Bitwa pod Wejherowem. Muzea nieoczywiste - część druga [FILM] - Magazyn Kaszuby
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Bitwa pod Wejherowem. Muzea nieoczywiste – część druga [FILM]

[Zdjęcia: Tomasz Słomczyński]

“Cywili” załadowano na ciężarówki. Wśród nich: kobiety i dzieci. W sumie na dwóch pojazdach około czterdziestu osób. Kilkanaście minut oczekiwania. Nagle zza węgła wyjechała niemiecka Pantera. Czołg ruszył z ponurym dudnieniem silnika. Za nim ciężarówki z “cywilami”.

 

Na drodze ciężarówek stająi niemieccy żandarmi. Kolejny krótki postój. Wokół słychać coraz więcej strzałów. Tak, to zbliżają się sowieci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego. Pierwsze walki – tuż obok “ludności cywilnej” zgromadzonej na samochodach, zaczynają się w miejscu, gdzie Niemcy założyli stanowisko ogniowe przy motocyklu. Po krótkiej wymianie ognia wycofują się, gdy słyszą ryk silnika czołgu T34 z orłem na wieżyczce.

Droga wolna. T34 rusza do przodu. Teraz próbuje go powstrzymać niemiecka armata. Bezskutecznie. Wszyscy żołnierze niemieccy giną na miejscu.DSC_0167

T34 staje na środku piaszczystego placu.

Siedzący w nim żołnierze zapewne nie wiedzą, że postój na odsłoniętej przestrzeni oznacza dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo…

 

***

Tak wyglądał pojedynek czołgów zainscenizowany 1 maja 2016 roku w Muzeum Techniki Wojskowej “Gryf” w Dąbrówce koło Wejherowa. To kolejne „nieoczywiste muzeum”, na które natrafiam podczas swoich kaszubskich wędrówek. Nie jest rządową lub samorządową instytucją kultury. Nie otrzymuje żadnych dotacji. Jest efektem pasji jego założyciela, Mariana Koteckiego. Funkcjonuje od zeszłego roku i powoli przebija się do turystycznych przewodników.

Na terenie dzisiejszego muzeum w czasach PRL-u funkcjonował poligon. Tu żołnierze naszej “ludowej” armii stacjonowali w gotowości do wystrzeliwania rakiet ziemia – powietrze.

Stoimy na dużym dziedzińcu, otoczonym hangarami. Pracownicy muzeum rozsuwają szerokie wrota. Szereg potężnych luf robi wrażenie. Pantera, dwa znane z „Czterech Pancernych” T-34, T-55, Leopard. Poza tym: transportery opancerzone, samochody ciężarowe – mercedesy, ople, ziły, stary, samobieżna wyrzutnia rakiet, nie mówiąc o gazikach, Willys’ie, motocyklu Ural czy zabytkowych osobówkach. W sumie około czterdziestu różnych pojazdów, głównie z okresu II Wojny Światowej, ale nie tylko.

Jak mówi Marian Kotecki, gromadzenie zbiorów zaczęło się przed pięciu laty. Jeśli chodzi o czołgi – najpierw była replika Pantery.

– Potem wpadłem na pomysł, żeby zainscenizować walkę między dwoma czołgami. Potrzebny więc był drugi… I dalej jakoś się to wszystko potoczyło.

Dwa lata temu eksponatów było już tyle, że konieczny stał się zakup terenu po dawnej jednostce wojskowej. Wtedy decyzja o założeniu muzeum była już podjęta.

– Kiedy przyjechałem tu pierwszy raz, oczami wyobraźni zobaczyłem tu muzeum…

Dzisiaj, w remontowaniu poligonowego bunkra pomagają emerytowani żołnierze, którzy przed laty tu służyli. Dzięki nim możliwe jest odtworzenie kolorystyki ścian, napisów na nich, nawet odpowiednich włączników światła. W innej części piętnastohektarowego poligonu znajdują się dwie sale wystawowe. Prezentowana jest tam broń, mundury, wyposażenie żołnierzy z okresu drugiej wojny światowej.

Marian Kotecki ma własne przedsiębiorstwo autobusowe – największe na Kaszubach. Jako właściciel nie tylko autobusów, ale i warsztatów ma możliwości remontowania starych pojazdów, utrzymywania ich w dobrej kondycji (pan Marian z dumą zapewnia, że wszystkie tutejsze pojazdy są na chodzie).

Nie mówi wprost, ile go to wszystko kosztowało, nigdy nie robił takich zestawień. Wspomina tylko o orientacyjnej kwocie siedmiu milionów złotych. Kiedy rozmowa schodzi na temat pieniędzy i ewentualnych zysków ze sprzedaży biletów, biznesmen zwraca uwagę na coś zupełnie innego.

– Tymi nowymi autobusami, które kupuję dla swoich przedsiębiorstw, za 20 lat Chińczycy będą się golili. Pójdą na żyletki. A kto odda na złom ten samochód, który tam stoi? – Kotecki wskazuje na jedną ze swoich ciężarówek z lat czterdziestych, która wygląda jakby właśnie zeszła z taśmy produkcyjnej. – Tak samo mówię do moich mechaników: efekt twojej dzisiejszej pracy będą za 100 lat oglądały twoje prawnuki, także się przyłóż do tego, bo to jest kawałek historii. I jest w tym coś fascynującego, że to możemy oglądać, przejechać się, że to nie są tylko opowiadania w stylu: kiedyś był taki czołg…

Oprócz misji, którą realizuje, Marian Kotecki ma sporo frajdy ze swojej pasji. Słychać w jego głosie rozbawienie, gdy mówi o swoim udziale w filmach historycznych.

– Nasza pantera występowała w filmie „Miasto 44”. Ja strzeliłem w główną bohaterkę – śmieje się. I dodaje pospiesznie: – Ale w „Czasie Honoru” wyzwalałem Gęsiówkę. Uratowałem trzystu Żydów!

Marian Kotecki ma duże sukcesy w biznesie, ale nigdy nie był muzealnikiem. Zdaje sobie sprawę, że po wielu latach pracy w branży przewozowej, teraz wkracza na obcy grunt. Szczerze przyznaje, że nie zna się na prowadzeniu muzeów. Ale, jak mówi, nie ma wyboru. Tak musi być, i już.

– Jestem jak sowiecki żołnierz, który z tyłu ma NKWD, z przodu SS. Myślę sobie, że pójdę szybko do przodu, może mnie esesmani nie trafią, a jak się zatrzymam albo cofnę, to na pewno mnie enkawudziści załatwią, bo są dziesięć metrów za mną. No to idę do przodu – śmieje się pan Marian wskazując na wypełnione czołgami i transporterami hangary.

Korzystałem z: Tomasz Słomczyński, „Jak biznesmen stał się kustoszem”, Uważam Rze, 21.03.2016

Strona internetowa Muzeum Techniki Wojskowej “Gryf” [m.in. fotorelacje, cennik, dojazd] – patrzTUTAJ

***

Poniżej na zdjęciu: Marian Kotecki w wieżyczce Pantery podczas inscenizacji historycznej.

DSC_0179

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły