Rosół... koloru smoły - Magazyn Kaszuby

Rosół… koloru smoły

Pewnego ranka, kiedy moja mama Maria uczęszczała jeszcze do siódmej klasy szkoły podstawowej, babcia Konrada, mama mojej mamy, postanowiła pojechać na rynek do Kartuz, aby sprzedać nadmiar jajek i domowej roboty masło.

Zanim jednak udała się na autobus, wydała instrukcje swej najmłodszej latorośli, dotyczące tego, co ta ma przygotować na obiad dla swego ojca oraz matki. Babcia poprosiła córę o przygotowanie na obiad rosołu. Cała frajda polegała na tym, że Marysia miała przygotować go od postaw, co znaczyło również “upolować” kurę z podwórza, “odpiórzyć” ją, oraz ją “wywnętrzyć”, a przekładając na polski kurę złapać, zakatrupić, oskubać z piór i wypatroszyć.

Marysia wielokrotnie obserwowała swą mamę zajmującą się podobnym procederem, w związku z czym babcia Konrada uznała, że córka poradzi sobie bez problemów i ze spokojną głową udałą się na PKS.

Marysia zaś ochoczo zabrała się do pracy. Upolowawszy kurę, pozbyła się jej opierzenia poprzez zamoczenie kury w gorącej wodzie, a następnie oskubała ptaka “do rosołu” – dosłownie i w przenośni. Teraz przyszedł czas na pozbycie się wnętrzności, z czym Marysia uporała się bardzo szybko. Zaraz potem dziewczę przypomniało sobie, że nielota należy opalić. Pewnie wielu z Was o tym nie wie, ale po oskubaniu kury z piór pozostają na jej skórze maleńkie piórka i kolce, których nie da się usunąć, z powodu czego należy ją opalić, co też Marysia spiesznie uczyniła.

Następnie pozostało mojej mamie jedynie pokrojenie warzyw i wrzucenie ich do wody razem z nieszczęsnym ptakiem i pozostawienie lekko pyrkającego rosołu w spokoju przez około 2 godziny. Zmęczona, lecz bardzo dumna z siebie Maria oczekiwała powrotu rodziców.

Kiedy głodni rodziciele powrócili do domu nie omieszkali pochwalić córki za tak skrupulatne przygotowanie głównego dania. Jednak gdy Maria nalała im zupę na talerz wraz z kawałkami kury, spojrzeli na siebie znacząco. Po posiłku babcia zaczęła z córką delikatną rozmowę. Okazało się, że moja mama nie do końca zrozumiała koncept opalania kury – mianowicie opalić należy delikatnie nad niewielkim płomieniem kurę tak, aby zajęły się tylko pozostałe piórka i kolce. A Marysia opaliła ptaka wraz ze skórą, na mahoń, tym samym fundując jej pośmiertnie darmowe solarium!

Naturalnie obie, i matka, i córka jeszcze wiele razy wspominały pierwszy, koloru smoły, rosół Marysi, a ta przekazała tę historię mnie, co niniejszym uwieczniam na łamach Magazynu Kaszuby.

Zadziwiające, ze rosół występuje chyba we wszystkich krajach świata, jako zmodyfikowana do potrzeb podniebienia danej nacji zupa. Szczerze się zdziwiłam kiedy 11 lat temu w Tokio przedstawiono mi japońską odmianę rosołu – tzw. dashi robione na bazie płatków suszonej ryby. Dashi jest podstawą każdej japońskiej zupy, ale stanowi też osobne danie. Zdumienie moje było jeszcze większe, kiedy mniej więcej w tym samym czasie, pomieszkując na pacyficznych wyspach Fidżi, arcygościnni tubylcy zapraszali mnie do swych domów, serwując między innymi “ichnią” odmianę rosołu – z dodatkiem czosnku, imbiru, soku z limonki oraz mnóstwa świeżej kolendry. Przypominam sobie też moją londyńską współlokatorkę, Edytę, Dolnoślązaczkę, która tydzień w tydzień w niedzielę na obiad gotowała rosół. Obczyzna – nie obczyzna, tradycja musiała być zachowana i basta, bo tak samo robiła Edyty mama w jej domu rodzinnym w Polsce.

I kto by pomyślał, że pospolity rosół może być tak kosmopolitycznym daniem?

1 wiejska kura
1 seler
2 marchewki
2 pietruszki
1 cebula
2 łyżki natki pietruszki
sól i pieprz do smaku

Myjemy i obieramy warzywa. Kurę umytą wkładamy do garnka z zimną wodą 2 litry.
Doprowadzamy do wrzenia. Jeśli rosół ma być klarowny zdejmujemy pianę. Gotujemy przez około 1 godzinę na wolnym ogniu. Następnie dodajemy warzywa i gotujemy na małym ogniu przez kolejną godzinę aż warzywa będą miękkie. Cebulę należy zrumienić zanim dodamy ją do zupy. Zupę podajemy z makaronem, posypaną natką pietruszki oraz z porcją mięsa z rosołu.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły