Babyjagi, śpiący rycerze i dość tajemniczy wirus [FILM] - Magazyn Kaszuby
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Babyjagi, śpiący rycerze i dość tajemniczy wirus [FILM]

– Tato, a te babyjagi to były dawno na tej górze? – pytanie to, zadane przez sześcioletniego Szymona, dotyczyło celu naszej męskiej podróży. Było także podsumowaniem krótkiego tatowego wprowadzenia, wygłoszonego zza kierownicy samochodu, że na górze, na którą jedziemy, spotykały się kiedyś czarownice, i że w pamięci ludowej, wśród miejscowych góra ta jest dobrze znana jako miejsce, w którym odbywały się sabaty. Złapane tutaj wiedźmy trafiały pod sąd w Wejherowie.

– Tak synku, dawno, już ich tam ne ma, więc nie ma się czego bać.

Zamyślony sześciolatek patrzy w okno, na przemykające zabudowania Miechucina.

– Tak dawno, jak wtedy, kiedy ludzie byli małpami?

No cóż, kiedy kilka tygodni wcześniej tłumaczyłem mu teorię ewolucji, przeczuwałem, że to chyba za wcześnie.

– Nie, tak dawno to nie… Kiedy spotykały się tam czarownice, to ludzie już byli ludźmi.

– A, wiem – Szymon zapałał entuzjazmem odkrywcy nieznanego lądu – To te babyjagi pewnie odczarowały ludzi z tych małp.

Dla sześciolatka upływ czasu przebiega według schematu: dziś, wczoraj, tydzień temu, rok temu… i bardzo dawno. Ostatnia kategoria jest niezwykle pojemna znaczeniowo. Postanowiłem, że w domu wezmę do ręki kartkę papieru, długopis i spróbuję wytłumaczyć synkowi, za pomocą długiej linii, na czym polega różnica między przeszłością sprzed trzystu czy czterystu lat, a tą “kiedy ludzie byli małpami”.

***

GrodziskoGarecznica znajduje się między Miechucinem i Borzestowem. Błąd popełni ten, który, chcąc znaleźć się na legendarnej górze, skręci z asfaltówki do wsi Grodzisko, kierując się nazwą miejscowości.

Ja tak właśnie uczyniłem. Skręciłem kierownicą zbyt szybko. Po opuszczeniu auta naszym oczom ukazało się wzniesienie, nieopodal gospodarstwa, które uznaliśmy za owo poszukiwane przez nas grodzisko. Kiedy już opowiedziałem Szymonowi wszystkie legendy związane z tym miejscem, ruszyliśmy piechotą pod górę. Naszym oczom ukazał się opłakany widok – kupa śmieci i gruzu w miejscu, które miało być “magiczne” i “pięknie położone”.

Z błędu wyprowadziła nas miejscowa starsza kobieta, wskazując rzeczywiste miejsce grodziska.

– To nie tu. To tam – wspierając się na grabiach wskazała kierunek. Ale z dojściem do grodziska, jak stwierdziła, niełatwa sprawa. Po drodze wybudowano domki letniskowe, postawiono płoty. Trzeba będzie jakoś się przeciskać między nimi.

– Zapytamy, pewnie ktoś będzie w tych domkach.

– Zapytajcie – stwierdziła bez przekonania. – Może będą wiedzieli. Ale tam nic nie ma, jest tylko las.

Nie wiedzieli. Działkowicze z miasta –  pewnie znacznie lepiej wykształceni od kobiety z grabiami, oczytani i bywali w świecie, nie potrafili nam pomóc.

– Grodzisko? Jakie grodzisko? Panie, ja tu od dziesięciu lat mam domek, spędzam każdą wolną chwilę, ale o żadnym grodzisku nie słyszałem. Tu nie ma niczego takiego.

Tego dnia nie dotarliśmy na miejsce. Przeszkodziły nam ogrodzenia działkowiczów i całkiem niekaszubskie demony, o swojsko brzmiących imionach: “nie chce mi się”, “nogi mnie bolą”, “gorąco mi jest”, i inne bardzo do nich podobne. Potem, już w domu, miało się okazać, że kiedy błądziliśmy w slalomie między działkowymi opłotkami, Szymon akurat zaczął gorączkować.

Synek złapał niegroźnego wirusa, który jednak zatrzymał go w domu na całe dwa tygodnie. Trudno dziś orzec (wywiązała się w drodze powrotnej dość burzliwa dyskusja na ten temat), kto pierwszy – ja czy sześciolatek, był twórcą teorii, że sprawczyniami jego niedyspozycji były niewiedzialne dla nas, a przecież obecne na Garecznicy babyjagi.

***

Następnego dnia przyjechałem na miejsce sam. I teraz już wiem, że nie należy skręcać z asfaltówki do miejscowości Grodzisko. Trzeba zatrzymać się na leśnym parkingu, który jest tuż za miejscowością Grodzisko (w stronę Borzestowa), przekroczyć strumień i drałować pod górę, tą najwyższą, której strome zbocza chylą się ku szemrzącemu wśród zawilców potokowi.

Powiedziała Julka Remusowi: “to byli ci dawni Kaszubi, co pod Świętopełkiem i Mściwojem przed wieluset laty jeździli od zamku do zamku i strzegli naszej wolności”.

Na kartach powieści Aleksandra Majkowskiego wieszczka przywołała postaci z trzynastego wieku tworząc mit wielkości średniowiecznego kraju Kaszubów. To okres bardzo burzliwy. Ktoś, kto nie jest zawodowym historykiem-mediewistą, i próbuje połapać się w skomplikowanych zależnościach politycznych i kulturowych tamtego okresu, staje przed czymś w rodzaju labiryntu, w którym niezwykle łatwo się pogubić.

Najprościej jest zacząć studiowanie od wynotowania imion książęcych wraz z datami narodzin i śmierci.

Pierwszym z dynastii Subisławiców – książąt pomorskich rezydujących w Gdańsku i na Pomorzu Gdańskim, był Subisław I, urodzony ok. 1130 roku, zmarły ok. 1177-1179 roku. Miał on dwóch synów: Sambora I (ur. ok. 1150 roku, zmarłego przed 1205 rokiem) i Mściwoja I, ur. ok. 1160 roku, zmarłego ok. 1219/1220 roku).

Sambor nie miał potomków.

Co innego Mściwój: ten miał trzy córki i trzech synów, między innymi Świętopełka, który urodził się przed 1195, a zmarł w 1266 roku.

Świętopełk zaś pozostawił po sobie córkę i syna – Mściwoja II, rodzonego w 1220 roku, zmarłego w 1294 roku.

Pieczęć Świętopełka (Źródło: M. Gumowski, w: Historia Kaszubów w dziejach Pomorza, Gdańsk 2006)

Pieczęć Świętopełka (Źródło: M. Gumowski, w: Historia Kaszubów w dziejach Pomorza, Gdańsk 2006)

Mamy więc ramy czasowe – trzynasty wiek, mamy dwóch Mściwojów i Świętopełka, a także kilku innych książąt: dwóch Warcisławów, Sambora II, Jana… I zaczynamy się gubić.

O znaczeniu dynastii Subisławiców wymownie świadczy fakt, że córki z tego rodu wydawane były za nie byle kogo: książąt rugijskich, wielkopolskich, szczecińskich, meklemburskich, zaś Małgorzata, córka Sambora II, poślubiła króla duńskiego.

Tak, niezwykle trudno się w tym wszystkim połapać… Wiek trzynasty to okres nieustannych wojen, sojuszy i politycznych zwrotów akcji. Od wschodu najeżdżają Pomorze Prusowie, grabią i palą te ziemie, nie oszczędzając na przykład klasztoru w Żukowie. Pojawiają się tutaj Krzyżacy. Jednego razu wspólnie z wojskami Świętopełka zwyciężają Prusów w wyprawach krzyżowych, innym razem zakonni rycerze z krzyżami na płaszczach najeżdżają i łupią klasztor w Oliwie. Zaś u południowego sąsiada – w Polsce, w tym czasie trwają zaciekłe walki o tron – to czasy m.in. Leszka Białego i Henryka Brodatego. Książęta pomorscy niejednokrotnie angażują się w te – często krwawe, rozgrywki. Występują też przeciwko sobie… Należy również dodać, że Świętopełk był władcą ambitnym, dążącym do uniezależnienia się od jakiegokolwiek zwierzchnictwa, głównie krakowskiego.

Jedno jest pewne – za “złoty okres” Pomorza i Kaszub – w sensie politycznym i cywilizacyjnym, uważa się dziś lata panowania Świętopełka. Jak pisał Gerard Labuda w “Historii Kaszubów w dziejach Pomorza”: “W tradycji dziejopisarskiej wieków średnich już w kronikach średniowiecznych osoba Świętopełka spotkała się ze skrajnymi w swej wymowie osądami: od sławiących i wielbiących aż po pomniejszające i oczerniające, a nawet znieważające. We wdzięcznej pamięci zachowali go przede wszystkim mnisi oliwscy (…). Trudno natomiast dziwić się, że najgorszą sławę pozostawił po sobie Świętopełk w tradycji dziejopisarskiej Zakonu Krzyżackiego”.

Najsłynniejszy książę Pomorza spoczął w katedrze w Oliwie, która dziś zwana jest niekiedy kaszubskim Wawelem.

***

Zapomniałem zupełnie wytłumaczyć Szymonowi, na czym polega różnica między przeminięciem lat kilku tysięcy, kilkuset i kilkudziesięciu.

– Co piszesz? – zapytał mnie dziś rano, gdy kończyłem artykuł z nosem w dziele Gerarda Labudy.

– O rycerzach, którzy tu kiedyś żyli.

– A kiedy to było?

– Dawno.

– A nasz dom już tu stał?

– Nie…

– I policji jeszcze nie było? – mieszkamy w pobliżu gmachu Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach.

– Nie…

– Aha, to wiem. Widziałem w telewizji, jak Natalka oglądała – Natalia to dziesięcioletnia siostra Szymona.

– Co widziałeś?

– Jak Barbie jeździła na koniu. To było wtedy?

***

To pierwsza opowieść z cyklu “Zapadłe zamki kaszubskie”. W następnym wydaniu: Zamkowa Góra k. Kartuz i historia kaszubskiej księżniczki.

 

 

 

 

 

 

 

 

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły