"Inka" i wymachiwanie chorągiewkami - Magazyn Kaszuby
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

“Inka” i wymachiwanie chorągiewkami

Żołnierze Niezłomni na Pomorzu i Kaszubach działali stosunkowo krótko. Mimo to zdołali mocno dać się we znaki funkcjonariuszom UB i MO.

5 Wileńska Brygada AK pod dowództwem mjr. Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki” została odtworzona w Sztumie na początku 1946 roku, zaś w Borach Tucholskich w kwietniu (wcześniej działała na terenie Wileńszczyzny).

Przez kilka miesięcy Niezłomni od Łupaszki działali na Pomorzu – na terenie od Sztumu, przez Tucholę, do Kartuz i Sierakowic.

Jak pisze Szymon Nowak w książce “Oddziały Wyklętych”, początkowo Szendzielarz dysponował zaledwie kilkunastoma partyzantami… “ale w niedługim czasie oddział powiększył się do maksymalnego stanu około 70-80 żołnierzy. Odtworzona brygada podzielona została na trzy pododdziały (szwadrony) (…) Uzbrojenie oddziałów składało się głównie z broni maszynowej: radzieckich erkaemów Diegtariowa i pepesz oraz niemieckich karabinów szturmowych MP-43 (tzw. derkaczy).

Niezłomni na Pomorzu siali postrach wśród funkcjonariuszy nowej władzy. Depesze o działaniach “bandy” docierały co kilka dni. Jak pisze Szymon Nowak:

“Po wyjściu w pole, 8 maja niedaleko Osiecznej szwadron ‘Żelaznego’ rozbroił 20 żołnierzy LWP, UB i MO. Tego samego dnia grupa ‘Lufy’ zajęła dwa posterunki MO w Karsinie i Jarocinie; milicjantów rozbrojono. 11 maja oddziały 5. Brygady rozbroiły grupę operacyjną UB i KBW pod Bartlem.”

19 maja szwadron “Żelaznego” przeprowadził 100 kilometrowy rajd samochodami, który przeszedł do legendy. Trwał 12 godzin – piętnastoosobowy oddział zdołał w powiecie kościerskim i starogardzkim  rozbroić 7 posterunków milicji, zlikwidować 2 placówki UBP, rozstrzelać 4 pracowników UB i jednego funkcjonariusza ORMO.

Danuta Siedzikówna "Inka"

Danuta Siedzikówna – Inka

Dwa dni później żołnierze od Łupaszki zbliżyli się do Kartuz. We wsi Podjazy koło Sulęczyna oddział napotkał trzydziestoosobową grupę kartuskich milicjantów i funkcjonariuszy UB. Niezłomni byli zaprawionymi w walce, doświadczonymi żołnierzami – po chwili funkcjonariusze poddali się. Dwóch z nich zginęło. Tego samego dnia byli w Sierakowicach, gdzie rozbroili miejscowego komendanta policji. Wiadomo, że w dniach 23-25 maja byli jeszcze w okolicach Sianowa, Kożyczkowa, Bącza i w Lasach Mirachowskich. W Kartuzach przygotowano na nich zasadzkę, którą jednak zdołali ominąć.

Niezłomni od Łupaszki przebywali na Pomorzu do października 1946 roku.

W jednym z oddziałów służyła wówczas Danuta Siedzikówna “Inka”. Pełniła funkcję sanitariuszki.

W aktach sądowych zachowały się zeznania jednego z milicjantów, który wspominał spotkanie z nią podczas akcji pod Sulęczynem. Funkcjonariusz był ranny, leżał przy drodze. Z odjeżdżającego samochodu Inka rzuciła mu opatrunek. Inni milicjanci zeznawali, że Inka wydawała rozkazy swoim kolegom, żeby zabijali UB-owców. Oczywiste jest, że zeznania te były nieprawdziwe – oddziały Łupaszki to było karne, regularne wojsko. Sanitariuszka nie mogła wydawać żadnych rozkazów.

Po brutalnym śledztwie, torturach, Inka została skazana na śmierć. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 roku.

Danuta Siedzikówna – Inka, wśród żołnierzy Łupaszki

***

Historia Inki i Zagończyka jest więc składową historii Kaszub – to na tej ziemi prowadzili oni walkę. Niezłomni korzystali z pomocy Kaszubów, bronili ich przed nadużyciami komunistów, ale też wymierzali kary tym, którzy wstępowali w szeregi MO i UB lub donosili nowej okupacyjnej władzy.

Dlatego też w Magazynie Kaszuby zdecydowaliśmy się opublikować felieton odnoszący się do jak najbardziej aktualnych wydarzeń, związanych z uroczystościami pogrzebowymi Inki i Zagończyka. W fali emocjonalnych wypowiedzi przyjmujemy ten tekst jako gorzki, ale potrzebny – bo wyważony i apolityczny, głos rozsądku.

Felieton Tomasza Leszkowicza pt. “Plemienne sztandary wyprowadzić!” – czytaj na następnej stronie.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły