiele innych ciał.

Czego dziś może nas nauczyć siostra Alicja Kotowska? Odwagi w podążaniu i trwaniu we własnym powołaniu. Nie mam na myśli powołania akurat do życia zakonnego. To może być powołanie do życia w rodzinie, do bycia żoną lub mężem, do pokonywania trudności, do wytrwałości. Do bycia nieugiętym w tym, co sobie postanowimy. I do tego by nie bać się przeszkód, by wierzyć, że wszystko ma sens, i że to co nas spotyka, jest potrzebne. Siostra Alicja Kotowska była wierna do końca i myślę, że każdemu można życzyć, żeby był wierny samemu sobie, wierny temu, w co wierzy.

[zanotował Tomasz Słomczyński]

Zuzanna Szwedek – Kwiecińska. Źródło: archiwum prywatne

Zuzanna Szwedek – Kwiecińska. Źródło: archiwum prywatne

***

Siostra Alicja Kotowska została beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II w Warszawie 13 czerwca 1999 w grupie 108 polskich męczenników, ofiar II wojny światowej.

***

Mówi Jan Daniluk, historyk, pracownik Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku:

– Często w Polsce zapomina się o tym, co działo się na Pomorzu, między innymi w Piaśnicy, Szpęgawsku i w wielu innych miejscach. Szacuje się, że do stycznia 1940 roku Niemcy wymordowali na Pomorzu 40 tysięcy ludzi – Polaków, Żydów, Kaszubów – obywateli Polski. Co prawda, trwające obecnie badania wskazują, że ta liczba może być mniejsza, najprawdopodobniej będzie to trzydzieści kilka tysięcy ofiar, ale to w żadnym razie nie umniejsza konieczności kultywowania pamięci o tych ludziach. Dodam, że egzekucji na taką skalę nie było wówczas w żadnym innym rejonie w Polsce.

W samej Piaśnicy w okresie od października 1939 roku do kwietnia 1940 roku Niemcy zamordowali ok. 10 tys. Polaków, Kaszubów, Żydów – mieszkańców Pomorza, głównie przedstawicieli miejscowej inteligencji.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły