Włochatka i Gągoł w jednym stali domu... - Magazyn Kaszuby
Włochatka i Gągoł w jednym stali domu... 3
Tomasz Słomczyński Tomasz Słomczyński
Redaktor Naczelny
t.slomczynski@magazynkaszuby.pl

Włochatka i Gągoł w jednym stali domu…

Włochatka – ona tu jest. Lipcowe słońce grzało w najlepsze, kiedy podchodzili do budki lęgowej ostrożnie. Ale sowa była czujna. Przez dziurę, zaniepokojona, wystawiła głowę. Zobaczyła zbliżających się ludzi. Nie mogła wiedzieć, że to pracownicy Kaszubskiego Parku Krajobrazowego, że przecież krzywdy jej nie zrobią. Odleciała, by z pobliskiej gałęzi obserwować, co dalej będzie się działo. Niepokoiła się, że jej tajemnica zostanie odkryta.

włochatka

Ludzie postanowili zajrzeć do środka budki lęgowej.

– Ale jaja! – rzekł ten, który wspiął się na drzewo, wsadził aparat w okrągły otwór, cyknął fotkę i zajrzał na ekran.

– Jakie jaja? – dopytywali pozostali.

– Białe i zielone. Sami zobaczcie.

 

Zdechłe myszy z odciętymi (oddziobanymi) głowami nie zrobiły na zgromadzonych wrażenia. To normalne zapasy drapieżnika, jakim jest włochatka. 100_3808

Ale jaja? Te białe są sowy. Te zielonkawe zaś – to jaja gągoła. Bo gągoły zamiast zakładać gniazda w trzcinie, na brzegu, jak przystało na szanujące się kaczki, wpraszają się do budek lęgowych albo zajmują dziuple.

Zgromadzeni ludzie czegoś takiego się nie spodziewali. Co w jednej budce robią rozrzucone jaja dwóch gatunków? I to w lipcu, gdy już dawno minęły okresy lęgowe?100_3814

 

Sowa spoglądała z pobliskiej gałęzi. „Nie potwierdzam i nie zaprzeczam” – zdawała się odpowiadać na pytające spojrzenia zgromadzonych pod budką ludzi.

***

Ornitolog Sławomir Rubacha ze Stowarzyszenia Ochrony Sów przyznaje, że włochatka i gągoł w jednej budce to rzadki i ciekawy przypadek:

– Jeśli jaja zostały znalezione w lipcu, to zarówno lęg włochatki jak i gągoła został z jakiegoś powodu opuszczony. Zbyt późno było już na inkubację jaj. Obydwa gatunki składają je w kwietniu. Wprawdzie lęg może zostać powtórzony, na przykład kiedy dojdzie do straty pierwszego lęgu w początkowej fazie inkubacji, ale nie w lipcu. O opuszczeniu świadczy też fakt, że jaja są porozrzucane po całej budce a powinny leżeć tuż obok siebie.

Tyle ornitolog, służby mają własną perspektywę. „Zdechłe” jajo to nic innego, jak ptasi trup. Tylko jak zakwalifikować ten czyn? Morderstwo z premedytacją czy nieumyślne spowodowanie śmierci? A może tylko naruszenie miru domowego, ewentualnie – groźby karalne? Czy w ogóle doszło do zbrodni? I kto jest mordercą? Sowa czy gągoł?

– No to masz temat na ptasi kryminał – w odpowiedzi na moje amatorskie dociekania słyszę śmiechy znajomych ornitologów.

GĄGOŁ ZNAMY GAGATKA

Dzień później. W gnieździe Komendanta Puchacza zbierają się trzej śledczy. Powietrze jest gęste od domysłów. Jest lipcowy upał, policjanci na razie nie odzywają się do siebie. Podskakują ospale.

Nieśmiało zaczyna najstarszy stopniem, szef powołanej specjalnie grupy dochodzeniowej, kapitan Zięba. Świergoli z wolna, jakby ostrożnie, by skończyć spektakularnym trelem:

– Jedna z hipotez jest taka, że pierwszy na miejscu zdarzenia był gągoł. Znamy gagatka. To nie pierwszy raz, jak zajmuje dziuple albo budki lęgowe. Mieliśmy liczne skargi od rodziny dzięciołów, którym zwykle się to nie podoba. Złożył jaja. Wysiadywał je. Wtedy pojawiła się włochatka. Ona z kolei nie była notowana, ale z naszych ustaleń wynika, że lubi dziobać swoje ofiary tak, że odpadają im głowy. Co prawda, to są tylko myszy, ale kto wie, co siedzi w głowie kogoś, kto połyka kości, a potem wypluwa… – stwierdził Zięba krzywiąc się teatralnie i jednocześnie spoglądając na smakowitą muchę pełznącą po pniu sąsiedniego drzewa. I mina mu natychmiast rzednie w momencie, kiedy uzmysławia sobie, co powiedział. Znowu nie zamknął w porę swojego niewyparzonego dzioba, znowu mu się wymsknęło.

Komendant Puchacz nastroszył pióra. Teraz wyglądał jak nadmuchany. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, po chwili odwrócił głowę, jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Rozchylił dziób. Wypluwka, z widocznymi kośćmi, odbijając się od gałęzi, wylądowała na ściółce. Zgromadzeni policjanci starali się nie patrzeć. Ani na wypluwkę, ani na szpony Puchacza. Sugestia komendanta, odnosząca się do słów Zięby, była absolutnie czytelna.

– Czy włochatka mogłaby wypłoszyć, przepędzić z budki lęgowej gągoła? – komendant spytał groźnie po tym jak doszedł do siebie po opróżnieniu układu pokarmowego z niepotrzebnych resztek. Spoglądał wyzywająco i ostrzegawczo zarazem – raz na spoczywające na ziemi gniazda dzieło jego trzewi, raz na kapitana Ziębę.

Śledczy milczeli w skupieniu. Spoglądali po sobie w panice, ptasim zwyczajem, raz z lewej strony, raz z prawej.

– Czy ktoś z was ma jeszcze jakieś pomysły? – ponuro zapytał komendant.

KTOŚ TRZECI?

Młodszy z dwójki policjantów, aspirant Kowalik, zdobył się na odwagę. Wypiął desperacko swoją maleńką pomarańczową pierś, podskoczył dwa razy na krótkich nóżkach, obrócił się to w lewo, to w prawo i zaćwierkał:

– Mogło tak być, że gągoł, z nieznanych nam przyczyn, opuścił swój lęg, więc kiedy włochatka znalazła się na miejscu zdarzenia, budka była już opuszczona. Nadal jednak pozostaje niewyjaśnione, dlaczego również i jej lęg był stracony. Nie możemy wykluczyć, że na miejscu zdarzenia pojawił się ktoś trzeci.

Komendant Puchacz spojrzał z góry na zgromadzonych podwładnych.

– To wszystko, co macie mi do powiedzenia? – huknął donośnie. W oddali wrzasnęła przerażona sójka.

Policjanci pokiwali głowami.

– Czyli, że na włochatkę nie macie niczego, dosłownie n i c z e g o? – huknął jeszcze donośniej.

Odpowiedziało mu leśne echo.

– Wracajcie do pracy – wycedził przez dziób. Był wściekły. – Spróbujcie docisnąć włochatkę, może w końcu pęknie i coś powie…

Kapitan Zięba i aspirant Kowalik natychmiast ruszyli w drogę. Na miejscu byli po kilku minutach. Jednak na przesłuchanie sowy musieli poczekać do zmroku.

– Niczego nie potwierdzam, niczemu nie zaprzeczam – rozległo się w ciemności zeznanie. Sowa spoglądała na funkcjonariuszy siedzących w bezpiecznej odległości. Milczeli ponuro. W szponach trzymała mysz, a w zasadzie to, co jeszcze z niej pozostało. Z dzioba zwisał jej ogon przełykanego właśnie gryzonia.  

***

Zobacz również reportaż o innej sowie: czy puchacz istnieje naprawdę? A może to Puchacz. Ptak widmo.

***

Fot. Kaszubski Park Krajobrazowy.

Fotografie wykonano w lipcu 2007 roku w Lasach Mirachowskich.

„Lasy Mirachowskie stanowią jedną z ważniejszych w północnej części kraju ostoi lęgowych włochatki Aegolius funereus (7-30 par lęgowych, ponad 2 proc. ogólnokrajowej populacji lęgowej). Na uwagę zasługuje także stosunkowo znaczna liczebność tutejszej populacji lęgowej gągoła Bucephala clangula (10-15 par lęgowych, ok. 1 proc. ogólnokrajowej populacji lęgowej).”

Źródło: Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.

Lay Mirachowskie

Lasy Mirachowskie znajdują się na północy wschód od Sierakowic, www.eko-kapio.pl

 

To również cię zainteresuje...

Najnowsze Artykuły