Demon to nie "wiocha". Demon to "brand" - Magazyn Kaszuby
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Demon to nie “wiocha”. Demon to “brand”

20151128_132125

Diabelski Kamień nad jeziorem Kamiennym w Lasach Mirachowskich. Fot. Tomasz Słomczyński

Zwyczajny kamień, jeśli ma obwód kilkunastu metrów, nie ma prawa znajdować się na Kaszubach.

– Zawsze to jest albo diabelski albo stolemowy kamień. A zdarza się, że jeden kamień, w zależności od opowieści, jest albo stolemowy albo diabelski – mówi Roman Drzeżdżon, kaszubski pisarz, satyryk i publicysta. – To dodaje uroku Kaszubom, tylko że my tego jeszcze nie pokazujemy tak, jak byśmy mogli to robić. W Irlandii widziałem że co kamień, to zaraz stoi przy nim centrum kultury.

Aleksander Labuda w książce „Bogowie i duchy naszych przodków” opisał 95 duchów i zjaw, które były spotykane na Kaszubach (1). Postaci te wkraczają ze swoją magią w praktycznie każdą sferę życia – od miłości i seksu, przez „wzdychanie i pocieszanie”, „kołtuny i niedołęstwo” czy „złudę na bagnach” po wieczne potępienie.

***

Przed pięciu laty w Dzienniku Bałtyckim ukazał się artykuł mojego autorstwa, pod tytułem: „Kaszuby jak z powieści Tolkiena”. Postawiłem w nim tezę, że – z jednej strony, mamy na Kaszubach bardzo oryginalną mitologię, w której występują różne, nie spotykane nigdzie indziej demony, z drugiej zaś – są to opowieści kompletnie nieznane, nie tylko w odległych zakątkach kraju, ale także na przykład w Trójmieście.

Czy coś się zmieniło w ciągu ostatnich pięciu lat?

Roman Drzeżdżon twierdzi, że tak.

W gminie Gniewino stanęły stolemy. Wielkie figury (jak na olbrzymów przystało). Stały się czymś, co w świecie reklamy nazywa się brandem gminy. Włodarze podjęli decyzję o tym, że legendarne olbrzymy będą znakiem charakterystycznym Gniewina.

W gminie Linia stanęły drewniane duchy, zjawy i diabły. Purtk, Borowa Ciotka, Retnik, Polnica – jest ich w sumie 13, a łączący je szlak turystyczny liczy 85 kilometrów.

W Ostrzycach zaś, na licznie odwiedzanej przez turystów promenadzie nad jeziorem, powstała Aleja Legend Kaszubskich z dwudziestoma kamiennymi tablicami na których znajdują się ilustracje do podań i bajek z takimi postaciami, jak radunice, bóg Gosk czy kobiety-mewy.

***

Inicjatywy poszczególnych gmin nie zmieniają jednak ogólnego stanu rzeczy, że dzieci na Pomorzu  – podobnie jak w całej Polsce, nie bawią się w krośnięta i stolemy, tylko w hobbity i krasnoludy. To oczywiste.

Roman Drzeżdżon jest również pracownikiem Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej. Demonologią zajmuje się zawodowo.

– To jest efekt centralizacji edukacji i macdonaldyzacji kultury. O wierzeniach ludowych w szkołach nie nauczano, teraz może troszkę więcej się o tym uczy, ale wciąż to jest za mało. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych te opowieści żyły w wiejskich chatach ale nie za bardzo miał kto je przekazywać. Wierzenia ludowe traktowane były jak „wiocha” i „obciach”.

Dziś to już nie jest „obciach”. Wręcz przeciwnie – powoli zaczyna być znakiem rozpoznawczym – na razie poszczególnych gmin, a w przyszłości, być może – całych Kaszub. Jednak, żeby mogło się tak stać, demonologia kaszubska musi zyskać swojego ambasadora – najlepiej w postaci twórcy, który będzie potrafił przełożyć „magiczną” literaturę kaszubską (i szerzej – kulturę ludową Kaszub) na atrakcyjny przekaz dla współczesnego konsumenta kultury masowej.

Roman Drzeżdżon:

– Literatura kaszubska jest bardzo bogata we wszelkiego rodzaju legendarne motywy. Sam Remus to jest powieść napisana właściwie na podstawie opowieści ludowych. Tam się pojawiają wszystkie najważniejsze postaci, czarownica, mora, stolem, Smętek przede wszystkim.

Ale literatura kaszubska, poza wyjątkami, do których należy „Remus” Majkowskiego, jest napisana w języku kaszubskim. Dopóki nie zostanie przetumaczona na polski, temat jest zamknięty.

– Oczywiście, ważne są tłumaczenia literatury kaszubskiej. Ale też promocja, promocja i jeszcze raz: promocja, a w związku z tym – pieniądze, pieniądze i jeszcze raz: pieniądze. Bez tego dzisiaj żaden twórca się nie przebije – stwierdza kaszubski demonolog.

Skoro Kaszuby nie doczekały się jeszcze swojego Kazimierza Tetmajera, albo bardziej współcześnie: Andrzeja Sapkowskiego, pozostaje strategia małych kroków. Małych, ale jakże ważnych.

Roman Drzeżdżon:

– Razem z Grzegorzem Schramke opracowujemy aktualnie bestiariusz kaszubski. Chcemy go wydać po polsku, z dobrą grafiką w jakimś ogólnopolskim wydawnictwie. Myślę że w przyszłym roku ukaże się. Mam nadzieję, że będzie źródłem inspiracji nie tylko dla Kaszubów. Zresztą kiedyś rozmawiałem z Andrzejem Sapkowskim, który stwierdził, ze bardzo chętnie wykorzystałby kaszubskie postacie. O naszych bestiach pisali już autorzy fantasy: Rafał Ziemkiewicz czy Jacek Komuda – tłumaczy Drzeżdżon.

***

W najbliższą sobotę w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej – podczas Nocy Muzeów, zostanie otwarta wystawa pt. „Bestiariusz kaszubski”. Wystawa jest podzielona na dwie części. Pierwsza jest przeznaczona dla dzieci – pracownicy muzeum pokażą stolema, czarnoksiężnika, krośnięta, Purtka, Grzenię, Borową Ciotkę. Druga część będzie poważniejsza, będzie podróżą przez literaturę kaszubską, od Floriana Ceynowy po dzień dzisiejszy.

Oprócz wystawy w ramach Nocy Muzeów przewidziano również pokaz filmu “Na psa urok”, opowiadającego o magicznych wierzeniach Kaszubów.

Więcej informacji o wystawie i o Nocy Muzeów w Wejherowie znajdziesz TUTAJ.

(1) Aleksander Labuda “Bogowie i duchy naszych przodków (przyczynek do kaszubskiej mitologii)”, Biblioteka Gminy Wejherowo, Bolszewo 2012.

***

Dziś rozmawiamy z badaczem kultury i literatury kaszubskiej o krośniętach.

W jutrzejszym wydaniu Magazynu Kaszuby porozmawiamy o stolemach, Purtku i innych demonach.

Z Romanem Drzeżdżonem rozmawia Tomasz Słomczyński

Krośnięta to takie krasnoludki… Czy nie?

Zawsze dzieciom tłumaczę że kaszubskie krośnięta to nie są polskie krasnoludki. Bo krasnoludki polskie to są tylko mężczyźni. A na Kaszubach jest inaczej – mamy krośnięta rodzaju męskiego i żeńskiego, mamy też krośnięta – dzieci. Mieszkają w różnych ludzkich domach, ale musi to być dom dobrego człowieka. Jeśli to będzie dom złego człowieka, to one bardzo szybko się z tego domu wyprowadzą.

Co robią u ludzi?

Generalnie rzecz biorąc – pomagają. W pracy przy gospodarstwie na przykład, ale jak widzą, że jest wielka bieda, to potrafią nawet zamieniać szyszki w złoto. Mogą też mieszkać w stajni albo w oborze.

Zawsze pomagają?

Tylko wtedy, gdy gospodarz jest dla nich dobry i w skorupkach od jajek leje im mleka na noc

A jak jest zły?

To zajeżdżają mu konie nocami, że nie może w dzień pracować, sprawiają, ze krowy dają mało mleka bo je w nocy doją albo paszę im zabierają.

Słyszałem wielokrotnie o krośniętach, ale przyznam szczerze – nigdy żadnego nie widziałem.

Bo ich tu już nie ma. Krośnięta już dawno temu opuściły Kaszuby. Wsiadły na okręty i odpłynęły do Szwecji.

Zaraz, zaraz, nie powiedział pan, że Krośnięta mają za uszami takie sprawki, które już mogłyby pod prokuratora podpadać. O tym też słyszałem…

Pewnie pan myśli o podmienianiu dzieci?

No właśnie.

Według mnie to nie do końca jest tak, że to krośnięta robiły. Bajki kaszubskie zostały „wymieszane” z innymi. I prawdopodobnie tu nastąpiło połączenie z tzw. Mamuną, to jest taka postać z demonologii polskiej, która podmieniała dzieci. Nastąpił jakiś import i oskarżono Krośnięta o podmienianie dzieci. Ale to prawda, że jest dużo legend o tym, że krośnięta dzieci podmieniały…

A dlaczego miałyby to robić?

Bo dzieci krośniąt były bardzo brzydkie…

No i…

No i krośnięta chciały mieć ładne i mądre dzieci, takie jak ludzkie. A dzieci krośniąt tylko jadły, jadły i jadły i mogły nawet kilka lat tylko leżeć w kołysce i krzyczeć, i płakać nieustannie.

No to chyba człowiek widział, że ma podmienione dziecko?

Jak się człowiek zorientował, że coś było nie tak, to metoda była tylko jedna. Trzeba było sprać to dziecko krośniąt i wyrzucić na dwór. Wtedy krośnięcka mamusia przychodziła po nie i oddawała dziecko ludzkie…

Miejmy nadzieję, że nigdy nie doszło do pomyłki i żadne ludzkie dziecko nie wyleciało na dwór. Choć również żal krośnięckiego dziecka, bo co one winne, że je mamusia podrzuciła człowiekowi.

No tak. A zastanawiał się pan kiedyś dlaczego zwierzęta, szczególnie krowy, mówią ludzkim głosem w wigilię Bożego Narodzenia?

Nieustannie się nad tym zastanawiam.

No widzi pan… Mówią ludzkim głosem dlatego, że przemawiają przez nie Krośnięta. Krowa, która pasie się na łące może nieopatrznie połknąć takie krośnię i ono mieszka sobie w takiej krowie. I odzywa się tylko raz do roku na wigilię, i dlatego krowy mówią ludzkim głosem.

A, to powiem szczerze, nie miałem o tym pojęcia…

***

Poniższe fotografie przedstawiają fragmenty wystawy, której otwarcie nastąpi w sobotę, podczas Nocy Muzeów w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Krośnięta są dziełem rzeźbiarza Piotra Golli.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły