Józef Chełmowski - artysta bez taryfy ulgowej - Magazyn Kaszuby
Józef Chełmowski

Józef Chełmowski – artysta bez taryfy ulgowej

“Czarodziejski Ogród Józefa Chełmowskiego w zdjęciach Leszka J. Pękalskiego” – to wyjątkowa wystawa, a właściwie dokument – zdjęcia z domu i ogrodu Józefa Chełmowskiego w Brusach-Jaglie, robione na przestrzeni lat 2000 – 2015.

Wyjątkowość tej wystawy polega na tym, że opowiada o spotkaniu dwóch artystów. Jednym z nich jest gruntownie wykształcony wykładowca trójmiejskich uczelni, drugi zaś – to tzw. artysta ludowy. Choć zazwyczaj termin “sztuka ludowa” postrzegana jest jako gorsza siostra tej właściwej, “wysokiej”, która prezentowana jest na wielkomiejskich salonach, to w przypadku Józefa Chełmowskiego, podział taki przestaje mieć rację bytu. Mówi nam o tym sam autor zdjęć prezentowanych na wystawie w Muzeum Zachodniokaszubskim w Bytowie, artysta fotografik Leszek Pękalski.

[rozmawia Maria Dowgiałło]

Jak rozpoczęła się pańska znajomość z Józefem Chełmowskim?

Leszek Pękalski: Po raz pierwszy spotkałem go w 2000 roku. Dostałem zlecenie na zdjęcia z całego województwa Pomorskiego, aż do Debrzna i Bóg wie, gdzie jeszcze… Miałem w scenariuszu wielu twórców ludowych, ale z tych wszystkich twórców zapamiętałem tylko jednego.

Józefa Chełmowskiego, jak sadzę. Dlaczego właśnie jego?

Pozostali wiadomo – jak to twórcy ludowi, jeden coś tam rzeźbił, drugi coś tam malował. Natomiast jak przyjechałem do Chełmowskiego i zobaczyłem co tam jest, to mi szczęka opadła. Dosłownie.

Jak go pan zapamiętał?

Uroczy gaduła, filozof, pisarz, konstruktor. Szalenie ciekawy świata, bardzo żywo reagujący na wszystko co się wokół dzieje. Niektóre jego rzeźby i obrazy komentowały bieżące wydarzenia, na przykład wybór Bergoglio na Papieża. Niektóre były wynikiem jego lektur – Goethego na przykład, w oryginale. Chociaż to był człowiek słabo kształcony. Skończył szkołę podczas okupacji niemieckiej. Zresztą niemieckim posługiwał się zupełnie swobodnie. Reszta to już była autoedukacja. Typowy samouk, bardzo otwarty na wszystko. Miał swoją własną filozofię, to było takie, powiedziałbym, trochę „nieortodoksyjne”. Konstruował maszyny które prawie działały, Perpetuum mobile, piętrowy rower, instrumenty, które prawie grały. Wszystko co przeczytał i usłyszał przetwarzał po swojemu. Miał swój własny intelektualny, bardzo ciekawy, świat. Na dłuższą metę to, było trochę męczące bo facet gadał i gadał, i jeszcze gadał. Po pewnym czasie już się odlatywało, a on mówił dalej.

[śmiech]

Józef Chełmowski

Józef Chełmowski. Fot. Leszek Pękalski

Co Pan – kolega po fachu, również artysta, sądzi o twórczości Józefa Chełmowskiego?

Był to artysta bez żadnej taryfy ulgowej. Artysta całą gębą, ogromnie utalentowany, z kolosalnym wyczuciem formy. Właściwie nie spotkałem jeszcze nikogo, włącznie z plastykami kształconymi, kto by pozostał obojętny wobec tego co można zobaczyć w jego Czarodziejskim Ogrodzie w Brusach. Trzeba tam pojechać i to zobaczyć, i dopiero wtedy naprawdę coś się na ten temat wie. Nie odda tego żadna wystawa, żadne opowiadania, żaden film. Trzeba tam sobie tam postać, popatrzeć, pochodzić… Uwielbiałem obserwować jak tworzył. Zawsze siadał sobie na kawałku drewna z filiżanką kawy, na świeżym powietrzu, w zagrodzie. Siedział tak i tylko patrzył, i było widać , że myśli, że coś mu tam po głowie chodzi. Sam jestem artystą, więc znam ten klimat pracy.

Józef Chełmowski

Józef Chełmowski. Fot. Leszek Pękalski

Co skłoniło Pana do zorganizowania wystawy pt. Czrodziejski Ogród Józefa Chełmowskiego?

Trzy lata temu, wróciwszy za którymś razem do Sopotu, już po śmierci Pana Józefa, spotkałem w Operze Leśnej Władysława Zawistowskiego – dyrektora Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego. Powiedziałem mu, że jestem bardzo zmartwiony, wstrząśnięty wręcz tym, jak spuścizna po Józefie Chełmowskim popada w ruinę. Na co on mówi: „ Słuchaj, to może byś zrobił wystawę?” Stwierdziłem – czemu nie? Dostałem jedno stypendium z Urzędu Marszałkowskiego na uporządkowanie archiwum, drugie dostałem w zeszłym roku już na przygotowanie wystawy. Jednak, tam na miejscu, nadal to wszystko niszczeje. Rzeźby są drewniane, niezakonserwowane, stoi to normalnie w ziemi i gnije od spodu… Od góry świeci słoneczko i pada deszcz, więc to obłazi z farby i porasta mchem. Ma to swój wdzięk, ale jakby to rzec… To nie jest akurat ten rodzaj sztuki, który zyskuje na spatynowaniu. Zresztą sam Chełmowski twierdził, że nie był zainteresowany tym, żeby jego dorobek po nim pozostał… No ale to my teraz, po jego śmierci, jesteśmy tym zainteresowani.

Ma pan pomysł, jak uratować Czarodziejski Ogród?

Cała ta zagroda to własność prywatna, a dopóki tak jest, nic nie można zrobić. Istnieje przepis , który nie pozwala na to by pakować państwowe, municypalne czy samorządowe pieniądze we własność prywatną. Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić żeby w tej chwili wysiedlać stamtąd Panią Chełmowską i przejmować to jako coś w rodzaju skansenu. Wówczas to straciłoby ten charakter, jaki ma dzisiaj. Tam się wałęsają kury, jabłonie ronią jabłka, a poza tym pani Jadwiga bardzo dba o ten ogród. Cała zieleń, wszystkie kwiaty, wszystko co współdecyduje o uroku tego miejsca – to jest  dzieło Pani Jadwigi. Zresztą moja żona Hanna zaprzyjaźniła się z Panią Jadwigą…

[Do rozmowy wtrąca pani Hanna – żona Leszka Pękalskiego, ze śmiechem: “Bo jak Leszek fotografuje to ja muszę czymś Panią Jadwigę zająć, żeby mu na ręce nie patrzyła.”]

Jak jest pani Jadwiga Chełmowska?

To typowa Kaszubka, dumna, taka trochę szorstka, ale przy tym ogromnej dobroci i ogromnie miła i wrażliwa. Schowana za tę swoją skorupę. Poza tym była żoną artysty, a one muszą być twarde.

[Śmiech pani Hanny: “Coś w tym jest”]

My bujamy gdzieś w stratosferze myślą, a ktoś musi pilnować żeby się to wszystko nie rozleciało. Artyści są egoistami, nie mogą być inni, bo to co robią jest najważniejsze dla nich, więc żyje się z nami ciężko. Moja żona na czterdziestą rocznicę ślubu powiedziała mi: „Nie było z Tobą łatwo, ale zawsze było interesująco” .

Jak wygląda Pańska wystawa, prezentowana obecnie w Bytowie?

Wisi 16 prac, zdjęć jest ponad 100 . Zrobiłem to w postaci plansz. Plansze są różnej wielkości, największe mają ponad 2 m. Są trzy plansze datowane, które pokazują jak “rosły” jego dzieła. Na przykład jest taki szczyt nad stodołą gdzie najpierw była tylko jedna rzeźba Kopernika, potem doszły rzeźby Skłodowskiej, Arystotelesa, Archimedesa, i to tak narastało. W drugim wypadku jest ściana , która na pierwszym zdjęciu jest jeszcze goła, na drugim pojawia się jedna pięciolinia z nutami, która stopniowo jest coraz bardziej rozbudowana. Na końcu okazuje się, że to jest zapis nutowy utworu „Nad pięknym, modrym Dunajem” Straussa. Ślicznie zrobione, troszkę to przypomina holenderskie kafelki. Trzecia plansza pokazuje jak wszystko niszczeje. Są zdjęcia z roku 2000, kiedy to wszystko jeszcze było barwne i lśniące, a potem rok 2014 gdzie zostały już tylko smętne resztki.

Józef Chełmowski - fotografie Leszek Pękalski

Fot. Leszek Pękalski

Powiedział Pan „ja tylko rejestrowałem to, co zobaczyłem, więc jeśli jest tu jakaś sztuka, to jego, a nie moja…” Czy mógłby to Pan rozwinąć?

Ja się schowałem za Chełmowskiego. Tam na dobrą sprawę nie ma żadnego komentarza odautorskiego i żadnej, broń Boże próby tworzenia sztuki, nic z tych rzeczy, bo ta sztuka tam jest , sztuka to jest to, co sfotografowałem. Jedyne co, to starałem się tak poukładać te zdjęcia (na planszach) by tworzyły jakąś narrację. Jakąś logiczną całość. To nie są chaotyczne zdjęcia na planszach, tylko z pewnym pomysłem.

Czy odbędzie się więcej edycji wystawy?

Miały być dwie edycje, najpierw w czerwcu w Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, a potem jesienią w Bytowie. Dyrektorką Muzeum Etnograficznego była Pani Wiktoria Blacharska, z którą mi się świetnie dogadywało. Ustaliliśmy wystawę na czerwiec.

Tymczasem zmieniła się dyrekcja. O tym, że nie będę miał wystawy w Muzeum Etnograficznym w tym terminie dowiedziałem się przechodząc obok muzeum, gdy zobaczyłem ogłoszenie, że od czerwca będzie w Muzeum wystawa pt. „Wesele Rumuńskie”.

W wyniku zmiany dyrekcji moja wystawa została odłożona ad Kalendas Graecas. Ja jednak nie mam zamiaru czekać ponieważ rok 2017 został ogłoszony Rokiem Chełmowskiego.

Czy pana zdaniem wycofanie się z projektu wystawy przez dyrekcję muzeum mówi nam coś na temat relacji Kaszuby – Trójmiasto?

Tak. To jest doskonały przykład jak miasto się broni przed pokazaniem sztuki Józefa Chełmowskiego. Kaszubszczyzna powinna być bliższa niż „Rumuńskie Wesele” – skądinąd przepiękne, ale mając na podorędziu takiego pana Chełmowskiego powinni mnie w zasadzie po rękach całować, że przygotowałem wystawę. Dosłownie. Dla mnie Kaszuby w Trójmieście nie istnieją, dla mnie Kaszuby się zaczynają, jak wyjeżdżam z Trójmiasta.

Leszek Pękalski

Leszek Pękalski. Fot. Erazm Wojciech Felcyn (ZPAF)

***

Józef Chełmowski, urodził się 26 lutego 1934 roku w miejscowości Brusy- Jaglie, gdzie spędził całe życie. Zmarł 6 lipca 2013 roku.

Tworzył prawie 40 lat. Potocznie nazywany jest twórcą ludowym. Miał wiele indywidualnych i zbiorowych wystaw w Polsce i za granicą. Odwiedzają go licznie turyści oraz kolekcjonerzy z Polski, Niemiec i krajów skandynawskich. Na temat jego oryginalnej twórczości i osobowości powstało już kilkanaście filmów dokumentalnych, setki artykułów prasowych, prace magisterskie i wiele wydawnictw towarzyszących indywidualnym wystawom.

Jego największym osiągnięciem malarskim jest obraz Panorama Apokalipsy o łącznej długości ponad 55 metrów i szerokości około 80 cm. Dzieło to jest przełożeniem na język wizualny Apokalipsy św. Jana.

Józef Chełmowski był rodowitym Kaszubem, jego żona Jadwiga – Kaszubką. Rodzina Chełmowskich „od zawsze” mieszkała na tym terenie. Kaszubska tożsamość bardzo wyraźnie odciska się w twórczości Chełmowskiego. W wielu scenach biblijnych jego autorstwa krajobrazy utożsamiane są z najbliższymi okolicami. Dlatego Brusy z wieżami kościołów i charakterystyczną zabudową często przedstawia autor jako odwzorowanie Jerozolimy.

***

Leszek J. Pękalski urodził się 3 czerwca 1944 w Korczynie k. Krosna, od 1945 roku mieszka w Sopocie.

Artysta fotografik, wśród swoich zainteresowań zawodowych i artystycznych wymienia: portret, reportaż, dokument społeczny, pejzaż, architektura. W 2012 roku w wydawnictwie „Helion” ukazała się jego książka, rodzaj podręcznika, „Kalejdoskop fotografii”. Od wielu lat zajmuje się również dydaktyką fotografii. Przez kilkanaście lat wykładał technikę i technologię fotografii na gdańskiej ASP, był wykładowcą i vice-dyrektorem d/s programowych i artystycznych w sopockich Warsztatach Fotograficznych Hejbera, a następnie w również sopockiej szkole “Fotomedia”. Przez kilka lat prowadził zajęcia z fotografii prasowej w Instytucie Dziennikarstwa w Gdyni. Był współzałożycielem i wicedyrektorem ds. programowych i artystycznych Trójmiejskiej Szkoły Fotografii, trzeciej z kolei ulokowanej w Sopocie. Wielokrotnie zapraszany do udziału w jury konkursów fotograficznych. Posiada uprawnienia rzeczoznawcy Ministerstwa Kultury d/s fotografii artystycznej oraz odznakę Zasłużony Działacz Kultury. 

Jest autorem wystawy fotograficznej pt. Czarodziejski Ogród Józefa Chmielowskiego. Wernisaż wystawy odbył się w piątek 23 września 2016 o godz. 15:00 w Muzeum Zachodniokaszubskim w Bytowie. Więcej o wystawie: TUTAJ

***

Obejrzyj film “Ostańce próśb” o Józefie Chełmowskim (8 min.) [realizacja: Andrzej Dudziński]

Obejrzyj film “Księga Aniołów Józefa Chełmowskiego” (51 min.) [scenariusz i reżyseria: Andrzej Dudziński]

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły