Piaśnica. Rodzinny rajd, potworna opowieść - Magazyn Kaszuby

Piaśnica. Rodzinny rajd, potworna opowieść

Piasnica art

www.eko-kapio.pl

Słoneczna niedziela, 10 kwietnia. Kilka osób kręci się z rowerami po sporym placu zabaw, zwanym ArtParkiem w Bolszewie. Jest 9.45, a o 10.00 ma wystartować Rajd dla Ofiar Piaśnicy. Dlaczego tak mało jest osób? Może ludzie obawiają się, że będzie smutno? Nudno? Że to trochę jak wizyta na cmentarzu we Wszystkich Świętych? Bo też zastanawiające jest: jak to będzie? Z jednej strony piknikowy nastrój, uśmiechnięte twarze. Z drugiej zaduma, refleksja nad tym co wydarzyło się tutaj podczas drugiej wojny światowej. Czy to da się połączyć?

A jednak nadjeżdżają, zbierają się powoli. Po chwili na placu zabaw jest już cała kolorowa gromada cyklistów.

***

Tymczasem daje się zauważyć, jak organizator imprezy, Bolszewski Klub Rowerowy, dba o uczestników rajdu. Rozdaje zielone, jaskrawe kamizelki i pamiątkowe znaczki. Do sporej już grupki rowerzystów dołącza na sportowo ubrany mężczyzna, który wita wszystkich donośnym głosem, po czym oznajmia jak będzie wyglądał dzisiejszy rajd. Jak zaraz się okaże, jest to radny gminy Wejherowo, pan Wojciech Kuziel.

Na razie jednak uczestnicy zapoznają się z trasą rajdu, który jest podzielony na dwa etapy. Najpierw trasa przebiega z Bolszewa do Rybna, gdzie złożone zostaną kwiaty na grobach ofiar pomordowanych przez hitlerowców. Informacja o tym miejscu nie jest tak rozpowszechniona jak o Piaśnicy, stąd też inicjatywa, aby tam był pierwszy przystanek. Na miejscu będzie czekał sołtys Rybna, pan Andrzej Miedziak, który opowie historię tych mogił.

Cmentarz w Rybnie został odtworzony w 1959 roku. Spoczywa na nim ok. 800 ofiar tzw. “marszu śmieci” – ewakuacji niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Stutthof w 1945 roku. Wśród pochowanych znajdują się więźniowie różnych narodowości, w tym Polki i Węgierki rozstrzelane we wsi Kolkowo w marcu 1945 roku. “Marszem śmierci” nazywa sie ewakuacje obozu KL Stutthof, która została przeprowadzona tuż przed zakończeniem II wojny światowej. Jak czytamy na stronach Muzeum Stutthof w Sztutowie: “Tylko niektórym dane było przeżyć… Szacuje się, że na trasach ewakuacji lądowej i ewakuacji morskiej – rozpoczętej 25 kwietnia 1945 roku – zginęło ok. 20 000 osób (łączna liczba ewakuowanych więźniów wyniosła blisko 37 000) (źródło: groby.radaopwim.gov.pl).”

W drugim etapie uczestnicy rajdu wyruszą do Piaśnicy.

Masowe egzekucje w Piaśnicy rozpoczęły się prawdopodobnie pod koniec października 1939 i były kontynuowane do początków kwietnia 1940. Stanowiły element tzw. Akcji ”Inteligencja” , a ich wykonawcami byli funkcjonariusze SS oraz członkowie paramilitarnego Selbstschutzu. Historycy oceniają, że ofiarą ludobójstwa dokonanego w lasach piaśnickich padło od 12 tys. do 14 tys. ludzi. W gronie ofiar znaleźli się liczni przedstawiciele polskiej inteligencji z Pomorza Gdańskiego uznani za niebezpiecznych dla III Rzeszy: księża, urzędnicy, nauczyciele, żołnierze, działacze Polskiego Związku Zachodniego, rolnicy i robotnicy, a także dyrektor gimnazjum żeńskiego w Wejherowie ze Zgromadzenia s. Zmartwychwstanek błogosławiona s. Alicja  Kotowska. Zginęły tu także osoby narodowości polskiej, czeskiej i niemieckiej przywiezione z głębi Rzeszy. Piaśnica stanowi największe, po KL Stutthof, miejsce kaźni ludności polskiej na Pomorzu w okresie II wojny światowej. Nazywana jest często „pomorskim Katyniem” lub „Kaszubską Golgotą” (źródło: Wikipedia).

Zanim rajdowicze wsiądą na rowery, rozmawiamy z Wojciechem Kuzielem. Opowiada o Dniach Piaśnickich:

–  Jako gmina opiekowaliśmy się grobami w Piaśnicy, ale chcieliśmy żeby to miało inny, szerszy wymiar, stąd jest tak: zaczyna się w piątek od rajdu gwiaździstego, w którym bierze udział młodzież z okolicznych szkół.  To jest pierwszy dzień, piątek. W sobotę jest bieg, i to już też jest tradycja, bo w tym roku była to już VIII edycja, z cyklu Grand Prix Kaszuby Biegają. Rozgrywa się na dystansie 10 km. Myśmy go “zaadoptowali”, żeby uświetnić Dni Piaśnickie. Dzisiaj mamy rajd rowerowy. A w poniedziałek odbędzie się konferencja z konkursem. Obchody są kilkudniowe.

– Który raz organizujecie Rajd dla Ofiar Piaśnicy? Co roku macie tylu uczestników?

– Czwarty raz w takiej formule. W tym roku, jak na rajd rowerowy, to jestem zaskoczony tą ilością. Zawsze było kilkadziesiąt osób, ale dziś jest naprawdę sporo. Jest około 90 osób. Wiemy to po tych znaczkach, które rozdaliśmy.

– Jaki jest dla Was główny cel tego rajdu, rekreacja czy uczczenie pamięci ofiar?

– Główne cele są dwa, właśnie upamiętnienie wydarzeń, które miały miejsce w Piaśnicy, a także w Rybnie, ale też spopularyzowanie tej formy ruchu, jaką jest jazda na rowerze.

Wojciech Kuziel jest członkiem Bolszewskiego Klubu Rowerowego Cyklista. Tak jak pani Justyna, która wyraźnie odróżnia się w tłumie. To sympatyczna, drobna blondynka w okularach. Chętnie nawiązuje nowe kontakty i zbiera numery telefonów od osób niezrzeszonych w klubie, zapewniając, że będzie informować o kolejnych wyprawach. Wszędzie jest jej pełno.

– Nasz klub ma 17 członków “oficjalnych” i wielu “nieoficjalnych”. A na rajdach, jak ktoś nie nadąża, na wszystkich czekamy i ja jestem tego przykładem, muszą na mnie czekać albo mnie pchają. Nikogo nie zostawiamy, jak nie daje rady – śmieje się cyklistka.

Rzeczywiście, jak się później okaże, hasło “nikogo nie zostawiamy”, stanie się hasłem przewodnim rajdu.

***

Dużo jest tutaj osób z małymi dziećmi. Kalina na przykład ma dwa latka. Nie pedałuje jeszcze samodzielnie, nic dziwnego, natomiast chętnie bierze udział w eskapadach swoich rodziców, hiperaktywnych zapaleńców i fanów spędzania czasu na Kaszubach, siedząc jak królowa w przyczepce rowerowej.

Jej mamą jest Ania, skądinąd znana jako autorka relacji opublikowanej w Magazynie Kaszuby (znajdziesz ją TUTAJ).

– Co wy tu robicie?

Ania:

– Jest las, piękne okoliczności przyrody, niepowtarzalnej… I sobie siedzimy. Grochówę dostaliśmy (pomruk zadowolenia i śmiech). Ale tak naprawdę przeczytaliśmy w internecie, że jest ten rajd, a że lubimy jeździć na rowerach i lubimy te okolice leśne, z przyjemnością spędzamy tak niedzielę z innymi rowerzystami. Udało się koleżankę z pracy namówić z rodzinką również na ten wyjazd.

– Widzę, że „ciągacie” ze sobą dziecko. Czemu nie zostawicie jej z babcią, opiekunką?

– Nie możemy zostawić jej w domu, bo cały dzień będzie telewizję oglądać, albo inne głupie rzeczy robić, to nie wiadomo nigdy, więc po prostu musimy ją ciągać ze sobą – śmieje się Ania, i dodaje już poważniej: – Kalina z nami jeździła, odkąd można ją było wsadzić do przyczepki rowerowej. Stwierdziliśmy, że skoro tak nasze życie wyglądało zanim ona się pojawiła na świecie, to spróbujemy ją do tego życia zaprosić, może będzie chciała z nami tak sobie spędzać czas. No i okazało się, że dziecko się bardzo dobrze zaadaptowało do takich warunków. Byliśmy z nią na wyprawach rowerowych, na nartach, i w tej naszej przyczepce spędza sobie czas z nami na świeżym powietrzu.

– Czy spotykasz się z zaskoczeniem otoczenia, albo z oburzeniem, że zabierasz ze sobą wszędzie dziecko?

– Chyba ludzie nie są już zaskoczeni ani zgorszeni. Teraz podróżowanie z dziećmi jest bardzo modne. Jak wpiszesz do wyszukiwarki „podróżowanie z dzieckiem” to na dzień dobry wyskoczy ci kilka popularnych blogów na ten temat. Na „Kolosach” w Gdyni też się często o tym mówi. To chyba już tak nikogo nie szokuje. Ale kiedyś ktoś zwrócił uwagę, że jak takie małe dziecko tak ze sobą “ciągasz”, to na pewno ma odparzony tyłek.

Ania się śmieje i relacjonuje dalej: – Zajrzałam, okazało się, że nie jest odparzony, no nie wiem, cudokrem chyba pomógł.

– Kalina nie nudzi się z wami w podróży?

– Ważne jest wynajdowanie jakiegoś zajęcia dla dziecka, bo dla dziecka w podróży najgorsza jest nuda. Więc jak myśmy rozkładali namiot, to Kalina musiała mieć jakieś zajęcia, na przykład podawanie śledzi. Byliśmy już z Kaliną na obozie na nartach biegowych, jak miała niespełna rok, i okazało się ze super to zniosła, świetnie się wpisała w harmonogram zajęć…

– Kiedy Kalina dostanie pierwszy rower?

 – Już ma rower. Ma rower i hokejówki!

Do rozmowy wtrąca się Ola, koleżanka Ani:

– Ania przedstawia lukrowany obraz podróżowania z dzieckiem. Mają bezproblemowe dziecko i tak to u nich wygląda… Z sześciolatkiem może być już inaczej!

Wokół śmiechy. Humory, podobnie jak pogoda, dopisują.

***

Słonce świeci, jest w miarę ciepło. Rybno, rowerzyści składają kwiaty pod pomnikiem pomordowanych. Ola, uczestniczka rajdu ze swoją ciekawską sześcioletnią córką, podchodzi do zgromadzonych, ktoś akurat przemawia…

– Mamo, a co to był obóz koncentracyjny?

– Ludzie musieli tam pracować, nie dostawali jedzenia i potem byli zabijani przez hitlerowców… – odpowiada mama.

Ola uważa, że udział małych dzieci w takich imprezach, jak Rajd Piaśnicki jest jest dobrym pomysłem, jednak trzeba oszczędzać im niektórych treści. W pewnych momentach trzymać się z małymi dziećmi z boku.

– Bo nie zawsze są na to gotowe. Ja sama wypieram te potworne historie, które tam opowiadano, nie myślę o nich. A co dopiero sześcioletnie, wrażliwe dziecko.

Chwilę potem Hania pociągnęła mamę w stronę pana, który coś opowiadał.

– Usłyszałam tylko fragment historii o tym, że w stodole zebrano kobiety, które rodziły, a ich nowonarodzone dzieci wyrzucano przez okno… Szybko odciągnęłam Hanię. A potem w Piaśnicy ogromne wrażenie zrobił na mnie pomnik poświęcony zamordowanym dzieciom. Tak, to był taki moment, podczas całego, rodzinnego i pogodnego rajdu, który mną wstrząsnął.

***

Uczestnicy rajdu wyruszyli na trasę o godz. 10.00, z powrotem w Bolszewie byli przed 16.00

Organizator rajdu, Bolszewski Klub Rowerowy CYKLISTA zaprasza do udziału w organizowanych przez siebie imprezach, więcej informacji znajdziesz TUTAJ.

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły